Noszfak…
…bo rzucasz palenie definitywnie rozstajesz się z nałogiem, idziesz sobie przez zimową lubelską uliczkę i właśnie rozmawiasz o tym ze znajomymi jakie to dobre jest nie palić bo się nie marnuje pieniążków a tu pach paczunia fajeczek leży pod klubem. No i se rzucasz…Warriors Dance
Huj, dawno nie byłem tak wykurwiście zadowolony jak w tej chwili. Jebać, że Lublin, jebać, że zablokowali mi konto na Digu przez jakiegoś podstarzałego fraglesa. Jestem na dziennych. I to się liczy.Podsumowanie.
Stałem na balkonie i patrzyłem. Na matki z dziećmi, na miejscowych żuli, na sąsiadów palących na balkonach, na przejeżdzające samochody. Wszystkie rzeczy były już spakowane, całe mieszkanie wysprzątane tak jak chyba nigdy. Czekałem na ojca. Z Lublinem pożegnałem się wcześniej.
To był 1 lipca, dzień zakończenia mojego pierwszego roku studiów. Nie powiem, że nie było mi wtedy smutno. Opuszczałem w końcu mieszkanie, w którym spędziłem prawie rok. Mieszkanie, które przez te wszystkie miesiące było “moim miejscem”. Kto wie też, czy nie było to ogólnie pożegnanie Lublina i już tam nie wrócę studiować. Oby. Aktualny czas jest odmierzany przez pryzmat tego, jak daleko do wyników tegorocznej rekrutacji. To mi zaprząta głowę i mam nadzieję, tym razem los będzie dla mnie łaskawszy.
Dużo dał mi pierwszy rok studiowania. Naprawdę. Więcej troski o siebie, uważniejsze dysponowanie pieniędzmi i takie tam. Niestety przez ten rok nadal nie nauczyłem się uczyć, nie dawałem z siebie tego maksimum na co mnie stać. Przez to pojawiły się poprawki a nie pojawiło się stypendium. Z nauką dałem dupy – jak z wieloma rzeczami w moim życiu…
Zleciał strasznie szybko. To tak jak oglądasz te przyśpieszone filmy kiedy słońce wyłania się zza wschodu a po 10 sekundach już zachodzi. Ja tak odbieram ten rok. Parę minut w parę miesięcy.
Nie poznałem dziewczyny, w której mógłbym się zakochać, nie rozwinąłem się uczuciowo, nie zapomniałem. To chyba jeszcze większa porażka niż wynik studiowania, bo nawet tego 1 lipca paląc papierosa na balkonie myslałem sobie, że może wakacje to będzie czas kiedy pospotykam się z Nią. Klapa. Nie ma nic.
Dużo przedziwnych akcji pozostanie mi w pamięci po tym roku. Tak jak niektórzy poznani w Lublinie ludzie. Zajebiście mieszkało się z Mundkiem, takiego lokatora tylko sobie życzyć…
Teraz piję już kawę w swoim pokoju, w rodzinnym domu, ale w tym samym jednym kubku do kawy, który towarzyszył mi przez cały rok. Za oknem chmury – inaczej chyba nie zmobilizowałbym się do napisania notki na blogu. Wbrew pozorom chmury aktywują mnie do jakiegoś działania, na różnych polach. Są chmury – jest Cozzie w szczytowej formie.
Tylko brakuje tej jednej, szczególnej chmury.
Troszkę mniej.
Było mnie ostatnio troszkę mniej i tutaj w Świecie Cozziego i ogólnie w wirtualach. Ba, cały tydzień praktycznie nie logowałem się na Tlena i było mi z tym całkiem dobrze.
Po zdaniu egzaminu z Socjologii w terminie zerowym poczułem jakby więcej wolnego czasu. Zdaję sobie sprawę, że to tylko pozory bo SESJA praktycznie już się zaczęła, łatwy egzamin z Doktryn już 1 czerwca a potem tratatatata sajgon czyli egzaminy z HPP i PHP. Po dwa tygodnie na każdy z nich, jeżeli zacząłbym się uczyć od 1 czerwca. Tak pewnie będzie (chociaż nie chcę być złym prorokiem) a lepiej by było gdybym zaczął już teraz. To nie przelewki bo te egzaminy są przejebane ale cóż zrobić. Mogę je tylko zdać i koniec. Możliwości oblania niema i nie jest dopuszczona. Koniec i huj.
Z pewnym smutkiem i rozżaleniem spojrzałem na ludzi dookoła mnie a po tym rozejrzeniu doszedłem do wniosków tych co zwykle, czyli “jest źle, jest smutno, jest beznadziejnie szaro w moim życiu”. Zazdroszczę niektórym tej ciekawej zdolności układania sobie wszystkiego tak dobrze po swojemu. I czasu na to wszystko – partner, uczelnia, hobby czesto praca. Ja jeszcze nie wyrobiłem sobie zdolności godzenia moich hobby (czy to w ogóle hobby? temat na dłuższe rozmyślanie) ze sprawami z uczelnią związanymi. Inna sprawa, że brak partnera czy to, że nie pracuję może sprawia, że takiego nic nie robienia jest na tyle dużo, że rozleniwia jeszcze bardziej i psuje mój czas, który mógłbym poświęcić na uczenie się.
Ze stanów emocjonalnej zapaści wyrywają mnie różne okolicznościowe eventy tak jak koncert Kultu w czwartek. Dobrze było popić sowicie wódki. W sumie mało pamiętam drogę na lubelską politechnikę, dobrze, że jakoś się tam znaleźliśmy zmieszaliśmy z tłumem, popiliśmy piwko, pokrzyczeliśmy jak debile, poskakaliśmy. Nawet muzyka grała, nieno Kult jest fajny. Bardziej jednak w pamięci zostanie chyba sam powrót do domu, kiedy nie-wiem-kogo-to umysł (Mundek?) wygenerował pomysł “ej, biegnijmy do domu na waleta!!!”. W sumie noc ciemna, trochę samochodów, jacyś również wracający studenci, czemu nie. Było zabawnie nawet nie było zimno. Jakieś dresiarstwo zatrzymało się samochodem wyzywając nas od geji, z innego samochodu ktoś uraczył nas komplementem “studenci jak zwykle kosmiczne pomysły”. Zastanawiam się też, jak udało mi się wejść na dach przystanku autobusowego… Nieistotne. Znaleziona tam sakiewka pełna skarbów okazała się niebezpieczna dla Matiego vel Mundka. Będę pokutował za swoje błędy pewnie jeszcze przez jakiś czas. Jedyne co smutne w tej historii to to, że koledzy moi nie zostali wpuszczeni na Łukoila gdzie mieli zamiar dokupić wódki. A mieli już na sobie ubrania. Część.
Pozostał mi miesiąc mieszkania w mieszkanku na RADOŚCI. Trudno uwierzyć, że ten czas zleciał tak szybko. Mimo codziennych problemów jak zawsze-otwarte-drzwi-do-mojego-pokoju-bo-ktoś-nie-umie-czytać albo prusaki w kuchni, czy też wcześniej dziwni sąsiedzi było fajnie. Ale co ja piszę BYŁO, jak to jeszcze miesiąc. A przez miesiąc może się dużo wydarzyć.
Podobno otworzyli Burger King’a w Krakowie… Kolejny powód by tam wyemigrować (jak się kurwa uda bo jak nie…). Zwłaszcza, że już mniej jako wadę postrzegam brak KFC na dowóz w mieście Smoka Wawelskiego. Przestałem jadać kurczaki w dostawie. Ostatnie były średnio smaczne. Do dupy takie żarcie.
Tęskni mi się trochę za domkiem. Ale huj koniec sentymentów! Proszę podesłać mi tytuły ciekawych filmów bo umieram nie mając nic do oglądania! Wolne chwile to teraz przechodzenie kampanii w Dawn of War II. Dawno nie grałem w tak fajną grę. No one will stop The Crusade!
now to change
[Tu był duży fragment notki ale go wyjebałem. Był niestosowny, oprócz tego niszczył moją koncepcję zmieniania świata dookoła na lepsze więc go nie ma. Stop pierdoleniu!]
Nie zaliczyłem egzaminu z logiki, poprawka 16 lutego. Nie ma się co dziwić kiedy wolałem się opierdalać, pić wódkę, żreć chłam który lubię. A potem spać cały dzień zamiast czytać ten podręcznik.
Po wódce pomyślałem sobie o kimś innym, z tymi emocjami to jest burdel, czemu ludzie, których lubię, albo dziewczyny, które w jakiś sposób na mnie działają są takie truuuudnneeee.
Będę mega happy jak uda mi się znaleźć sobie kogoś z kim dobrze będzie mi się rozmawiało, kto w jakiś sposób będzie mnie fascynował i pociągał. Może mnie wkurwiać, może cokolwiek, byleby coś było.
Ahaaaaaa, zapomniałem, że wszystkie do tej pory poznane dziewczyny, które mnie fascynowały okazywało się, że nie są mną w żaden sposób zainteresowane ; ]
Czasem najbardziej mnie wkurwia bycie “kumplem” sensu stricto. Kolega kolega bla bla bla.
Niech się skończy ta sesja, pójdę bez skrępowania gdzieś potańczyć nie mając w głowie wyryte “miałeś się kurwa uczyć baranie!”.
Podpierdolili mi piwo! Na rozluźnienie polecam:
Ptaszki
Fru Fru Fru
Żyję T U, obsesyjnie zmotywowany by być doskonały, mimo niedoskonałości samych w sobie, przez ludzi lubiany i szanowany.
W moim świecie ptaszki mają futerko a nie mają skrzydełek.
SESJA KURWA
uhuha zima ZŁa
Przyszła zima. Wyglądam rano za okienko a tam o proszę taki krajobrazik. Cieszę się, widzę przynajmniej jakiś biały kolor a nie tylko szare blokowisko ;) Mam tylko nadzieję, że utrzyma się ta zima troszkę dłużej bo pluchy na dworze chyba nikt nie lubi, rację mam?
Czasem jak złapie Pak-Man to koniec. Jesz wszystko co jest w lodówce. My tymczasem, na mocnej oj mocnej już fazie pomyśleliśmy sobie “oo jaaa, a jakby tak zjeść teraz GRANDERA”. Całe szczęście, że w Lublinie KFC jest otwarte do późna, a jeszcze większe szczęście, że jest z dowozem prosto do domu. Było cudnie. Dziękuję Mundek za to, że byłeś w stanie to żarcie zamówić i odebrać :)
PS Dziękuję za kliknięcia w reklamy po prawej, liczę na kolejne :P
dobry student uśmiechnięty student
Dobrze, dobrze, coraz bardziej podoba mnie się studiowanie. Powiem, że wczorajsze popołudnie było jednym ze zdecydowanie najbardziej wylajtowanych ostatnimi czasy. Niema to jak piwko od godziny 13 i zdecydowana wykładka na wszystko dookoła. To lubię :) Przy okazji z dnia na dzień klub Archiwum podoba mnie się coraz bardziej. Dobre miejsce.
Chciałbym zdecydowanie polecić wszystkim Spice Gold. Bardzo przyjemna i lekka mieszanka na poprawę nastroju. Mnie wczoraj poprawiła zdecydowanie. W większych ilościach sieczka. Dostępna w każdym funshopie.

Przy okazji staram się być sumiennym studentem. Wprawdzie wczorajszego kolosa zaliczam do grupy porażkowej, ale dostałem kozacki referat z Rzymu, także wszystko dobrze dobrze dobrze.
Ahh, niemogę doczekać się tego weekendu, który idzie, byleby jakoś fajnie go rozplanować i żyć nie umierać.
Nie wiem co się stało, że ostatnio troszkę więcej Republiki słyszę? W każdym razie przypomniał mi się zdecydowanie stary kawałek, który bardzo lubiłem. Zapraszam. Częstować się proszę:
I took a brain in another dimension

Bawiłem się lodem i puszczałem bańki.
Nie pytaj mnie jak jest bo Ci nie odpowiem. Zacząłem studiowanie, mam teraz indeksy na rękach patrzę sobie na plan zajęć, ależ jest lajt to coś zupełnie innego. Oczywiście, zapierdalanie zacznie się, już wiem z jakich egzaminów lekko nie będzie. Ale who cares, gdyby tak nie było to jaki sens byłby wszystkiego, impreza codziennie, ale poco?
Dobrze jest ok, wstaję codziennie około 9-10 w pustym mieszkaniu patrzę na nie swoje ściany, wchłaniam nie swój zapach, myję zęby niedobrą wodą a potem patrzę w okno z papierosem z myślą “czekałeś na to i masz korzystaj”.
Za bardzo się przejmuję. A chciałbym chciałbym…
Inaczej myślałem o tym wieczorze.
Everybody in the place (155 and rising)

To była 10 z rańca albo jakoś coś tak w deseń. Papieroski mi się kończyły ale jakoś nie chciało się podnieść dupy kiedy słonko piekło w plecy.
Dobra huj, jakieś bzdurne panny zakosiły mi mieszkanko gdzie chciałem przemieszkać mój pierwszy rok studiów. I weź nie bądź wkurwiony ile czasu zmarnowanego. Kupie sobie namiot i będę koczował pod uniwerkiem.
Ujmijmy to tak. Wszystko mnie w CK wpierdalało ostatnimi czasy i musiałem sobie coś ze sobą zrobić. Jeden wieczór poprawił mi humor co z tego, że film był hujowy, że Lublina nie rozkminiam a drogi są pojebane, że pies zgwałcił mi nogę. Nawijaj do mnie, dobrze się z tym czuję.
Październik. Lublin. Tabula rasa.




