Sen
Czemu piękny i abstrakcyjny sen musiał się skończyć… I czemu jeżeli coś mi się śni (a zdaża się to rzadko) to są to rzeczy maksymalnie miłe, takie jakie chciałbym aby to nie były sny? Rozpacz… Kawa.dziki teatr
To były Kielce. I bez wątpienia był to Plac Wolności. Tylko jakiś dziwny, wykrzywiony. W jednym miejscu stała dziwna kamienica, wąska, otynkowana na czarno, z groteskowymi oknami, zapadającym się dachem, wysoka na pięter chyba z pięć. Dziwny napis po łacinie nad wejściem nie był przezemnie zrozumiany. Staliśmy tak z moimi najważniejszymi w życiu przyjaciółmi przed wejściem do tego dziwnego miejsca. Pamiętam kto stał, i wydaję mi się właśnie, że to Ci o, których z czystym sumieniem mogę powiedzieć „przyjaciele”. Była też dziewczyna, ta najważniejsza w moim życiu, stała obok mnie, uśmiechała się i rozmawiała z pozostałymi, i wtedy zrozumiałem już, że to sen.
W środku były stoliki. Był półmrok, ale nie taki kiedy schodzisz do piwnicy. Bardziej coś w stylu ledwie przdzierających się promieni słońca przez grube stare i zakurzone zasłony. Czarne krzesła, przy czarnych stolikach, nie wyraźny mężczyzna za barem, dym papierosów jak dywan pod drewnianym sufitem. „Sztuka niedługo się zacznie, proszę usiąść, napić się czegoś przed seansem” powiedział jakiś głos. Siedliśmy i zaczeliśmy pić, dla wszystkich to było takie naturalne tylko ja rozglądałem się zastanawiając co to jest.
Bo to był Teatr. Nie żadna stara knajpa ale Teatr. Gdy wszedłem na salę, wszystko było jak z krzywego zwierciadła. Ponure, straszne, mroczne, a jednocześnie dało się odczuć fakt, że to nie jest poważne, że siedzisz w miejscu, które ma Cię zaskoczyć, bo jesteś widzem, a tutaj odgrywane są rzeczy mające przypominać rzeczywistość. Groteskowe.
To był piękny sen. I piękny Teatr. Gdybym kiedyś miał zbyt dużo pieniędzy to coś takiego chciałbym mieć. Jedyne takie miejsce. Potem sen przerodził się w jakieś bzdury, przez moment kiedy obudziła mnie pielęgniarka żeby podpiąc kroplówkę. Nie wiem gdzie poszli przyjaciele, gdzie poszła Ona. Czasem próbuję interpretować jakoś sny, odnieść do rzeczywistości to co próbuje pokazać mi mój umysł. Może zaniedbuję, niektórych swoich przyjaciół. Może ten Teatr miał pokazać, że wszyscy gramy w jednej wielkiej sztuce jaką jest życie? A grając powinniśmy zmieniać swoje role. Podświadomość stawia Ją obok mnie. A może po prostu to sny, wytwory mózgu, splot różnych myśli i chorej wyobrani, które nic nie znaczą a poprostu są. Pewnie tak.
Lubię snić. Te wszystkie światy mojej wyobraźni.
Tam jestem szczęśliwy, tam nikt mnie nie goni, tam ja nikogo nie gonię, za niczym i za nikim nie tęsknię.
Mój Teatr. Moje Sny.