prosto w twarz
Okno niebo jeden papieros końcówka piwa OK Cowboy drugi papieros miś gumiś książka trahison. Mój wieczór.świat.

Nie wiem, bo czasami moje myśli budzą się w innym wymiarze i jakby nie pasują do rzeczywistości. Innym świecie gdzie marzenia przeplatają się ze wspomnieniami, gdzie jest miejsce na nadzieję a wszystko dzieje się bez słów. Moje myśli tam są a ja siedzę otępiały przed ekranem komputera, albo z papierosem w ustach w miejscach gdzie tylko ja wiem, że lubię siedzieć, bo siedzieć lubię tam samemu, bez nikogo i niczego.
W ludzkich sercach przechodzą zmiany, w naszych głowach inne myśli inne priorytety, lecz my sami rzadko się zmieniamy. Doskonalimy, dorastamy, zamieniamy, gubimy buty, szukamy, jesteśmy lub nas niema, głupiejemy, mądrzejemy. My. Ci sami i w środku zawsze tacy sami.
Nie cofnę czasu.
Ludziom zawsze będzie brakować słów na opisanie swoich uczuć.
Spokój i szaleństwo
Trzy luźne dni. Wypocząłem sobie i czuję to. Przez trzy dni do szkoły na 11:50 na ledwie 3 godziny lekcyjne. Żyć, nie umierać, praktycznie długi weekend. Dawno nie miałem okazji porządnie się wyspać więc te dni się przydały. Następna okazja zapewne dopiero w święta Bożego Narodzenia. Trzeba wytrzymać.
W środę otworzono na moim osiedlu „Pasaż Świętokrzyski”. Tak jak całe chyba województwo wybrałem się na WIELKIE OTWARCIE. To był błąd. O godzinie 9tej rano było już sporo ludzi. W wielu sklepach obniżki. W Reporterze 50% i tłum nieziemski. Nieudało się nic kupić. Do „Pasażu” wróciłem koło 15tej – ludzi było sporo więcej, aby wejść do Reportera trzeba było stać w kolejce. Szybko wyszedłem. Koło godziny 18tej razem z bandą z osiedla odwiedziłem sklep jeszcze raz. Heh, ludzie skończyli pracę i przyjechali tu jeszcze większym tłumem. Wszędzie ścisk, gorąco, pełno ludzi nastawionych tylko by wyrwać jak najwięcej produktów po jak najniższej cenie. Totalne ogłupienie. Kupowanie nie dlatego, że coś jest potrzebne ale dlatego, że jest taniej, więcej, lepiej, inaczej. A w sumie do końca inaczej nie jest – wszystkie sklepy otwarte w „Pasażu” już wcześniej w Kielcach były. Więc aby kupić coś naprawdę ciekawego i innego i tak trzeba pojechać do Krakowa lub Warszawy. Smutne ale prawdziwe.
Ogólnie cała ta galeria absolutnie mi jest nie w smak. Wolałem chyba jak w jej miejscu było gołe pole, jak nic nie było. Miało to swój urok. I przede wszystkim moje osiedle było SPOKOJNE. A teraz? Dosłownie każdy autobus popołudniową porą na ślichowice jest zabity do granic możliwości. Nie mówiąc o tym jak w środę wyglądała ulica dojazdowa:

Wszystko się zmienia, osiedle także. Przynajmniej jak będę chciał sobie kupić coś lepszego do jedzenia to w eleclercu sobie kupię. Bo blisko.
Spokój
Siedzę sobie właśnie i słucham King Crimson. Płyty, która wycisza. Zazwyczaj każdego wieczoru, czy każdej nocy słucham spokojnych rzeczy. Rzadko kiedy potrafię włączyć coś ostrzejszego, no chyba, że potrzebuję jakiejś energii. Ale kto potrzebuje energii na zwykły wieczór, kiedy zazwyczaj jedyne o czym się myśli to iść spać.
Leciał dziś w TVP dobry spektakl Teatru Telewizji – „Pan Gustaw i Matylda”. Dziwnie splecione losy dwójki ludzi, którzy kompletnie się nieznali. Kobiecie załamuje się życie – okazuje się, że ma raka, zastaje w łóżku swoim i swojego faceta inną kobietę. Pan Sędzia – egzystuje, stracił żonę, oddał syna. Trwa w przeszłości i wspomnieniach. Dwa zupełnie inne światy. Niby ta historia to nic nowego ale chodzi o konwencję. O przekaz. O konkretne słowa. Za to lubię teatr telewizji. Bo niebył to kolejny średni film o paradoksach życia i nagłym wielkim szczęściu, nie. To był teatr. Wyciszał i skłaniał do refleksji. I niektóre słowa sobie zapamiętałem, uderzyły we mnie. Podobało mnie się.
Lubię szaleć, lubię się wygłupiać. Błaznować, robić wszystko beztrosko, głośno, szybko. Mieć dobrą zabawę ze wszystkiego. Ale kocham też czasem zaszyć się gdzieś z boku, tak usiąść i porozmyślać w ciszy i spokoju. Wyciszyć się wewnętrznie.
A wieczory, z muzyką są ku temu najlepsze.
Wieczór
Sobota jak wiadomo dzień odpoczynku relaxu a także zapominania o codziennych troskach. Wyjątkowo w tą sobotę mogłem wstać o godzinie jedenastej co napewno dobrze zrobiło mojemu organizmowi.
Nic nie wskazywało na to, że wieczór będzie ciekawy ale stało się! Po krótkich negocjacjach z Papu doszliśmy do satysfakcjonującej decyzji: pijemy. I już była nadzieja na piękny wieczór. Mały międzyosiedlowy skład zebrał się w siedzibie mroku ul. Grochowej gdzie przystąpiliśmy do konsumpcji wyjątkowego i naprawdę specyficznego trunku jakiego niewidzałem jeszcze nigdy w życiu. Powiem tak… Było ostro. Dlaczego? Zobaczcie sami!

Nawet nie próbowałem czytać składu. Powiem tylko, że smakowało podobnie do izostaru + wódki tylko jakoś bardziej mdle ;) Nie było nawet tak źle do czasu kiedy okazało się, że trunek ten jest przeterminowany 4 miesiące…. A kupowaliśmy go dzisiaj….Ogólnie wieczór minął spokojnie, po „lodowym orzeźwieniu” skosztowaliśmy czegoś co z pozoru wyglądało dobrze ale okazało się jeszcze większym syfem. Zdjęcia nie mam, nie było poco robić. W dobry humor wprowadzał nas 17 sezon „The Simpsons”. Teraz nic tylko oczekiwać imprezy w większym gronie z większą liczbą ludzi!
Adios!

