Lublin | ŚwiatCozziego

„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)



Posts Tagged ‘lublin’

Dlaczego…

…nie robię zdjęć?! Pomyślałem tak przed chwilą oglądając swój profil na digu. W zeszłym roku robiłem, patrzyłem coś było a w tym roku zero, kilka zdjęć z bibek a zero MIEJSC. Czy w tym roku skończyły się miejsca czy przestałem je widzieć? Nie wiem sam…

codziennie wieczorem…

…oglądam filmy, próbuję zmotywować się do czytania HMSu, myślę o kimś i wiem, że jakoś to będzie, dobry czerwiec lepszy lipiec i mega sierpień.

O.S.T.R. w lublinie

W końcu! Udało mi się wczoraj być na świetnym koncercie mojego ulubionego rapera. Mimo wielkiego ścisku, pchających się ludzi, mimo tego że koncert był w kiepskim klubie było rewelacyjnie. Nawet noga nie bolała tak bardzo (w trakcie koncertu… bo po to masakra). Na następny koncert Ostrego na pewno się wybiorę. Lepiej wyposażony ;]. Poniżej zapiski z koncertu, słabo ale lepiej się nie udało:


Intro


Chyba dwa moje ulubione tracki z drugiej płyty.

Przy okazji udało mi się dorwać autograf El Da Sensei na plakacie. W pełni udana noc jakiej od dawna potrzebowałem.


iPo

no i skonczylismy cieszyc sie ze skonczonej sesji. poranek przywital nas sloncem i piosenka. posluchajcie:



Noszfak…

…bo rzucasz palenie definitywnie rozstajesz się z nałogiem, idziesz sobie przez zimową lubelską uliczkę i właśnie rozmawiasz o tym ze znajomymi jakie to dobre jest nie palić bo się nie marnuje pieniążków a tu pach paczunia fajeczek leży pod klubem. No i se rzucasz…

Pilnie

Potrzebuję noclegu w Lublinie z 8 na 9 września.

Warriors Dance

Huj, dawno nie byłem tak wykurwiście zadowolony jak w tej chwili. Jebać, że Lublin, jebać, że zablokowali mi konto na Digu przez jakiegoś podstarzałego fraglesa. Jestem na dziennych. I to się liczy.

Podsumowanie.

Stałem na balkonie i patrzyłem. Na matki z dziećmi, na miejscowych żuli, na sąsiadów palących na balkonach, na przejeżdzające samochody. Wszystkie rzeczy były już spakowane, całe mieszkanie wysprzątane tak jak chyba nigdy. Czekałem na ojca. Z Lublinem pożegnałem się wcześniej.

To był 1 lipca, dzień zakończenia mojego pierwszego roku studiów. Nie powiem, że nie było mi wtedy smutno. Opuszczałem w końcu mieszkanie, w którym spędziłem prawie rok. Mieszkanie, które przez te wszystkie miesiące było „moim miejscem”. Kto wie też, czy nie było to ogólnie pożegnanie Lublina i już tam nie wrócę studiować. Oby. Aktualny czas jest odmierzany przez pryzmat tego, jak daleko do wyników tegorocznej rekrutacji. To mi zaprząta głowę i mam nadzieję, tym razem los będzie dla mnie łaskawszy.

Dużo dał mi pierwszy rok studiowania. Naprawdę. Więcej troski o siebie, uważniejsze dysponowanie pieniędzmi i takie tam. Niestety przez ten rok nadal nie nauczyłem się uczyć, nie dawałem z siebie tego maksimum na co mnie stać. Przez to pojawiły się poprawki a nie pojawiło się stypendium. Z nauką dałem dupy – jak z wieloma rzeczami w moim życiu…

Zleciał strasznie szybko. To tak jak oglądasz te przyśpieszone filmy kiedy słońce wyłania się zza wschodu a po 10 sekundach już zachodzi. Ja tak odbieram ten rok. Parę minut w parę miesięcy.

Nie poznałem dziewczyny, w której mógłbym się zakochać, nie rozwinąłem się uczuciowo, nie zapomniałem. To chyba jeszcze większa porażka niż wynik studiowania, bo nawet tego 1 lipca paląc papierosa na balkonie myslałem sobie, że może wakacje to będzie czas kiedy pospotykam się z Nią. Klapa. Nie ma nic.

Dużo przedziwnych akcji pozostanie mi w pamięci po tym roku. Tak jak niektórzy poznani w Lublinie ludzie. Zajebiście mieszkało się z Mundkiem, takiego lokatora tylko sobie życzyć…

Teraz piję już kawę w swoim pokoju, w rodzinnym domu, ale w tym samym jednym kubku do kawy, który towarzyszył mi przez cały rok. Za oknem chmury – inaczej chyba nie zmobilizowałbym się do napisania notki na blogu. Wbrew pozorom chmury aktywują mnie do jakiegoś działania, na różnych polach. Są chmury – jest Cozzie w szczytowej formie.

Tylko brakuje tej jednej, szczególnej chmury.


Miejsca

Ostatnio podróżowałem. Od wtorku mój umysł zabrał mnie w wiele miejsc. Byłem w przeszłości tej co już się wydarzyła, byłem w alternatywnej kiedy postąpiłem jakoś inaczej, byłem też w przyszłości widzianej przez pryzmat marzeń i też w takiej, która nie chcę, żeby przyszła. Realnej?

Trochę wcześniej chodziłem piechotą po całym Lublinie szukając miejsc trochę wyrwanych z kontekstu albo po prostu szukając czegoś ciekawego. Być może po prostu włóczyłem się po tym mieście nie mając nić innego do roboty ale każda możliwa wycieczka w poszukiwaniu sensu życia jest dobra. Widziałem małą afrykańską wioskę, wielkiego pająka o stalowych nogach i odwrócone wierze na dwóch szynach.Tunel do mojej wioski

Mała wieża

Pająk stalowy

Czyją pomyłką był pająk i jak to się stało, że został tak wyhodowany a potem ktoś go porzucił nigdy się nie dowiem. Ale sprawa pająka kazała zastanowić się nad własnymi pomyłkami.

Późnym wieczorem a właściwie nocą już późną, nie wiem może to wczoraj było, stojąc na balkonie patrząc się w te bloki, mrugający na czerwono komin gdzieś daleko, nieliczne zmieniające się światła w oknach śpiewałem do siebie głodne kawałki, hity z dni kiedy wszystko mnie bawiło, a mój umysł przenosił mnie do przeszłości. Wspominki z bloga szpaka, tamte dni za tym też tęsknię.

Jestem daleko od tego wszystkiego tu-obok-zaraz-mnie i nie chcę do tego wracać.


Troszkę mniej.

Było mnie ostatnio troszkę mniej i tutaj w Świecie Cozziego i ogólnie w wirtualach. Ba, cały tydzień praktycznie nie logowałem się na Tlena i było mi z tym całkiem dobrze.

Po zdaniu egzaminu z Socjologii w terminie zerowym poczułem jakby więcej wolnego czasu. Zdaję sobie sprawę, że to tylko pozory bo SESJA praktycznie już się zaczęła, łatwy egzamin z Doktryn już 1 czerwca a potem tratatatata sajgon czyli egzaminy z HPP i PHP. Po dwa tygodnie na każdy z nich, jeżeli zacząłbym się uczyć od 1 czerwca. Tak pewnie będzie (chociaż nie chcę być złym prorokiem) a lepiej by było gdybym zaczął już teraz. To nie przelewki bo te egzaminy są przejebane ale cóż zrobić. Mogę je tylko zdać i koniec. Możliwości oblania niema i nie jest dopuszczona. Koniec i huj.

Z pewnym smutkiem i rozżaleniem spojrzałem na ludzi dookoła mnie a po tym rozejrzeniu doszedłem do wniosków tych co zwykle, czyli „jest źle, jest smutno, jest beznadziejnie szaro w moim życiu”. Zazdroszczę niektórym tej ciekawej zdolności układania sobie wszystkiego tak dobrze po swojemu. I czasu na to wszystko – partner, uczelnia, hobby czesto praca. Ja jeszcze nie wyrobiłem sobie zdolności godzenia moich hobby (czy to w ogóle hobby? temat na dłuższe rozmyślanie) ze sprawami z uczelnią związanymi. Inna sprawa, że brak partnera czy to, że nie pracuję może sprawia, że takiego nic nie robienia jest na tyle dużo, że rozleniwia jeszcze bardziej i psuje mój czas, który mógłbym poświęcić na uczenie się.

Ze stanów emocjonalnej zapaści wyrywają mnie różne okolicznościowe eventy tak jak koncert Kultu w czwartek. Dobrze było popić sowicie wódki. W sumie mało pamiętam drogę na lubelską politechnikę, dobrze, że jakoś się tam znaleźliśmy zmieszaliśmy z tłumem, popiliśmy piwko, pokrzyczeliśmy jak debile, poskakaliśmy. Nawet muzyka grała, nieno Kult jest fajny. Bardziej jednak w pamięci zostanie chyba sam powrót do domu, kiedy nie-wiem-kogo-to umysł (Mundek?) wygenerował  pomysł „ej, biegnijmy do domu na waleta!!!”. W sumie noc ciemna, trochę samochodów, jacyś również wracający studenci, czemu nie. Było zabawnie nawet nie było zimno. Jakieś dresiarstwo zatrzymało się samochodem wyzywając nas od geji, z innego samochodu ktoś uraczył nas komplementem „studenci jak zwykle kosmiczne pomysły”. Zastanawiam się też, jak udało mi się wejść na dach przystanku autobusowego… Nieistotne. Znaleziona tam sakiewka pełna skarbów okazała się niebezpieczna dla Matiego vel Mundka. Będę pokutował za swoje błędy pewnie jeszcze przez jakiś czas. Jedyne co smutne w tej historii to to, że koledzy moi nie zostali wpuszczeni na Łukoila gdzie mieli zamiar dokupić wódki. A mieli już na sobie ubrania. Część.

Pozostał mi miesiąc mieszkania w mieszkanku na RADOŚCI. Trudno uwierzyć, że ten czas zleciał tak szybko. Mimo codziennych problemów jak zawsze-otwarte-drzwi-do-mojego-pokoju-bo-ktoś-nie-umie-czytać albo prusaki w kuchni, czy też wcześniej dziwni sąsiedzi było fajnie. Ale co ja piszę BYŁO, jak to jeszcze miesiąc. A przez miesiąc może się dużo wydarzyć.

Podobno otworzyli Burger King’a w Krakowie… Kolejny powód by tam wyemigrować (jak się kurwa uda bo jak nie…). Zwłaszcza, że już mniej jako wadę postrzegam brak KFC na dowóz w mieście Smoka Wawelskiego. Przestałem jadać kurczaki w dostawie. Ostatnie były średnio smaczne. Do dupy takie żarcie.

Tęskni mi się trochę za domkiem. Ale huj koniec sentymentów! Proszę podesłać mi tytuły ciekawych filmów bo umieram nie mając nic do oglądania! Wolne chwile to teraz przechodzenie kampanii w Dawn of War II. Dawno nie grałem w tak fajną grę. No one will stop The Crusade!

Space Marines


It’s a tasty burger!

Ostatnio troszeczkę przystopowałem z wszelkiego rodzaju fastfoodami. Jakoś mniej KFC, zero McDonalda itp. W najnowszych tematach na forum Digarta powstał jednak wątek o w miarę starej już reklamie Burger Kinga:


Oglądałem ją jakiś czas temu i zrobiła na mnie wrażenie. Nie wiadomo czy faktycznie amerykanie są tak przywiązani do Whoopera czy jest to tylko zabieg reklamowy. Trzeba jednak przyznać, że reklama jest pomysłowa a jej autorzy napewno mieli kupę zabawy obserwując niczego nie przupuszczających klientów. Ze swego doświadczenia mogę powiedzieć, że Whooper jest naprawdę zajebisty, że ogólnie hamburgery w Burger Kingu są pyszne a takie big maci czy mcroyale nie dorastają chociażby Big Kingowi do pięt ;) Szkoda, że w Lublinie niema a żeby poucztować takimi rarytasami muszę wybierać się do Warszawy.

Kontynuując tematy hamburgerowe i fastfoodowe. NIGDY nie lubiłem żarcia z różnego rodzaju budek z kebabem, hot-dogami itp. Jakoś odrzucało mnie to, choć racjonalnego powodu ku temu nie było. Kebabu nadal nie lubię. Jednak blisko mojej uczelni jest pewna budka z hamburgerami. Bedąc kiedyś bardzo bardzo głodny a mając pustkę w portfelu skusiłem się na hamburgera z serem za 5 zł i… i był to strzał w dziesiątkę! Chrupiąca bułeczka, sałatka, zajebiste mięsko majonezik keczupik, no bajka. I ta przystępna cena. To dowód na to, że warto korzystać z doświadczeń innych osób (dzięki Kozak).

Podobno KFC w Lublinie ma małe obroty. Dziwne to patrząc przez pryzmat tego, że KFC w lublinie jest jedno, i kiedy by się tam nie przyszło ktoś tam coś spożywa. No ale takie wiadomości od Mundka do mnie dotarły.

Może to jakieś ogólnopolskie problemy finansowe tej korporacji? Ostatnio widziałem plakat jakoby można było mecze naszej reprezentacji oglądać w siedzibie kurczaków za friko. Brakuje tylko piwa w menu, chociaż jak dla mnie to zupełnie nie miejsce na taką posiadówkę. Z innych ciekawych ale jak dla mnie nie trafionych rzeczy jest konkurs tenisa na konsoli Wii, oczywiście rozgrywany w KFC. Poco to komu? Nie wiem. Fast-food to dla mnie miejsce gdzie mam zjeść coś dobrego a nie bawić się w pierdoły.

Przyszła wiosna, świeci słońce, KONIEC STAGNACJI, koniec depresji.


Łona w Chonabibe!

lona

Byłem wczoraj na koncercie Łony w Chonabibe! Powiem szczerze, że był to pierwszy taki typowo hip-hopowy koncert na którym byłem. I mimo iż ogólnie oceniam wypad jako udany, to jakiś specjalnie szczególny ten koncert nie był. Nie wiem czy potrzebuję aby muzyka była ostrzejsza, czy poprostu bardziej nakierowana na skakanie pod sceną (tak jak to było na Masali kiedy można było dobrze potańczyć i ponapierdalać do ostrej elektroniki). A może to dlatego, że byłem wyraźnie pod wpływem bo przed koncertem zrobiliśmy sobie z Rudym małą posiadówkę u mnie :P? Nie istotne. Łona zaśpiewał swoje znane kawałki („Helmut Rura”, „Rozmowa z Cutem”). Zabrakło mi jedynie „Do Ciebie Aniu…” no ale cóż, może to nie jego koncertowy kawałek. Webber robił dobre tło, raz rzucił się w tłum (szkoda, że nie spojrzał, że przed sceną stały laski… a on gruby, nieźle wyjebał w podłogę…). A gdy skończyli grać to momentalnie z Biby wyszła połowa ludzi i zrobiły się pustki. Ale to taki Lubelski standart. Dzisiaj dzień odpoczywania, lekkiej muzyki, łóżka, nic nie robienia, czytania Rzymu, słowem, sobota. Wieczorem ruszają Lepiszcze ale o tym jeszcze napiszę :)

Tutaj kawałek co udało mi się nagrać w trakcie koncertu:



Ptaszki


Fru Fru Fru

Żyję  T U, obsesyjnie zmotywowany by być doskonały, mimo niedoskonałości samych w sobie, przez ludzi lubiany i szanowany.

W moim świecie ptaszki mają futerko a nie mają skrzydełek.

SESJA KURWA


Boże Narodzenie 2008

szpital

Taki oto sobie widoczek, mniej więcej przez tydzień czasu dzień w dzień był moim jedynym widokiem przez okno. Lubliński szpital wojewódzki.

Zdrowie zaczynasz sobie cenić dopiero wtedy kiedy zaczyna się psuć. Mój szybki i wyniszczający tryb życia, nieregularny sen, mało sportu, dieta oparta na fast-foodach, papieroski, no coś już się odbiło. I w okresie kiedy miałem naprawdę dużo do roboty, bo to zaraz przed świętami, bo to na uczelni podopinać na ostatni guzik zaliczenia, bo chciałem jeszcze prezenty kupić dla bliskich, ale też same święta, które chciałem przeznaczyć na spotkanie z ludźmi z, którymi w inne dni nie mam czasu, to akurat teraz się załamało. No cóż…

Ostatnie 3 dni dały mi jednak odsapnąć. Nie było mnie w domu ponad miesiąc, stęskniłem się. Nic się nie zmieniło, mój ukochany pokój wygląda jak wyglądał, u rodziców po staremu, budowa trwa. W Wigilię zdechł Filuś, ale 6 lat miał więc i prawo do odejścia. Nie męczył się. A ja pakuję w siebie tyle jedzenia ile mogę, szpitalna dieta sprawiła, że żołądek chce wszystkiego. Bigosik, śledziki, ZUPA GRZYBOWA (w lubelskim niema tradycji zupy grzybowej na wigilię). Teraz też jem, właśnie jestem po obfitym śniadaniu. Dzisiaj parę spraw do załatwienia, szkoda, że pogoda brzydka, ale wstałem wcześnie, żeby dnia nie tracić.

Wszystko bardzo szybko. Tak mogę podsumować te święta. Wesołych dni odpoczynku!


uhuha zima ZŁa

Przyszła zima. Wyglądam rano za okienko a tam o proszę taki krajobrazik. Cieszę się, widzę przynajmniej jakiś biały kolor a nie tylko szare blokowisko ;) Mam tylko nadzieję, że utrzyma się ta zima troszkę dłużej bo pluchy na dworze chyba nikt nie lubi, rację mam?

Czasem jak złapie Pak-Man to koniec. Jesz wszystko co jest w lodówce. My tymczasem, na mocnej oj mocnej już fazie pomyśleliśmy sobie „oo jaaa, a jakby tak zjeść teraz GRANDERA”. Całe szczęście, że w Lublinie KFC jest otwarte do późna, a jeszcze większe szczęście, że jest z dowozem prosto do domu. Było cudnie. Dziękuję Mundek za to, że byłeś w stanie to żarcie zamówić i odebrać :)

PS Dziękuję za kliknięcia w reklamy po prawej, liczę na kolejne :P


są takie chwile, które smakują jak daktyle

Bez kawki z rana, niemożliwe. W moim ulubionym kubku, który od niepamiętnych dni towarzyszy mi zawsze kiedy jakiś gorący napój ma mnie od środka rozgrzać. Takie małe przedmioty, pełno ich w życiu, które pozwalają się czuć albo sobą, albo u siebie. Ukochany kubek, portfel, empeczy plejer z muzyką, zdjęcie kogoś ważnego, plakat na ścianie, kochany t-shirt. Z czasem niektóre rzeczy się odrzuca, bo się zapomina, bo kojarzą się z dziewczyną, która Cię porzuciła. Różnie. Ale zostaną inne, bo człowiek z natury lubi otaczać się rzeczami. Dobrze, byleby rzeczy nie stały się celem gonitwy jaką jest życie.

Dzisiaj w Lublinie niesamowity koncert. Aż zatkało mnie kiedy zobaczyłem ten plakat na wydziale. Bardzo chciałbym iść, ale niestety, cena biletu jest zaporowa jak na portfel studenta studiującego z dala od rodzinnego domu. 60 zł… Przelicz sobie, ile piwa, ile innych zabawek, a jedzenia ile? No straszne. Ale gwiazdy Radżastanu… ehh…

Dzisiejszy poranek (o ile można godzinę 13 nazwać porankiem, no, ja mogę) upływa mi jakoś melancholijnie, pewnie za sprawą pogody, i pewnie za sprawą odgrzebanych zdjęć, które zobaczyłem (a mówiłem sobie, że przecież nie oglądam już starych zdjęć z innego życia). Sensu w tym wszystkim nadaje mi muzyka. No ale to tutaj, proszę, Luc:



dobry student uśmiechnięty student

Dobrze, dobrze, coraz bardziej podoba mnie się studiowanie. Powiem, że wczorajsze popołudnie było jednym ze zdecydowanie najbardziej wylajtowanych ostatnimi czasy. Niema to jak piwko od godziny 13 i zdecydowana wykładka na wszystko dookoła. To lubię :) Przy okazji z dnia na dzień klub Archiwum podoba mnie się coraz bardziej. Dobre miejsce.

Chciałbym zdecydowanie polecić wszystkim Spice Gold. Bardzo przyjemna i lekka mieszanka na poprawę nastroju. Mnie wczoraj poprawiła zdecydowanie. W większych ilościach sieczka. Dostępna w każdym funshopie.

Przy okazji staram się być sumiennym studentem. Wprawdzie wczorajszego kolosa zaliczam do grupy porażkowej, ale dostałem kozacki referat z Rzymu, także wszystko dobrze dobrze dobrze.

Ahh, niemogę doczekać się tego weekendu, który idzie, byleby jakoś fajnie go rozplanować i żyć nie umierać.

Nie wiem co się stało, że ostatnio troszkę więcej Republiki słyszę? W każdym razie przypomniał mi się zdecydowanie stary kawałek, który bardzo lubiłem. Zapraszam. Częstować się proszę:



niesamowiciejakwspaniałymożebyćświat.

Kto mnie zna ten mnie zna, kto myśli, że zna ten będzie dalej myślał, że zna, a kto w ogóle mnie nie zna a chciał coś napisać to tak też zrobił. Nie zawiedli mnie Ci po których spodziewałem się, że się nie zawiodę. Poza jednym smutnym wyjątkiem ale, takie jest życie, i taka też była koncepcja tego ostatniego: dowiedzieć się więcej.

Wracając dzisiaj z uczelni (wyjątkowo nie mając na uszach bariery dzwiękowej) przysłuchiwałem się rozmowie młodzieży gimnazjalnej. Wyraźnie musiało to być jakieś dobre gimnazjum gdyż podekscytowana dziewczyna i podekscytowany chłopak prawili o szalenie nośnej plotce szkolnej jakoby w ich gimnazjum pojawiły się grupki, uwaga, wciągające tabakę! Dziewczyna opowiadała, że widziała pojedyńcze osoby, ale nie mogła dowierzyć swojemu koledze, że są to już całe grupy. Była wyraźnie poruszona tym faktem, toż to narkomania.

Przypomina mi się moje gimnazjum, pierwsze papierosy na garażach, pierwsze pudełka tabaki Red Bull wciągane po kryjomu w szkolnym kiblu. Młodzieżowa zabawa, coś co dawało namiastkę dorosłości. Zresztą więcej tego wszystkiego było, tanie wina gdy nie chciało się NIC nie robić na ławce, robienie sobie marmolady z mózgu tylko poco? Najpiękniejsze chwile jakie mam w głowie to właśnie ten okres dorastania, bycia głupim pseudo-dorosłym, kiedy jedynym problemem było „jak nie być cały dzień w domu aby rodzice się nie dojebali”, żeby robić to na co się miało ochotę. Narobiłem sobie problemów, ale zawsze chciałem być dobrym chłopakiem, nie robić nikomu krzywdy, samemu sobie też nie. Ale w tym wieku to nie wychodzi.

Jestem starszy, niby jakieś doświadczenia wykute w głowie, pierdoły dobrze okej. Zmieniłem podejście, przymknąłem się w sobie samym. Złe jest to, że nie mam kluczyków od pewnych kłódeczek. Bo w pewnym momencie, kiedy odwróciłem się na pięcie od wszystkich i wszystkiego to wyjebałem klucze gdzies daleko za siebie. Fajnie było, ale został z tego problem. Jak znajdziesz moje kluczyki to daj znać.

Mam pomysł na różowe chmurki i fioletowe słońce. Nawet nie wiecie jaki piękny świat jest przez takie okulary.


I took a brain in another dimension

Bawiłem się lodem i puszczałem bańki.

Nie pytaj mnie jak jest bo Ci nie odpowiem. Zacząłem studiowanie, mam teraz indeksy na rękach patrzę sobie na plan zajęć, ależ jest lajt to coś zupełnie innego. Oczywiście, zapierdalanie zacznie się, już wiem z jakich egzaminów lekko nie będzie. Ale who cares, gdyby tak nie było to jaki sens byłby wszystkiego, impreza codziennie, ale poco?

Dobrze jest ok, wstaję codziennie około 9-10 w pustym mieszkaniu patrzę na nie swoje ściany, wchłaniam nie swój zapach, myję zęby niedobrą wodą a potem patrzę w okno z papierosem z myślą „czekałeś na to i masz korzystaj”.

Za bardzo się przejmuję. A chciałbym chciałbym…

Inaczej myślałem o tym wieczorze.


Everybody in the place (155 and rising)

To była 10 z rańca albo jakoś coś tak w deseń. Papieroski mi się kończyły ale jakoś nie chciało się podnieść dupy kiedy słonko piekło w plecy.

Dobra huj, jakieś bzdurne panny zakosiły mi mieszkanko gdzie chciałem przemieszkać mój pierwszy rok studiów. I weź nie bądź wkurwiony ile czasu zmarnowanego. Kupie sobie namiot i będę koczował pod uniwerkiem.

Ujmijmy to tak. Wszystko mnie w CK wpierdalało ostatnimi czasy i musiałem sobie coś ze sobą zrobić. Jeden wieczór poprawił mi humor co z tego, że film był hujowy, że Lublina nie rozkminiam a drogi są pojebane, że pies zgwałcił mi nogę. Nawijaj do mnie, dobrze się z tym czuję.

Październik. Lublin. Tabula rasa.