Coś na prawdę.
Mały prywatny sukces. W końcu coś z czego się ciesze, co sprawiło mi satysfakcję i dało niejako powód do dumy. Niepełny miesiąc po powrocie z Brukseli, odwlekając i odwlekając to w nieskończoność wreszcie zaprezentowałem światu mój amatorski wywiad z Nigelem Faragem. Zrobiłem go na szybko, stresując się trochę. Ale wyszedł, w moim odczuciu nawet nie najgorzej. Dawaj panie go na Wykop, tam lubią Faraga! No, nie pomyliłem się. Nie to, żeby reakcja na wideo przerosła moje oczekiwania bo spodziewałem się podobnych wyników, ale… Ale się chwalę teraz! Siedziałem z Mizunim i patrzyliśmy przez pierwszą godzinę jak rosną wykopy, jak dobiło 300 i wskoczyło od razu na główną. A potem lawina wykopów i komentarzy.
Wykopowiczom się spodobało, jeden z nich przerobił moje tłumaczenie na napisy do filmiku (wielkie thx!), wyszło super. Muszę popracować tylko nad angielskim, akcent kurwa!, ale ciężko kiedy głównym polem do rozmowy po angielsku jest mumble z kolegami z Litwy :D Przez 3 dni licznik na JuTube nabiłał odwiedziny i teraz solidnie już zwolnił. Ale mimo wszystko, bariera 20.000 odsłon została osiągnięta:
Teraz czekam na możliwość przeprowadzenia innego wywiadu, bardziej pr0 ;)
Arabian Nights
Bruksela. Miasto mniejsze od Warszawy, stolica Zjednoczonej Europy pełna nastawionych antyeuropejska reprezentantów kultury Islamu, pracujących na czarno biorących zasiłki, brudasów. Ok uogólniam. Codziennie rano przejeżdżam przez muzułmańską dzielnicę dlatego. Ogólnie wszystko tu jest fajnie skomunikowane, da się dojechać komunikacją gdzie się chce (współczuję kierowcom, mają przejebane jeździć w tych zastawionych samochodami uliczkach, stalowe nerwy, propsy). Metro jest brudne ale fajne, tramwaje nowe i też fajne. Drogo, z polskiej perspektywy. I mogłoby to wszystko dłużej jeździć bo po 24 dostanie się gdziekolwiek jest utrudnione. Jest raczej spokojnie jeśli omija się wiadomo-jakie patologiczne dzielnice. Imprezy i zaplecze git dzieje się ogólnie na tyle by się pobawić w międzynarodowym towarzystwie. Zielono jest, aktualnie pogoda wybitnie letnia sprzyja siedzeniu w parku z piwkiem i jointem (full, legal więc polski chłopaczek nie musi bać się o radiowóz za rogiem).
Odpoczywam po 5 dniach samotnego siedzenia w biurze. Niby nic, ale wiszenie na telefonie, sprawdzanie pisanie maili jest nudne i strasznie męczy. W tym tygodniu akurat wszytko w Strasburgu więc tutaj nic się nie dzieje. Parlament. Politycy, asystenci stażyści, konferencje, briefingi. Fajnie jest kiedy można sobie posłuchać popatrzeć, zjeść dobre żarcie w stołówce, zapalić papieroska z kawką w palarni gdzie wszystko jest max żółte (gdzie indziej nie można twardy zakaz, walka z nikotynizmem trwa na skalę europejską). Niedługo koniec, powoli trzeba myśleć nad ogarem. I miss you Lublin, zaczyna się kolejny rok, hah trzeba jeszcze zaliczyć stary, w sumie czuję się jakbym wracał bo dłużej byłem w rozjazdach niż w domu. I znów zaraz Lubelska zima.
Zastanawiam się, jak ja będę bez Pringlesów w Polsce żył?!

