WARparty
Czwartkowy wypad na zachybie był inny niż zwykle. I kto wie czy nie był to już ostatni wypad w tym sezonie. Pogoda jaka jest – sami widzicie wyglądając za okno…
Przeziębiłem się. Środa to był dramat, czwartek też, dopiero wczoraj zaczęło jakoś przechodzić. Dlatego grillowanie i ognisko mogło się nie udać. Jak się potem okazało, ognisko wyszło (prawie) do końca, jedyne co nam nie pomogło to deszcz… To była dobra impreza w starym osiedlowym składzie. Brakowało kilku osób ale w jakimś stopniu odtworzyliśmy klimat dawnych spotkań. To chyba sprawa wódki – prawda jest taka, że tego alkoholu w takiej grupie nie piliśmy już dawno, nawet bardzo dawno. Jeśli by chcieć być szczerym… Nie, nie będę sobie przypominał. Do wódki dołożyliśmy kilka komputerów, router i Warcrafta 3 – tym sposobem wróciliśmy do tego co dawno dawno temu robiło nam na osiedlu zajawkę. Bosko.
Coś co warte jest uwagi w tej opowieści to jej smutna część – a oczywiście, bez jakiegoś wypadku imprezy być nie może. Cóż… Nie polecam jeździć szybko polną drogą po błocie, kiedy przez ostatnie 6 godzin lał deszcz. Nawet jeśli ma się specjalną SKODĘ WRC. Paps nie wyrobił na zakręcie czego efektem był samochód zakopany w błocie na wczoraj oranym polu… Nie chcę myśleć co by było gdyby było nas mniej niż te 7 chłopa. Wyciągnęliśmy ten samochód robiąc jednocześnie w całej wsi za koguty – bo było już przed 4 rano. „Robić wieś większą niż sama wieś” – ta właśnie sztuka nam się udała.
Mógłbym tu jeszcze napisać, że dzień dzisiejszy u Floyda też minął dobrze, Ergo Proxy, Magic, bajery, ale znów wyjdzie, że jestem leniwy i zamiast robić coś konkretnego to opierdalam się zdrowo. Ale nie! Robię coś, w zaciszu swojego pokoju dalej snuję wizje… Nieważne czego, nic nie napiszę bo zapeszę :P
PS Zdjęcia wkrótce.
19

Od wczoraj jestem starszy. Niby żadnych zmian bo co to za zmiana kiedy przeleciał w kalendarzu dzień w którym po prostu się urodziłeś. Jestem pewnie taki sam jak byłem rok temu, dwa lata temu, jak byłem zawsze, tylko rzeczy naokoło mnie się zmieniły. Tak sobie pomyślałem ile różnych ludzi przewinęło się przez te wszystkie lata obok mnie. Niektórych pamiętam, za niektórymi tęsknie, niektórych wymazałem ze swojej pamięci i tak to leci. Czasem mówi się, że są przyjaciele, okej, fajnie, że są doceniam to. Ale oni też odchodzą, wszystko się zmienia, za trzy lata nie będziemy ze sobą rozmawiać tak jak teraz kiedy inne miasta i inni ludzie zapełnią luki, które powstaną kiedy rozjedziemy się wszyscy gdzie indziej wraz z nastaniem października. Niby jest mi smutno ale co zrobić. Patrzę na tych ludzi którzy pojawiają się w moim życiu na ułamki sekund, których prawie nie znam a czasem czuję, jakby mi grzebali w podświadomości. Nie wiem co to ale tak to mogę żyć.
Ogólnie dzięki za pamięć.
To nie tak hujowo urodzić się pierwszego września.