Kielce | ŚwiatCozziego

“Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)



Posts Tagged ‘kielce’

Jelonek i Goście

1. Jelonek

Wczoraj na Letniej Scenie KCK zagrał Jelonek z przyjaciółmi. Nie mogło mnie tam zabraknąć – każda okazja do przypomnienia sobie Przystanku Woodstock jest dobra. A jeżeli wybrać się tam z gronem znajomych, tym samym, którzy towarzyszyli tamtej pamiętnej wyprawie… Rozumiecie Sami.

Jelonek grał inaczej, tym razem było to bardziej ambitne “skrzypkowanie” ale do czegoś takiego zmusiły warunki. Cóż, Letnia Scena KCK jest malutka, nagłośnienie było malutkie a i widownia też była malutka. Na koncercie oczywiście zagościł kwiat kieleckiej młodzieży czyli sporo osób słuchających rocka i muzyki alternatywnej. Nie było hardcore bałaganaów, nie przewijały się dresy, które gówno by zrozumiały, za to sporo było osób starszych. Chyba każdy był po części zadowolony. Czy ja byłem? Nie wiem, to był po prostu miły koncert.


2. Nowe Mundo

Cóż, knajpka w stylu podróżniczym, z dobrą kawą, dobrymi drinkami, fajnymi spotkaniami i całkiem ciekawym wystrojem nie utrzymałą się w Kielcach. Szkoda, duże szkoda bo to było chyba jedyne miejsce gdzie czasem można było wpaść na koncert + piwo a czasem na dobrą kawkę z kimś pogadać. To wkurwia, ale widać w kielcach jeszcze ludzie nie dorośli do tego by była tu klubo-kawiarnia nie dla dresiarstwa.

Teraz Mundo to mroczne miejsce, całe w czerni, z czerwonymi napisami na ścianach i wielkim pentagramem na suficie. Z głośników leci brudny-napierdalający-Ci-w-huj-w-uszy-czarny-metal, cieżko z kim kolwiek się dogadać, w asortymencie tylko piwo i nic więcej, na stołach czerwone znicze aby pasowało do klimatu. Cóż… Wystrój jest ładny, ale jeżeli nie będzie można napić się kawy, drinka, a wszystko będzie opierać się na zasadzie “mamy mroczny klimat na pewno dużo bałaganów będzie tu przychodzić aby się najebać” to huja-do-dupy nowemu właścicielowi Mundo. Zrób sobie “nową Dziurkę” mimo, że klimatu tamtego specyficznego i niestety nie istniejącego już miejsca nie odda nic…

3. Koniec wakacji

Miałem jechać nad morze, nie jadę. Ah, może przyjaciel mi wybaczy te czynniki losowe które o tym zdecydowały. Wakacje powoli się kończą bo wrzesień mimo iż wolny to wakacyjny już nie będzie. Mam jeszcze kilka pomysłów, które muszę zrealizować aby być z siebie zadowolonym. Czekam z czymś do poniedziałku, potem jeszcze parę dni i… Zobaczymy. A teraz lecę się działkować, weekend z grillem i słońcem na podładowanie baterii.


Płonie Babilon, płoną marzenia…

… wszystko się zmienia, ja się nie zmieniam.

Jadę na brudstock. Zawsze chciałem tam pojechać, zawsze chciałem pojechać tam zobaczyć jak to jest, tyle ludzi, różnych ćpunów, skinów, rastamanów, krisznowców, metali. Wolność, brud, muzyka, alkohol, jaranie. Jadę z moimi kumplami których znam od gówniarza, którzy byli w różnych momentach i sytuacjach. Ale ja jadę, żeby uciec żeby mnie wreszcie coś uwolniło, od tej mantry od tego życia przeszłością, od tych marzeń, od tego uczucia które mnie kurwa nie puszcza a ja tak bym chciał bo już nie mam siły, nie mam siły tak dalej egzystować nie mam siły dalej marzyć kiedy wszyscy dookoła mi mówią, że to koniec, że koniec był już dawno, OBUDŹ SIĘ, DOJRZEJ, PRZEJRZYJ NA OCZY! gdzie jest moja bajka no gdzie? czemu moja głowa zagubiła się gdzieś w czasoprzestrzeni, czemu moje serce zatrzymało się gdzieś 5 lat temu, czemu ja kurwa nie potrafię sobie z tym poradzić, czemu kurwa mać ja pierdole NIE UMIEM kiedy tak bardzo bym chciał, żeby było normalnie, żebym żył jak każdy DO PRZODU a nie od papierosa do papierosa szarość smutek kielce ona ja i myśli, i te popierdolone myśli każdego dnia nieważne czy jest dobrze czy nie czy śnieg czy słońce to myśl, że może coś się zmieni. A Ona powiedziała: nie zmieni się Bartek…

Nie wiem w co wierzyć. Co tutaj jest szczęściem? Gdzie szukać mam zrozumienia, jak mam zrozumieć swoją głowę modlę się o to do Boga, tylko o to o nic więcej, nie o Ciebie nie o domek gdzieś i szczęśliwą rodzinę nie o miłość której nie dostaję modlę się o to, żebyś mi Boże dał zrozumieć siebie, żeby w mojej głowie nie było już więcej wojny, żebym siebie samego nie niszczył już więcej siły by nie płakać by nie zamykać oczu na rzeczywistość.

Wrócę inny. Albo mogę nie wracać wcale.


Ołałała

jogu

Po tym wszystkim co ostatnio, po kolejnej nocy nie spędzonej w domu, teraz kiedy już udało dotrzeć mi się do mieszkania zrobić co miałem to na ten poranek (ta poranek kurwa 14:14…) najlepszy jest pitny jogurt bananowo-truskawkowy, który zawsze będzie mi przed oczy wrzucał pewien inny poranek, jeden z najcudowniejszych. Jogurt zajebisty max.

Nie chce mi się nic mówić, nie chcę o niczym myśleć. Coś mnie przerosło a coś zjebałem. Dedykuję wam wszystkim:


Spierdalać. Ol de pipel ju now.


Wakacje

Przelewy porobione, w pokoju posprzątane, śniadanie zjedzone, no można pojechać na Zachybie. Za dwa dni jak wrócę mam nadzieję dodać notkę, która tworzy się  w mojej głowie ale jakoś nie mogę się przełamać i ją wrzucić. Zobaczymy.

Życie

składa się z krótkich momentów. Kocham takie pozytywne momenciki, które sprawiają, że w danej chwili jestem piekielnie dobrze nastrojony. Ale jak robić żeby trwały dłużej albo pojawiały się częściej? Tego nie wiem ale nad tym pracuję.

Mouse mouse mouse

Kupiłem sobie nową myszkę. Stara niestety nie wytrzymała dwóch lat intensywnej pracy. A szkoda bo byłem już przyzwyczajony do jej szybkiego trybu pracy.  Ale nowa mimo, że nie taka zajebista w działaniu to śliczna.

Stare dobre czasy.

“Hipisi w piwnicy u Cartmana”. Tak… Dokładnie tak wyglądaliśmy wczoraj w nocy. To był jeden z najlepszych wieczorów od dawna, totalne oderwanie od rzeczywistości ze starymi przyjaciółmi. A wszystko w rytmie… “Slums/Massive Attack” :P Teraz powrót do Lublina… I czekanie na powtórkę!

Antichrist

Antichrist

Minęło już parę chwil od dnia kiedy wybrałem się do kina obejrzeć najnowszą produkcję Larsa von Triera. Z jednej strony miałem mało czasu aby cokolwiek napisać, z drugiej ten film nie jest takim, który można opisać dwoma słowami zaraz po wyjściu z sali kinowej…

Idąc na ten film byłem przepełniony informacjami wyniesionymi z przeczytanych wcześniej recenzji. Na Festiwalu Filmowym w Cannes (gdzie “Antichrist” został zaprezentowany po raz pierwszy) poruszył publiczność. W różny sposób, gdyż spora część widowni po prostu opuściła seans w trakcie. Czytałem też wiele komentarzy odnośnie tego jaki to film jest i w wielu z nich widzowie twierdzili, że musieli opuścić seans z powodu tego, jak niesmaczny jest ten film. Takie komentarze to dla mnie najlepsza rekomendacja, jeśli dodać do tego, że “Antichrist” był nominowany do Złotej Palmy, a główna aktorka zdobyła Złotą Palmę w kategorii najlepsza aktorka, to po prostu film musiałem obejrzeć.

Na ten film można iść według dwóch założeń – jeśli ktoś wie kim jest Lars von Trier to wie również, że może się po jego filmie spodziewać czegoś głębszego. Natomiast jeśli ktoś nie wie kim ww. reżyser jest to słysząc o tytule “Antychryst” może wybrać się na ten film jak na kolejną część “Piły”. I jeśli wybierze się z takim nastawieniem to niestety będzie zawiedziony…

Światowej sławy psychiatra i jego młoda żona, badająca historie czarownic w średniowieczu, wyjeżdżają do domu na odludziu, by zaszyć się przed światem i zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami. Zamiast ukojenia znajdą tam jednak niszczycielską moc sięgającą początków świata. Będą musieli stawić czoła potężnej i przerażającej sile, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy.

Taki opis filmu prezentuje nam dystrybutor. I w moim odczuciu NIJAK ma się on do tego co w filmie znajdziemy. Ból, rozpacz, problemy z psychiką, zło wynikające znikąd…  Nie wszystko jest tu podane na talerzu, ba, bardzo mało. Film pełen jest metafor, różnych odniesień, zarówno słowa wypowiadane przez bohaterów jak i obraz każą się skoncentrować i myśleć. Im większa nasza wiedza ogólna tym lepiej, bo tym więcej odniesień możemy w tym filmie znaleźć. Adam i Ewa, Eden, kuszenie… Wiele, wiele.

W zasadzie nie jest to też film straszny. Nie straszny nas w sposób prymitywny jak wszystkie amerykańskie horrory. Buduje za to atmosferę a strach w zasadzie budujemy my sami. To jak kojarzymy i co nasza głowa podpowiada, że zaraz może się stać.

Dzieło Larsa von Triera było krytykowane za kilka niesmacznych niby to erotycznych scen. Jedyną prawdziwie erotyczną i jednocześnie ładną sceną (to zauważyła moja towarzyszka nie ja) był chwilowy akt, dosłownie parę sekund na samym początku filmu. Pozostałe sceny z erotyką miały tyle wspólnego co pokazywały genitalia. W sposób inny niż się je zazwyczaj pokazuje.

Po seansie w głowie zakotwiczyła mi myśl – “kobieta. zło. fałszywość”. Taki cel miał reżyser? Chyba. Podobno to jego najbardziej osobisty film w karierze. Jeśli tak to musiał doświadczyć od kobiety albo kobiet czegoś okropnego. Czegoś co sprawiło, że chciał pokazać nam obraz taki a nie inny. Ja odebrałem ten film też w jakiś sposób personalnie. Coś mnie przez to zabolało… Pewnie dlatego, że sam nie mam szczęścia do kobiet. A jedyna do której coś czuję też w jakiś sposób mnie zraniła. I mimo iż mało który facet, będzie w stanie pomyśleć o kobiecie którą kocha, że jest fałszywa, zakłamana, i od środka zła… To na taki tor myślenia nakierowuje nas ten film.

Na sam koniec zwracam uwagę na jedno. Przy tego typu filmach istnieje problem. Z kim iść go obejrzeć? Samemu? Może i dobra opcja dla kogoś kto po obejrzeniu filmu lubi go sobie przemyśleć w swojej własnej głowie. Ja lubię dyskusję dlatego zawsze ważne dla mnie jest by ktoś z kim idę do kina potem o filmie mógł ze mną porozmawiać. Całe szczęście jest taki ktoś. Dodam tylko, że nie jest to film, na który można się wybrać na randkę. Znajdźcie sobie bratnią duszę, której nie straszne swego rodzaju dziwactwa i w takim gronie go obejrzcie. Nie inaczej. A obejrzeć trzeba. Bo warto.


music BoX

Pampa rampa pampa, witamy państwa! Nie rezygnując z jakże ważnej roli tej strony jako miejsca przemyśleń pseudofilozoficznych o życiu, miłości, nienawiści, kochaniu nie kochaniu i innych, pragnę kolejny raz przedstawić wam smakowite kąski wygrzebane z odmętów sieci.

Zacznijmy od rzeczy przyjemnych:

Party Animals

Czasem potrzebujemy muzyki prostej, przystępnej, wesołej, tanecznej, może trochę kiczowatej. Ok, Party Animals przybyło :D Mnie ta muzyka rozbraja, w swej prostocie jest genialna. Ale co ja będę gadał. Słuchajcie sami ;)



Crystal Castles

Zakochałem się. W tym zespole. Nigdy nie ciągnęło mnie do muzyki z nurtu ataricore ale oni to przełamali. Tutaj szczególne wyrazy podziękowania należą się Łucji (pamiętam jak masz na imię no obczajasz?), bo to dzięki nie mam muzykę, która czasem zmienia mi nastrój o 360stopni na ten pozytywny.



<- to to to polecam

Na koniec coś co sprawia, że czasem wstyd z tego gdzie się mieszka. Ale chyba każde miasto ma swoich “ziomkooooffff” także bez skrupułów wstawiam. Have fun, śmiejmy się, nie posikajmy podłogi.