It’s a tasty burger!
Ostatnio troszeczkę przystopowałem z wszelkiego rodzaju fastfoodami. Jakoś mniej KFC, zero McDonalda itp. W najnowszych tematach na forum Digarta powstał jednak wątek o w miarę starej już reklamie Burger Kinga:
Oglądałem ją jakiś czas temu i zrobiła na mnie wrażenie. Nie wiadomo czy faktycznie amerykanie są tak przywiązani do Whoopera czy jest to tylko zabieg reklamowy. Trzeba jednak przyznać, że reklama jest pomysłowa a jej autorzy napewno mieli kupę zabawy obserwując niczego nie przupuszczających klientów. Ze swego doświadczenia mogę powiedzieć, że Whooper jest naprawdę zajebisty, że ogólnie hamburgery w Burger Kingu są pyszne a takie big maci czy mcroyale nie dorastają chociażby Big Kingowi do pięt ;) Szkoda, że w Lublinie niema a żeby poucztować takimi rarytasami muszę wybierać się do Warszawy.
Kontynuując tematy hamburgerowe i fastfoodowe. NIGDY nie lubiłem żarcia z różnego rodzaju budek z kebabem, hot-dogami itp. Jakoś odrzucało mnie to, choć racjonalnego powodu ku temu nie było. Kebabu nadal nie lubię. Jednak blisko mojej uczelni jest pewna budka z hamburgerami. Bedąc kiedyś bardzo bardzo głodny a mając pustkę w portfelu skusiłem się na hamburgera z serem za 5 zł i… i był to strzał w dziesiątkę! Chrupiąca bułeczka, sałatka, zajebiste mięsko majonezik keczupik, no bajka. I ta przystępna cena. To dowód na to, że warto korzystać z doświadczeń innych osób (dzięki Kozak).
Podobno KFC w Lublinie ma małe obroty. Dziwne to patrząc przez pryzmat tego, że KFC w lublinie jest jedno, i kiedy by się tam nie przyszło ktoś tam coś spożywa. No ale takie wiadomości od Mundka do mnie dotarły.
Może to jakieś ogólnopolskie problemy finansowe tej korporacji? Ostatnio widziałem plakat jakoby można było mecze naszej reprezentacji oglądać w siedzibie kurczaków za friko. Brakuje tylko piwa w menu, chociaż jak dla mnie to zupełnie nie miejsce na taką posiadówkę. Z innych ciekawych ale jak dla mnie nie trafionych rzeczy jest konkurs tenisa na konsoli Wii, oczywiście rozgrywany w KFC. Poco to komu? Nie wiem. Fast-food to dla mnie miejsce gdzie mam zjeść coś dobrego a nie bawić się w pierdoły.
Przyszła wiosna, świeci słońce, KONIEC STAGNACJI, koniec depresji.
Pomysł na kubełek
Od mniej więcej dwóch tygodni nie jadam już tak często w KFC co podyktowane jest szukaniem tymczasowych oszczędności. Jednak przeglądając dziś Digart natknąłem się na wątek poświęcony konkursowi na kubełek dla KFC. Cóż, nie mogłem się czymś takim nie zainteresować :D Do wygrania 10 000 zł, no i jeszcze satysfakcja, gdyby mój art znalazł się na kubełku. Ahh, marzenia. Ale spróbować sobie spróbuję co by nie ;) Dla chętnych LINK do konkursu.
To to po prawej, to taki mój miniblog, shoutbox. Jak nie będzie mi się chciało pisać długiej notki, albo poprostu będę chciał coś krzyknąć to o, tam po prawej. Skomentować też można. Przy okazji klikając w reklamę google :P Co bardziej spostrzegawsze osoby mogły zauważyć też, że linki na stronie prezentują się inaczej. Mam nadzieje łatwiej i przystępniej, no i powinny być lepiej indeksowane przez google.
Prawdziwa historia KFC
Nie muszę chyba nikogo uświadamiać, że zawsze lubiłem niezdrowe jedzenie, obiad w fast-foodzie to coś na co zawsze jestem w stanie wysupłać jakieś pieniądze. Z braku laku na pierwszym miejscu zawsze stał McDonald’s i te pyszniutkie małe cheeseburgerki. Ubolewałem zawsze nad faktem, że w Polsce niema Burger King’a, a kiedy w końcu marka ta powróciła na nasz rynek zaczęło mnie smucić, że tylko w niektórych miastach, akurat w tych gdzie nie bywam za często (pomijając Warszawę).
Nigdy nie byłem specjalnym fanem kurczaków. W KFC nie jadałem, nie wiem, jakaś awersja do marki. Jednak zmieniło się. Teraz kocham KFC i specjalnie nie kryję się ze swoim uzależnieniem od Hot-Wingsów. Jak to się jednak stało? Myślę, że pierwszym czynnikiem warunkującym to, że moje kubki smakowe niemogą się oprzeć tej marce było to, że z uczelni bliżej mam do KFC niż McDonald’sa. Oczywiście nic do zarzucenia nie mam mojej wydziałowej kawiarni, gdzie chociażby zupy to są po prostu delicje, a i lekko prawniczy klimat miejsca sprzyja spożywaniu, ALE (i tu pojawia się drugi czynnik) bardzo często pada w mojej grupie hasło “eeejjj, a może dzisiaj KFC?”. Jak widać ten drugi czynnik, czyli grupa kochająca kurczaki sprawia, że jeśli jem na mieście to najczęściej w KFC.
Inna istotna rzecz, która wpłynęła na zmianę moich upodobań to szpital na szaserów. Podłe jedzenie po, którym i tak czułem się głodny oraz ogólne przygnębienie spowodowane pobytem w placówce medycznej przez święta, sylwestra, sprawiły, że szukałem możliwości polepszenia sobie nastroju. Hot Wingsy w dostawie okazały się czymś zbawiennym…
Ktoś powie “stary szkoda pieniędzy”. Może. Ale zamiast paczki papierosów i dwóch browarków w knajpie mam coś co lubię. W momentach kiedy nic mi się nie układa, ludzie dookoła mnie odwracają się odemnie, albo poprostu kiedy czuję, że spierdoliłem jakąś sprawę, mam tą swoją małą przyjemność. Jedzenie.
Trochę, przedłużył mi się wstęp do notki. A miał być, krótki bo “Prawdziwa historia KFC” to pewien odgrzebany w necie filmik. Have fun:
“We’re gonna need a bigger bucket!”


