„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Posts tagged “warszafka

Wycieczka.

Trwa mój mały trip do Warszawy. Jest spoko i miło, troche alkoholowo. Wczoraj lubelski JuniorStress grał w jakiejś knajpie, było fajnie, najfajniej spotkać Liroya i uścisnąć mu dłoń. Szerszy opis wkrótce jak będzie mi się chciało :P

Ihahuha

No no, poszczęściło mi się, tydzień w domku będę mógł spędzić sobie. Tak długo dawno w domu nie byłem. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że mam tu do kogo wracać, a właściwie chciałem do Kielc przyjeżdzać aby móc zobaczyć się z kimś, ale teraz, teraz jestem tu dla rodziny i tylko dla nich. Dla siedzenia w swoim pokoju, który jest tylko mój i czuję, że jest mój, otoczony wszystkimi swoimi rzeczami gromadzonymi przez lata, układanymi tak by pasowało wszystko. W kompletnym chilloutowaniu się przeszkadza tylko widmo poprawki dnia 16 lutego, ale, tym razem ogarnę.

Pomyślałem sobie, że mając tyle wolnego czasu, czytaj tydzien w domu, posprzątam. Posprzątam sobie najpierw pokój z gromady niepotrzebnych mi już rzeczy które tak leżą. Bo wsród perełek sporo mam tu śmieci a śmieci się wyrzuca nie gromadzi. Pójdę do fryzjera, żeby zrobić porządek na głowie. A na końcu zwyczajowo będę próbował znów posprzątać sobie W głowie. Szkoda, że zawsze układam sobie tam wszystko sam. „Poukładaj mnie a ja zapuszczę w Tobie korzenie” – tak Fisz śpiewał, ja też bym tak chciał, żeby ktoś mi pomógł się układać w życiu.

Co jeszcze. Ten blog się zmieni. Czasem mam wrażenia, że te ślepia tutaj wciągają mnie w odchłań brudnych myśli a potem wydostać się z tego trudno. Zmieni się zarówno wystrój bloga jak i tematyka. Mniej o mnie samym, więcej o tym dookoła mnie. Zresztą, okaże się jak będzie, zawsze miałem wiele pomysłów, w 90% nigdy nie zrealizowanych. Ale możecie trzymać kciuki, żeby tutaj wyszło.

The Postal Service. Oglądałem filmik na YT o układaniu kostki rubika gdzie w tle leciał kawałek „Such Great Heights”. Słucham teraz od pewnego czasu tego zespołu i traf chce tak, że jak włączam go to za oknem wychodzi słońce. Teraz świeci a mi jest miło.

Spędziłem wczorajszy dzień w Warszawie. Pewne obserwacje skłoniły mnie do refleksji o związkach i podstawie ich budowania, ale to temat na dłuższe rozważania.

Chciałbym kogoś przytulić, pójść na spacer. Ostatnim razem jeszcze też świeciło słońce.


nowy rok

Nie wiem jak określić miniony już rok. 2008 to było wiele różnych momentów, wiele różnych chwil, ważnych prób, wiele nowych sytuacji w jakich postawiło mnie życie. Matura, Irlandia, wakacje, które nie były wakacjami, Lublin, rozpoczęcie studiów, nieudane próby naprawy uczuć, plany, które nie wyszły… Bardzo, bardzo szybko zleciał. W głowie mam to samo, co roku życzę sobie tego samego. Witam rok 2009 w szpitalu, ale nie jestem smutny bo spoglądając wstecz teraz mogę sobie życzyć, żeby było tylko lepiej. Dla mnie najważniejszym życzeniem jest powrót do zdrowia, oraz to, którego nie wypowiem, a które będę trzymał w swoim sercu, bo tak widocznie musi już być, rok za rokiem, dniem za dniem.

Dzięki wam moi przyjaciele, za to, że jesteście. Marcin, za to, że mogę podzielić się z Tobą każdą moją myślą, że jesteś prawdziwym przyjacielem, który nie boi się opierdolić kiedy robię źle. Dzięki, że mimo kilometrów przyjaźn trwa. Przepraszam ludzi, którzy się na mnie zawiedli, nie potrafię sprostać wszystkim wymaganiom, które przedemną stawiacie. Chciałbym wymienić tu wszystkich ale każdy kto w jakiś sposób towarzyszy mi w życiu wie jak go cenię. Bedę z wami w nowy rok.

Żyjcie tak jak chcecie żyć. Czerpcie garściami z tego co świat oferuje. Każdemu według jego potrzeb. Taki powinien dla nas wszystkich być ten nowy, mam nadzieję lepszy rok!

No i miłości. Mimo że „gdy serduszko kocha to rozumek niema nic do gadania”.

Ale.

Za mądrzy byśmy byli ;)


chwila zwątpienia

Przyszedł dołek. Nie, nie powiem, że zaatakował niespodziewanie bo jego przebłyski tliły się gdzieś w zakamarkach głowy od dłuższego czasu. Samotne godziny jednak nasilają poczucie wszecobecnego zwątpienia, kiedy przez tyle godzin moja głowa może nie nipokojona przez nikogo tworzyć myśli o tym o czym ja już nie chcę myśleć…

Wojskowy Instytut Medyczny, miejsce w którym obecnie i przez najbliższe pare dni jeszcze będę się znajdywał to moloh. Nie miałem okazji (i obym już więcej nie miał) przebywać w tak ogromnym szpitalu. Nie wiem ile jest tu sal, oddziałów, pracujących ludzi, lekarzy czy chorych. Pewnie masa. Leże na sali patrzę jak słońce wędruje po niebie i odliczam tylko czas, żeby stąd wyjść. Odpukać w niemalowane, jest lepiej. Codzienne zabiegi w komorze hiperbarycznej są fajne, najpierw kompresja do ciśnienia 2,5 atmosfery a potem oddychanie czystym tlenem. Oczyszczenie orgnizmu i natlenienie wszystkich tkanek. Potem cały dzień na kroplówce, leki rozszerzające naczynia krwionośne i witaminy aby przywrócić mi normalny słuch. A potem noc, i kiedy niemogę w ogóle zasnąć, papieros za papierosem w toalecie dla pacjentów, i dalej, próba spania i miliony tych wszystkich pierdolonych myśli, flashbacków, wyobrażeń przyszłości, marzenia, świadomość ich niespełnienia. Nie. Niemogę długo tak przebywać bez ludzi, których lubię. Fizyczna samotność pokazuje mi, że jestem sam. Na duszy.

Sylwestra też tu spędzę. Nici z dobrej zabawy na krakowskim rynku, z moimi przyjaciółmi, z którymi tak bardzo chciałem się spotkać a z którymi tak dawno się nie bawiłem. Nie wiem kiedy znowu będzie taka okazja. Luty może marzec. Sesja idzie. Idzie sesja a ja nijak czuję się do niej przygotowany. Nie chcę zawalić, bo byłaby to porażka co prawda moja personalna, ale okazałoby się prawdą to co wyrokowali niektórzy, że ja do niczego się nie nadaję. A nie chcę dać im satysfakcji by mogli powiedzieć „mam rację”. Tak samo nie chcę zawieść tych, którzy we mnie wierzą.

Coś jest nie tak. „Grzebię w trupie” jak Ty to mówisz Marcin. Większość ludzi łatwo adaptuje się do nowych sytuacji, do zmian przed jakimi stawia ich życie. Ja mam z tym problemy. Nie mówię o tym co proste, zmiana miejsca zamieszkania, przyzwyczajeń, znajomych itp. To jest łatwe. Mam tylko takie poczucie, że mój rozwój duchowy się zatrzymał, że emocjonalnie cały czas jestem przywiązany, tylko, że jestem przywiązany do czegoś, czego dawno już niema, zmieniło swoje miejsce, jest, ale to ktoś inny. Podziwiam tych, którzy potrafią z podniesioną głową iść do przodu, którzy podnoszą się po porażkach, szukają nowych sposobów na swoje życie, nowych partnerów, samodoskonalą się w różnych dziedzinach. Ja tęsknię, i wiesz, tęsknię wciąż i marzę sobie i zamykam swoją głowę.

Nikt mi tam nie wejdzie.

I nie potrafię sobie pomóc.


wakacje.

Ha, wróciłem z wyprawy. W sumie to już parę dni temu ale zdecydowanie nie chciało mnie sie o tym pisać. Warto jednak abym nadmienił iż wyprawa przyniosła zamierzony skutek! Totalne porzucenie wszystkich złych i trapiących mnie myśli. Krótkotrwale. Krótkotrwale gdyż teraz niestety mój umysł pełen jest kolejnych sprzeczności – tak tak tak, jestem sfrustrowany, zły i nie miły. Czyli to co zwykle : ) Tutaj jednak podziękuję mojej wyprawowej ekipie za to, że trochę pogody we mnie wrzuciliście. Najbardziej dziękuję Łucji – wytrzymać taki maraton rozmów ze mną a potem powiedzieć mi to co powiedziałaś mało kto potrafi. Teraz czasami się zastanawiam co by było gdyby wyprawa trwała parę dni dłużej… Ale niema co gdybać bo się smutno zrobi, że tych dni nie było.

Podczas wyprawy zahaczyłem o Paradę Schumana. Oto króciutka wideo relacja nie oddająca nawet w 20% tego jak naprawdę wyglądała ta zabawa:


Czuję się zdecydowanie wakacyjnie mimo tego, że mam pełno materiału szkolnego do zaliczenia. Jak mi ktoś uświadomił powinienem pokazać, że potrafię, że stać mnie aby zrobić wszystko.  To idę koxować naukę. Zarywam noc. Więc dobranoc.


warszafka.

Ludzie. Tyle ludzi. Świat pędzi. Wszyscy, wszyscy, każdy coś robi. Tu jest ich więcej. Są bardziej zabiegani. Szybciej, tyle miejsc, tyle czynności, tyle spraw. Czasu tak mało…

Nie chcę należeć do tej generacji. Nie chcę szybciej, wydajniej, lepiej. Lubię się zatrzymywać. Lubię stanąć w miejscu, spojrzeć do tyłu, czasem też cofnąć się. Lubię żyć powoli, kontemplować życie. Boję się straty. Boję się tracić momenty, które nigdy nie wrócą…

Romantyczność upada. Niema miejsca dla niej. Nie w tym świecie. Nie dla prawdziwej romantyczności. Jestem romantykiem. Marzę o utopii, wierzę w ideały, wierzę w świat idealny. Kieruję się uczuciami. W moim życiu niema myślenia racjonalnego. To nie to. Kierując się rozumem nie zaspokoję samego siebie. Kierując się uczuciem mam wiarę w lepsze jutro. Oddaję się mojej wierze.

Patrzę. Już noc a Stare Miasto świeci. Za oknem pomnik małego powstańca. Czas trochę zwolnił. Zatrzymuję się.

Myśl…