„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Posts tagged “przemyślenia

fikcja

58 godzin minęło. 58 godzin miało wystarczy. Niestety, 58 godzin temu byłem w hmsowej dupie i w takiej pozostałem.

KUUUURWAAAAAA MAĆĆĆĆĆĆĆĆĆ!!!

Gdybym potrafił być w 100% niezależny od nikogo i nie podatny na krytykę to byłby raj. Taki już jestem – większość rzeczy mam w dupie. Sam dla siebie nie muszę dużo. Nie mam dużych wymagań. Mogę być taki jaki jestem i będzie mi z tym dobrze. Ale nie jestem sam. W około mnie pełno ludzi, ważnych i nie ważnych, takich których kocham i takich, którym nie wahałbym się strzelić w łeb. Nienawidzę tylko zawodzić innych. Boli mnie to, psychicznie czuję się jak dno. Ty tego nie widzisz a ja czuję się jakby całe moje ciało było nakłuwane szpilkami. I czasami nie potrafię. Nie potrafię zrobić wszystkiego tak żeby każdy był zadowolony. Nie potrafię nawet kiedy mi na tym cholernie zależy. Proszę Cię tylko czasami – daj mi się nie zawieść. Daj mi spróbować zrobić wszystko najlepiej jak potrafię, może tym razem się uda.

„Dlaczego nosisz to głupie ubranko człowieka?”

Jestem zależny od tylu rzeczy, które mnie otaczają. Jestem od kogoś zależny finansowo, emocjonalnie w coś zaangażowany, społecznie poprawny. Noszę moje przebranie człowieka bo tego wymaga ode mnie życie. Społeczeństwo. Zawsze chciałem gdzieś uciec, być na granicy tego co nazywamy istnieniem. Zawsze wydawało mi się, że moje ubranko jest niedopasowane. Nie to miejsce, nie ten czas, nie Ci ludzie, nie ta wiara, nie ta miłość. Marzę sobie by obudzić się w miejscu gdzie mógłbym ŻYĆ a nie dopasowywać się, być elementem jakieś układanki. Mam nadzieję, że dusza jest wieczna i kiedyś ta moja trafi w takie miejsce. A narazie… TU i TERAZ. Codziennie z poczuciem noszenia głupiego ubranka.


Sons of Koop

Mam ponad tydzień wolnego. Majówka rozpoczęła się w czwartek a skończy 3 maja. To nawet więcej niż tydzień czasu kiedy nie muszę nic. To nic wygląda tak jak każdy inny dzień – od dawna nie robię nic poza spełnianiem małych codziennych obowiązków.

Przyjechałem do domu, siedzę w swoim pokoju, który właściwie nie zmienił się nic od liceum, od gimnazjum, od dawna, te same plakaty, te same zdjęcia i obrazy na ścianach, te same książki na półkach, płyty i kasety. Tutaj cofam się w czasie, do momentu gdzie zatrzymałem się emocjonalnie i mimo, że hop mam 2010 rok to jakoś nie widać żadnych znaczących kroków naprzód.

Słucham pierwszej płyty Koop, niedawno ją znalazłem, melancholia po całości. Porządek robię w szufladach i szafkach, robię sobie stosik papierów które spalę w piątek na ognisku. Dużo tego, bo mam tendencję do składowania rzeczy. Znalazłem kartki od rodziny z pierwszej komunii, znalazłem życzenia z okazji bierzmowania. Znalazłem też listy (takie prawdziwe w kopertach ze znaczkiem), które kiedyś dostawałem od pewnych osób i którym to osobom sam listy wysyłałem. Stare walentynki, pocztówki z okazji świąt, zwykłe kartki papieru zapisane wspólnie z osobami, z którymi nie mam już żadnego kontaktu. Tak mi się przypomina, skrawek tekturki i wiele wspomnień. Odnoszę takie wrażenie, że może wtedy miałem jakieś bogatsze w emocje życie. Może więcej marzeń, albo po prostu niewiedza o tym co to będzie za kilka lat i wyobrażanie sobie. Teraz studiuję, siedzę godzinami przy komputerze, czasem wyjdę na bibę, pouczę się może troszkę, obczaję zdjęcia na facebooku, zrobię sobie kawkę, zapalę i tak dzień za dniem, można by rzec w samotności bo teraz już nie mam blisko siebie przyjaciół. Czas i odległość robi swoje.

Wczoraj usłyszałem, że potrzebna mi baba żeby wydorośleć. W pełni się zgadzam! Bo widzisz, mam poważne problemy kiedy myślę o swojej przyszłości inaczej niż przez pryzmat różnych mrzonek. Myślę sobie „będzie fajnie, będzie dobrze, rób co masz robić nie podskoczysz wyżej dupy”. W praktyce wygląda to tak, że nie robię nic więcej ponad to co wymagane jest ode mnie, a najgorsze jest, że rzadko kiedy sam od siebie wymagam czegokolwiek. A skończyły się czasy kiedy ktoś będzie stał nademną i pokazywał mi te wszystkie możliwości jakie daje świat i życie. Tu trzeba samemu szukać tych wszystkich ścieżek i do bólu je eksploatować bo inaczej to przyszłość nie będzie równie kolorowa jak teledysk MGMT czy Justice tylko będzie szara, jak cały ten otaczający nas sovietmental. A tak jak zawsze sobie kolory zmieniam w zdjęciach żeby były bardziej pstrokate i przyjemniejsze w odbiorze tak samo powinienem zmieniać swoje życie.

Walczę z samym sobą bo mało czasu zostało, żeby wyjść na prostą.



Idzie

Z całym swoim majestatem idzie jesień. Stojąc teraz przy ławce, patrząc w niebo czułem to w powietrzu doskonale. Bo wrześniowe, wczesnojesienne powietrze jest specyficzne. Letnie zapachy trawy, zbóż, kwiatów, zaczynają mieszać się z chłodem, wilgocią, dymem z ognisk. Lubię, kocham wręcz ten zapach mimo, że wieje mi w twarz nostalgią. Bo przecież jeszcze wczoraj w upalny lipcowy dzień jadłem w McDonaldzie śniadanie z najpiękniejszą dziewczyną na ziemi a potem pływałem z nią w jak mi się wtedy wydawało najcudowniejszym miejscu bo ja i ona i nikt więcej. Bo przecież jeszcze wczoraj przedzierałem się przez setki ludzi, z piwem w jednym ręku a papierosem w drugim, chcąc dojść pod scenę najpiękniejszego festiwalu na świecie. To wszystko, tak wiele wspomnień – to było jak wczoraj. Nie kilka dni, miesięcy, lat temu. Wczoraj, wczoraj byłem kochany i kochałem, piłem proste wino i nie martwiłem się do jakiego liceum pójdę, wczoraj byłem na wycieczce na ukrainie, czy też wczoraj… Nie, za dużo. Wieje jesienny wiatr. Jutro jakoś będzie, niedługo urodziny. Kurwa mać, 20 lat? Co ja zrobiłem przez ten czas. Jaki był cel mojego życia? Ja wiem. Śmieszny, dla Ciebie, dla innych, głupi, jak można?! przecież to nienormalne. Nie poradzę na to nic.

Warto iść ciągle do przodu. Nie robisz nic dla nikogo tylko dla siebie. Mogą na Ciebie pluć, wyśmiewać Cię, że Twój cel jest żaden, mogą wątpić mogą odradzać, bić cię abyś zrezygnował, odpychać Cię, mogą wszystko. Ale Ty idziesz, bo tak naprawdę oni nic nie mogą, bo wszystko jest w Twojej głowie a jak w to wierzysz to pokonasz ich wszystkich. Jesteś sam jeden jak palec, zawsze sam w swojej głowie. Wszędzie demony a tu jedno małe światełko. Twój cel. Tylko on się liczy.

Wszystko co znajduje się w granicach możliwości, musi zostać dokonane i będzie dokonane.

Juliusz Verne


<.>

Naszymi przyjaciółmi są wszystkie te dusze, które znaliśmy w poprzednich życiach. W ten sposób przyciągamy się nawzajem. Nawet jeśli znamy się jeden dzień to nie ma znaczenia. Planuję zaczekać i zobaczyć co będzie za dwa lata. Daję słowo, że musieliśmy się już kiedyś poznać.

George Harrison


Płonie Babilon, płoną marzenia…

… wszystko się zmienia, ja się nie zmieniam.

Jadę na brudstock. Zawsze chciałem tam pojechać, zawsze chciałem pojechać tam zobaczyć jak to jest, tyle ludzi, różnych ćpunów, skinów, rastamanów, krisznowców, metali. Wolność, brud, muzyka, alkohol, jaranie. Jadę z moimi kumplami których znam od gówniarza, którzy byli w różnych momentach i sytuacjach. Ale ja jadę, żeby uciec żeby mnie wreszcie coś uwolniło, od tej mantry od tego życia przeszłością, od tych marzeń, od tego uczucia które mnie kurwa nie puszcza a ja tak bym chciał bo już nie mam siły, nie mam siły tak dalej egzystować nie mam siły dalej marzyć kiedy wszyscy dookoła mi mówią, że to koniec, że koniec był już dawno, OBUDŹ SIĘ, DOJRZEJ, PRZEJRZYJ NA OCZY! gdzie jest moja bajka no gdzie? czemu moja głowa zagubiła się gdzieś w czasoprzestrzeni, czemu moje serce zatrzymało się gdzieś 5 lat temu, czemu ja kurwa nie potrafię sobie z tym poradzić, czemu kurwa mać ja pierdole NIE UMIEM kiedy tak bardzo bym chciał, żeby było normalnie, żebym żył jak każdy DO PRZODU a nie od papierosa do papierosa szarość smutek kielce ona ja i myśli, i te popierdolone myśli każdego dnia nieważne czy jest dobrze czy nie czy śnieg czy słońce to myśl, że może coś się zmieni. A Ona powiedziała: nie zmieni się Bartek…

Nie wiem w co wierzyć. Co tutaj jest szczęściem? Gdzie szukać mam zrozumienia, jak mam zrozumieć swoją głowę modlę się o to do Boga, tylko o to o nic więcej, nie o Ciebie nie o domek gdzieś i szczęśliwą rodzinę nie o miłość której nie dostaję modlę się o to, żebyś mi Boże dał zrozumieć siebie, żeby w mojej głowie nie było już więcej wojny, żebym siebie samego nie niszczył już więcej siły by nie płakać by nie zamykać oczu na rzeczywistość.

Wrócę inny. Albo mogę nie wracać wcale.


Życie

składa się z krótkich momentów. Kocham takie pozytywne momenciki, które sprawiają, że w danej chwili jestem piekielnie dobrze nastrojony. Ale jak robić żeby trwały dłużej albo pojawiały się częściej? Tego nie wiem ale nad tym pracuję.

Miejsca

Ostatnio podróżowałem. Od wtorku mój umysł zabrał mnie w wiele miejsc. Byłem w przeszłości tej co już się wydarzyła, byłem w alternatywnej kiedy postąpiłem jakoś inaczej, byłem też w przyszłości widzianej przez pryzmat marzeń i też w takiej, która nie chcę, żeby przyszła. Realnej?

Trochę wcześniej chodziłem piechotą po całym Lublinie szukając miejsc trochę wyrwanych z kontekstu albo po prostu szukając czegoś ciekawego. Być może po prostu włóczyłem się po tym mieście nie mając nić innego do roboty ale każda możliwa wycieczka w poszukiwaniu sensu życia jest dobra. Widziałem małą afrykańską wioskę, wielkiego pająka o stalowych nogach i odwrócone wierze na dwóch szynach.Tunel do mojej wioski

Mała wieża

Pająk stalowy

Czyją pomyłką był pająk i jak to się stało, że został tak wyhodowany a potem ktoś go porzucił nigdy się nie dowiem. Ale sprawa pająka kazała zastanowić się nad własnymi pomyłkami.

Późnym wieczorem a właściwie nocą już późną, nie wiem może to wczoraj było, stojąc na balkonie patrząc się w te bloki, mrugający na czerwono komin gdzieś daleko, nieliczne zmieniające się światła w oknach śpiewałem do siebie głodne kawałki, hity z dni kiedy wszystko mnie bawiło, a mój umysł przenosił mnie do przeszłości. Wspominki z bloga szpaka, tamte dni za tym też tęsknię.

Jestem daleko od tego wszystkiego tu-obok-zaraz-mnie i nie chcę do tego wracać.


jingle jangle

A czasem sobie puszczę piosenkę taką jaką lubię o o tak jak tą i usiądę w fotelu, który otuli mnie jak jakieś wielkie ramiona, a ja będę sobą chłonął muzykę i powietrze, marząc o krainach idyllycznych, które tak chciałbym żeby były. A potem zastanawiam się nad tym i się uśmiecham wiedząc, że jedną z tych krain jest ten fotel dymem otulony.

Ihahuha

No no, poszczęściło mi się, tydzień w domku będę mógł spędzić sobie. Tak długo dawno w domu nie byłem. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że mam tu do kogo wracać, a właściwie chciałem do Kielc przyjeżdzać aby móc zobaczyć się z kimś, ale teraz, teraz jestem tu dla rodziny i tylko dla nich. Dla siedzenia w swoim pokoju, który jest tylko mój i czuję, że jest mój, otoczony wszystkimi swoimi rzeczami gromadzonymi przez lata, układanymi tak by pasowało wszystko. W kompletnym chilloutowaniu się przeszkadza tylko widmo poprawki dnia 16 lutego, ale, tym razem ogarnę.

Pomyślałem sobie, że mając tyle wolnego czasu, czytaj tydzien w domu, posprzątam. Posprzątam sobie najpierw pokój z gromady niepotrzebnych mi już rzeczy które tak leżą. Bo wsród perełek sporo mam tu śmieci a śmieci się wyrzuca nie gromadzi. Pójdę do fryzjera, żeby zrobić porządek na głowie. A na końcu zwyczajowo będę próbował znów posprzątać sobie W głowie. Szkoda, że zawsze układam sobie tam wszystko sam. „Poukładaj mnie a ja zapuszczę w Tobie korzenie” – tak Fisz śpiewał, ja też bym tak chciał, żeby ktoś mi pomógł się układać w życiu.

Co jeszcze. Ten blog się zmieni. Czasem mam wrażenia, że te ślepia tutaj wciągają mnie w odchłań brudnych myśli a potem wydostać się z tego trudno. Zmieni się zarówno wystrój bloga jak i tematyka. Mniej o mnie samym, więcej o tym dookoła mnie. Zresztą, okaże się jak będzie, zawsze miałem wiele pomysłów, w 90% nigdy nie zrealizowanych. Ale możecie trzymać kciuki, żeby tutaj wyszło.

The Postal Service. Oglądałem filmik na YT o układaniu kostki rubika gdzie w tle leciał kawałek „Such Great Heights”. Słucham teraz od pewnego czasu tego zespołu i traf chce tak, że jak włączam go to za oknem wychodzi słońce. Teraz świeci a mi jest miło.

Spędziłem wczorajszy dzień w Warszawie. Pewne obserwacje skłoniły mnie do refleksji o związkach i podstawie ich budowania, ale to temat na dłuższe rozważania.

Chciałbym kogoś przytulić, pójść na spacer. Ostatnim razem jeszcze też świeciło słońce.


To tojak tO

Zauważę ponadto, że człowiek jest nienasycony w swych pragnieniach, w naturze jego leży bowiem żądza posiadania, zaś fortuna pozwala mu osiągnąć niewiele. Stąd pochodzi jego wieczne niezadowolenie, a to, co posiadl, napełnia go odrazą; dlatego też gani teraźniejszość, chwali przeszłość i z utęsknieniem wygląda przyszłości, a wszystko bez żadnej rozsądnej przyczyny.

Niccoló Machiavelli


miliony myśli

Przepływają mi przez głowę tak jak krew w żyłach, powietrze w płucach, woda w rzece. Cicho, głośno, coś przemilczę, coś wykrzyknę. Tyle rzeczy chciałbym powiedzieć, a o tylu porozmawiać, tyle tematów. Co robiłem, co widziałem, o czym myślałem. A siedzę cicho, milczę bo tak naprawdę z kim o tym wszystkim?

Myślę, że wiesz. Chociaż przecież mylić się mogę bo kto nie jak każdy. Jestem dziwny. Czasem się zastanawiam ile razy moje światy upadną, od czego się zaczną nowe. To jak litery w alfabecie, gdzie A jest najważniejsze. Tak i tutaj światy, każdy z inną literą na początku. Miałem taki, z literą A. Budujesz zdania, spórbuj zdanie bez litery A. Nie wychodzi? Nie rozumiesz. To tak jak moje światy bez tego A, niekompletne jakieś takie, w bałaganie, chore. Nauczyłem się z tym funkcjonować. Może sobie wmawiam.

Ale jak złożyć zdanie bez litery A?

Miliony myśli.


a gdy się wali pali kończy świat

„Dzień dobry, Kolumbie – tymi słowami matka przypominała mi, że Amerykę już odkryto, a sny na jawie nie przystawały do rzeczywistości. Po co dalej oddychać skoro ktoś ci powiedział, co odróżnia jabłko od roweru? Jeśli ugryzę rower i przejadę się na jabłku, poznam różnicę. Najbardziej męczy mnie myślenie o tym, co mam robić. Ojciec mówił, że jeśli chcesz zobaczyć czyjąś duszę, musisz obejrzeć jego sny. Będziesz współczuł tym, co siedzą w większym gównie.”

- Arizona Dream


inspiracje do zmiany myśli

Fisz Envee – „Kryminalny Bluez”


Śniło mi się dzisiaj coś pięknego. Takie sny trzymam w głowie, nikomu nie powiem, może tylko Tobie, jeśli we śnie moim… Piękna.


gdzieś.

I wiesz, czasem zadaję sobie pytanie gdzie ja patrzę? Nie mówię o tym codziennym, co za oknem w pokoju, co za szybą w autobusie, jakie piękne drzewo, oh jaka piękna dziewczyna. Na co ja patrzę w swoim życiu?

Sercem patrzę i sercem szukam tych rzeczy, które są dobre i którę mogę mieć blisko siebie.

„to takie nierealne, w tym samochodzie jak w kapsule, jakbyś jechał przez wielkie morze, nie wiesz co przed Tobą co za Tobą, co na boki…” Nie chcę wiedzieć czasem. Wielka mgła, jak koc. Zakrywam oczy.

Dobranoc.


brutality.

W średniowieczu, tudzież innych odległych czasach gdy czasami ludzie byli kimś innym niż sprzedajnymi kurwami pewne sprawy dało się załatwić honorowo. Była kobieta, było dwóch mężczyzn, którym na kobiecie zależało jako na przyszłej żonie. Sytuacja konfliktowa. Jeśli panowie dysponowali klasą i nie byli plebsem, pojedynek zazwyczaj rozwiązywał sprawę. Jeden ginał drugi żył i miał kobiete, której pragnął. Oczywiście, jeden z walczących mógł zamiast udawanym honorem wykazać się sprytem i np. zapłacić za sztylet pod żebro swojego oponenta w przeddzień pojedynku. Jakby nie było, sprawę dało rozwiązać się w sposób niezwykle konkretny i przede wszystkim ostateczny.

Żyjemy w świecie obłudy. To co mamy teraz to jedna wielka farsa, ludzie otoczeni ludźmi w większości przypadków idą na oślep. Według trendów, czy według powszechnego mniemania, że żeby być kimś musisz skończyć taką a taką szkołę, takie a takie studia, robić to i to, otaczać się tym i tym. Do pomocy masz wiarę i wszelkie jej przypisy stworzone w takich czasach, że stosowanie się do poleceń wiary jest zupełnie inną ścieżką niż ta którą idzie się aby „być kimś”. I wszyscy myślą, że idą dobrze, bo przecież idą tam gdzie idą wszyscy inni ludzie, co z tego, że równie ślepi jak Ty, ja i wszyscy? Wszyscy wszyscy wszyscy, coś nam nie wychodzi to robimy z siebie męczenników, jak ranimy innych to szukamy sobie wymówki, że to przecież nie my albo, że my nie chcieliśmy, że to nie nasza wina. Codziennego zagubienia nie widać bo „jakoś leci”, świat się kręci, zapierdala, każdy ma przecież jakieś problemy albo jest w jakimś stopniu zły prawda? A jak jednak czujemy, że się gubimy, to pijemy, ćpamy, to się odcinamy od wszystkiego, mamy wszystko w dupie, albo nagle taka lampka jest w głowie „Bóg” i wyciągnięte z kontekstu wersy o tym, że Bóg kocha ludzi i nie pozwoli ich skrzywdzić, i nagle z życiowego chama robi się pobożny i dobry syn czekający na cud.

Nienawidzę tego miejsca, nienawidzę czuć smrodu kłamstwa wypływającego z ludzkich ust, widzieć fałszu odbijającego się w ludzkich oczach. Boli mnie, że tacy są wszyscy, że widzę tylko maski, boli mnie, że kocham niektórych ludzi a tak naprawde nie wiem czy kocham ich czy ich maski. I to, że ja też taki jestem, że też zakładam moje maski aby uczyniś sobie to życie łatwiejszym.

Gdzie są święci?

Czemu iskra dobra znów umarła…


gdzie.ja.jestem.?

„Patrzyłam w niebo. Zaczęłam patrzeć jeszcze przed brzaskiem i wpatrywałam się zafascynowana, jak ze smolistej czerni powstaje przepiękny błękit, przechodzący przez nieskończoną ilość kolorów…

A otem nagle… Błekit nieba spadł…

Albo… To moje ciało eksplodowało i rozprysło się tysiącem kawałków. A serce samotnie wzbijało się w górę wciąż przyśpieszając…

Tak się czułam!

Przestałam być sobą. Zjednoczyłam się z „błękitem nieba” i rozlałam się po całym świecie…!

To było zaledwie kilka sekund… A może kilka godzin…? Nie wiem… Było to bardzo dziwne, niesamowite doznanie…

Teraz już rozumiem. Do tej pory spotkałam przeróżnych ludzi, było wiele nierozwiązywalnych równań. Przeżyłam wiele chwil głębokiego smutku… ale… wiem, że wszystko ma na tym świecie jakiś cel.

I niema nikogo kto by umarł.”

Alita

Spoglądam w niebo i nie wiem gdzie jestem…


od siebie.

365 razy zaczynać od nowa.
Codziennie być jak słońce
dla drugiego człowieka.


warszafka.

Ludzie. Tyle ludzi. Świat pędzi. Wszyscy, wszyscy, każdy coś robi. Tu jest ich więcej. Są bardziej zabiegani. Szybciej, tyle miejsc, tyle czynności, tyle spraw. Czasu tak mało…

Nie chcę należeć do tej generacji. Nie chcę szybciej, wydajniej, lepiej. Lubię się zatrzymywać. Lubię stanąć w miejscu, spojrzeć do tyłu, czasem też cofnąć się. Lubię żyć powoli, kontemplować życie. Boję się straty. Boję się tracić momenty, które nigdy nie wrócą…

Romantyczność upada. Niema miejsca dla niej. Nie w tym świecie. Nie dla prawdziwej romantyczności. Jestem romantykiem. Marzę o utopii, wierzę w ideały, wierzę w świat idealny. Kieruję się uczuciami. W moim życiu niema myślenia racjonalnego. To nie to. Kierując się rozumem nie zaspokoję samego siebie. Kierując się uczuciem mam wiarę w lepsze jutro. Oddaję się mojej wierze.

Patrzę. Już noc a Stare Miasto świeci. Za oknem pomnik małego powstańca. Czas trochę zwolnił. Zatrzymuję się.

Myśl…


myśl.

Jeśli czasem jesteś bardzo szczęśliwy i myślisz „jestem w raju”

To pamiętaj

„Raj to mała dzielnica piekła”