O.S.T.R. w lublinie
W końcu! Udało mi się wczoraj być na świetnym koncercie mojego ulubionego rapera. Mimo wielkiego ścisku, pchających się ludzi, mimo tego że koncert był w kiepskim klubie było rewelacyjnie. Nawet noga nie bolała tak bardzo (w trakcie koncertu… bo po to masakra). Na następny koncert Ostrego na pewno się wybiorę. Lepiej wyposażony ;]. Poniżej zapiski z koncertu, słabo ale lepiej się nie udało:
Intro
Chyba dwa moje ulubione tracki z drugiej płyty.
Przy okazji udało mi się dorwać autograf El Da Sensei na plakacie. W pełni udana noc jakiej od dawna potrzebowałem.
Łona w Chonabibe!
Byłem wczoraj na koncercie Łony w Chonabibe! Powiem szczerze, że był to pierwszy taki typowo hip-hopowy koncert na którym byłem. I mimo iż ogólnie oceniam wypad jako udany, to jakiś specjalnie szczególny ten koncert nie był. Nie wiem czy potrzebuję aby muzyka była ostrzejsza, czy poprostu bardziej nakierowana na skakanie pod sceną (tak jak to było na Masali kiedy można było dobrze potańczyć i ponapierdalać do ostrej elektroniki). A może to dlatego, że byłem wyraźnie pod wpływem bo przed koncertem zrobiliśmy sobie z Rudym małą posiadówkę u mnie :P? Nie istotne. Łona zaśpiewał swoje znane kawałki („Helmut Rura”, „Rozmowa z Cutem”). Zabrakło mi jedynie „Do Ciebie Aniu…” no ale cóż, może to nie jego koncertowy kawałek. Webber robił dobre tło, raz rzucił się w tłum (szkoda, że nie spojrzał, że przed sceną stały laski… a on gruby, nieźle wyjebał w podłogę…). A gdy skończyli grać to momentalnie z Biby wyszła połowa ludzi i zrobiły się pustki. Ale to taki Lubelski standart. Dzisiaj dzień odpoczywania, lekkiej muzyki, łóżka, nic nie robienia, czytania Rzymu, słowem, sobota. Wieczorem ruszają Lepiszcze ale o tym jeszcze napiszę :)
Tutaj kawałek co udało mi się nagrać w trakcie koncertu:
Ło ło Łona
Po koncercie Łony w Chonabibe właśnie jestem, było fajnie, chociaż… Jutro wrzucę notkę recenzującą koncert a teraz jeszcze trochę dymuuu i lulllluuuumasala
Miło przyjechać do Kielc i przeczytać sobie przypadkowo, że akurat koncert jest zespołu, który bardzo bardzo lubię. Dzięki Duże Pe, że odwiedziłeś z Masalą taką mieścinę jak CK. Już dawno miałem ochotę ponapierdalać trochę przy pozytywnej ragga wibracji! Teraz wychodzę z mottem w głowie „Cały ten świat, nigdy nie będzie taki sam”. Nie będzie, bo pozytywnie się nastrajając można zrobić duuużo dużo więcej, albo po prostu być bardziej zadowolonym ze wszystkiego, nawet o nawet z syfu dookoła!
Dodatkowy wniosek po wczorajszym wieczorze: najlepsze malibu serwują w Mundo. Najtańsze malibu serwują w Mundo. Lubię malibu.
Dla osób nie znających masali: http://cozzie.vegepic.net/?p=93 & http://www.myspace.com/masalasound
Weekend.
Całkiem było fajnie. Sporo rzeczy. Po pierwsze piąteczek. Koncert grupy Indios Bravos, jednym słowem ZAJEBISTY, naprawdę było bardzo bardzo fajnie, raz ze względu na muzykę, dwa ze względu na ludzi. Leśny dzban tez zrobił swoje. Można było trochę inaczej rozegrać czas po koncerciku (jakaś biba czy cuś) bo tak to jeden wieczorek zmarnowany ale cóż… Będą następne ;)
W sobotkę natomiast byłem na musicalu „Metro”. Kurdę… Nie dziwię się, że jest wystawiany już od 15 lat na całym świecie. Genialne widowisko. Światła, aktorzy, muzyka, scena. Piękne. Plus treść. Treść, która siadła mi na sercu…
Jak zwykle zero nauki w weekend. I pytam sam siebie: „Cozzie, zrobisz coś z tym wreszcie?”. I jak zwykle sam sobie odpowiadam: „tak, pomyślę nad tym…”.
Trutusrutu.



