WARparty
Czwartkowy wypad na zachybie był inny niż zwykle. I kto wie czy nie był to już ostatni wypad w tym sezonie. Pogoda jaka jest – sami widzicie wyglądając za okno…
Przeziębiłem się. Środa to był dramat, czwartek też, dopiero wczoraj zaczęło jakoś przechodzić. Dlatego grillowanie i ognisko mogło się nie udać. Jak się potem okazało, ognisko wyszło (prawie) do końca, jedyne co nam nie pomogło to deszcz… To była dobra impreza w starym osiedlowym składzie. Brakowało kilku osób ale w jakimś stopniu odtworzyliśmy klimat dawnych spotkań. To chyba sprawa wódki – prawda jest taka, że tego alkoholu w takiej grupie nie piliśmy już dawno, nawet bardzo dawno. Jeśli by chcieć być szczerym… Nie, nie będę sobie przypominał. Do wódki dołożyliśmy kilka komputerów, router i Warcrafta 3 – tym sposobem wróciliśmy do tego co dawno dawno temu robiło nam na osiedlu zajawkę. Bosko.
Coś co warte jest uwagi w tej opowieści to jej smutna część – a oczywiście, bez jakiegoś wypadku imprezy być nie może. Cóż… Nie polecam jeździć szybko polną drogą po błocie, kiedy przez ostatnie 6 godzin lał deszcz. Nawet jeśli ma się specjalną SKODĘ WRC. Paps nie wyrobił na zakręcie czego efektem był samochód zakopany w błocie na wczoraj oranym polu… Nie chcę myśleć co by było gdyby było nas mniej niż te 7 chłopa. Wyciągnęliśmy ten samochód robiąc jednocześnie w całej wsi za koguty – bo było już przed 4 rano. “Robić wieś większą niż sama wieś” – ta właśnie sztuka nam się udała.
Mógłbym tu jeszcze napisać, że dzień dzisiejszy u Floyda też minął dobrze, Ergo Proxy, Magic, bajery, ale znów wyjdzie, że jestem leniwy i zamiast robić coś konkretnego to opierdalam się zdrowo. Ale nie! Robię coś, w zaciszu swojego pokoju dalej snuję wizje… Nieważne czego, nic nie napiszę bo zapeszę :P
PS Zdjęcia wkrótce.
Słońca podrygi
Zrobiło się ładnie, zrobiło się ciepło. Słońce świeci, zero chmurek. Zachęcająca pogoda na plenery wszelakie. Mam w głowie myśl – oby wrzesień taki był. Złota Polska Jesień. Może w Plusie też mają taką nadzieję oferując do końca miesiąca moich urodzin Youtube w komórce za darmo. Fajny pomysł – siedzisz z ziomkami na łące pada hasło “ej widziałeś ten filmik z YT?! niee?????” i wyjmujesz swój szpanerski telefon, odpalasz joŁtuba i cieszysz się filmikiem + dźwiękiem bez żadnych kosztów. Wakacje idealne.
Tak naprawdę wolałbym poprostu internet za friko. Dzięki Youtube przez jeden dzien przetransmitowałem telefonem około 100mb danych. A tyle spokojnie by mi wystarczyło na siedzenie na GG czy przeglądanie maili telefonem przez miesiąc. Ale nie… Za to muszę płacić, a za usługę, która tak naprawdę szczególna nie jest nie muszę. Cóż, życie to nie je bajka nie podrapie Cię po jajkach.
Skończył się remont w kuchni u babci. Dobrze jest, wszystko wygląda świeżo. Dobrze wykonana praca.
Nie tak dawno bo na początku tego tygodnia, po przebudzeniu na działce ogarnęło mnie zdziwienie. Jakto?! Niema burdelu?! JEST CZYSTO?!?! Tak było. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało ale chyba trzeba po prostu podziękować koleżankom z Wooda. Niestety nie obyło się bez smutnych incydentów. Takich jak jeden papieros na trzy osoby:
Trzy kawki, jeden Golden. Potem było jeszcze gorzej kiedy trzeba było dopchać Bałaganowego Eclipsa do stacji benzynowej… Nie, nie ruszył na górce, nie ruszył na drodze. Na szczęście LaStrico dopchało go kawałek i daliśmy radę.
A teraz słucham Hey i jest mi smutno. Papa.
Jelonek i Goście
1. Jelonek
Wczoraj na Letniej Scenie KCK zagrał Jelonek z przyjaciółmi. Nie mogło mnie tam zabraknąć – każda okazja do przypomnienia sobie Przystanku Woodstock jest dobra. A jeżeli wybrać się tam z gronem znajomych, tym samym, którzy towarzyszyli tamtej pamiętnej wyprawie… Rozumiecie Sami.
Jelonek grał inaczej, tym razem było to bardziej ambitne “skrzypkowanie” ale do czegoś takiego zmusiły warunki. Cóż, Letnia Scena KCK jest malutka, nagłośnienie było malutkie a i widownia też była malutka. Na koncercie oczywiście zagościł kwiat kieleckiej młodzieży czyli sporo osób słuchających rocka i muzyki alternatywnej. Nie było hardcore bałaganaów, nie przewijały się dresy, które gówno by zrozumiały, za to sporo było osób starszych. Chyba każdy był po części zadowolony. Czy ja byłem? Nie wiem, to był po prostu miły koncert.
2. Nowe Mundo
Cóż, knajpka w stylu podróżniczym, z dobrą kawą, dobrymi drinkami, fajnymi spotkaniami i całkiem ciekawym wystrojem nie utrzymałą się w Kielcach. Szkoda, duże szkoda bo to było chyba jedyne miejsce gdzie czasem można było wpaść na koncert + piwo a czasem na dobrą kawkę z kimś pogadać. To wkurwia, ale widać w kielcach jeszcze ludzie nie dorośli do tego by była tu klubo-kawiarnia nie dla dresiarstwa.
Teraz Mundo to mroczne miejsce, całe w czerni, z czerwonymi napisami na ścianach i wielkim pentagramem na suficie. Z głośników leci brudny-napierdalający-Ci-w-huj-w-uszy-czarny-metal, cieżko z kim kolwiek się dogadać, w asortymencie tylko piwo i nic więcej, na stołach czerwone znicze aby pasowało do klimatu. Cóż… Wystrój jest ładny, ale jeżeli nie będzie można napić się kawy, drinka, a wszystko będzie opierać się na zasadzie “mamy mroczny klimat na pewno dużo bałaganów będzie tu przychodzić aby się najebać” to huja-do-dupy nowemu właścicielowi Mundo. Zrób sobie “nową Dziurkę” mimo, że klimatu tamtego specyficznego i niestety nie istniejącego już miejsca nie odda nic…
3. Koniec wakacji
Miałem jechać nad morze, nie jadę. Ah, może przyjaciel mi wybaczy te czynniki losowe które o tym zdecydowały. Wakacje powoli się kończą bo wrzesień mimo iż wolny to wakacyjny już nie będzie. Mam jeszcze kilka pomysłów, które muszę zrealizować aby być z siebie zadowolonym. Czekam z czymś do poniedziałku, potem jeszcze parę dni i… Zobaczymy. A teraz lecę się działkować, weekend z grillem i słońcem na podładowanie baterii.
Wakacje
Przelewy porobione, w pokoju posprzątane, śniadanie zjedzone, no można pojechać na Zachybie. Za dwa dni jak wrócę mam nadzieję dodać notkę, która tworzy się w mojej głowie ale jakoś nie mogę się przełamać i ją wrzucić. Zobaczymy.Stare dobre czasy.
“Hipisi w piwnicy u Cartmana”. Tak… Dokładnie tak wyglądaliśmy wczoraj w nocy. To był jeden z najlepszych wieczorów od dawna, totalne oderwanie od rzeczywistości ze starymi przyjaciółmi. A wszystko w rytmie… “Slums/Massive Attack” :P Teraz powrót do Lublina… I czekanie na powtórkę!Zimowe zmagania
Obudziłem się dzisiaj rano i była piękna pogoda. Zimowa, śniegu nasypało. Była to więc świetna okazja by pojechać na działkę, zobaczyć co się zmieniło no i posiedzieć sobie w zimowym krajobrazie a przy okazji pozwolić psu się wybiegać. Wszystko super gdyby nie to, że śniegu po kolana i w pewnym momencie, niestety, puff, samochodzik się zakopał… Paredziesiąt minut przebierania łopatą aby jakoś wyjechać pokazało mi jak po różnych pobytach w szpitalach wyjałowiłem z energii swój organizm :P Na dodatek pies durny, nie chciał wrócić, znalazł w stawie na w pół zdechłą rybę-lub-coś-takiego więc uciekał z tą “zdobyczą” kiedy ja styrany chciałem tylko jednego -> do domu…
Pomijając jednak te drobne problemy, sobota była fajna. Wiekszość znajomych celebruje dzisiejsze święto, tak, nie inaczej a Walentynki właśnie. Nie mam z kim więc nie obchodzę ;) A szkoda bo chętnie bym komuś jakieś pluszowe czy też czekoladowe serduszko dał. Może za rok.
Parę słów jeszcze o blogu -> uporządkowałem trochę tagi i kategorie notek, aby łatwiej było odnaleźć różne rzeczy bo pamiętam gdy ktoś kiedyś zapytał “miałeś na blogu taki fajny teledysk a niemogę znaleźć”. No to może teraz będzie prościej.
Wracam do logiki bo mi ucieknie w poniedziałek…



