„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Posts tagged “kawa

Słońca podrygi

Zrobiło się ładnie, zrobiło się ciepło. Słońce świeci, zero chmurek. Zachęcająca pogoda na plenery wszelakie. Mam w głowie myśl – oby wrzesień taki był. Złota Polska Jesień. Może w Plusie też mają taką nadzieję oferując do końca miesiąca moich urodzin Youtube w komórce za darmo. Fajny pomysł – siedzisz z ziomkami na łące pada hasło „ej widziałeś ten filmik z YT?! niee?????” i wyjmujesz swój szpanerski telefon, odpalasz joŁtuba i cieszysz się filmikiem + dźwiękiem bez żadnych kosztów. Wakacje idealne.

Tak naprawdę wolałbym poprostu internet za friko. Dzięki Youtube przez jeden dzien przetransmitowałem telefonem około 100mb danych. A tyle spokojnie by mi wystarczyło na siedzenie na GG czy przeglądanie maili telefonem przez miesiąc. Ale nie… Za to muszę płacić, a za usługę, która tak naprawdę szczególna nie jest nie muszę. Cóż, życie to nie je bajka nie podrapie Cię po jajkach.

Skończył się remont w kuchni u babci. Dobrze jest, wszystko wygląda świeżo. Dobrze wykonana praca.

Nie tak dawno bo na początku tego tygodnia, po przebudzeniu na działce ogarnęło mnie zdziwienie. Jakto?! Niema burdelu?! JEST CZYSTO?!?! Tak było. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało ale chyba trzeba po prostu podziękować koleżankom z Wooda. Niestety nie obyło się bez smutnych incydentów. Takich jak jeden papieros na trzy osoby:

Coffe&Cigarette

Trzy kawki, jeden Golden. Potem było jeszcze gorzej kiedy trzeba było dopchać Bałaganowego Eclipsa do stacji benzynowej… Nie, nie ruszył na górce, nie ruszył na drodze. Na szczęście LaStrico dopchało go kawałek i daliśmy radę.

A teraz słucham Hey i jest mi smutno. Papa.


są takie chwile, które smakują jak daktyle

Bez kawki z rana, niemożliwe. W moim ulubionym kubku, który od niepamiętnych dni towarzyszy mi zawsze kiedy jakiś gorący napój ma mnie od środka rozgrzać. Takie małe przedmioty, pełno ich w życiu, które pozwalają się czuć albo sobą, albo u siebie. Ukochany kubek, portfel, empeczy plejer z muzyką, zdjęcie kogoś ważnego, plakat na ścianie, kochany t-shirt. Z czasem niektóre rzeczy się odrzuca, bo się zapomina, bo kojarzą się z dziewczyną, która Cię porzuciła. Różnie. Ale zostaną inne, bo człowiek z natury lubi otaczać się rzeczami. Dobrze, byleby rzeczy nie stały się celem gonitwy jaką jest życie.

Dzisiaj w Lublinie niesamowity koncert. Aż zatkało mnie kiedy zobaczyłem ten plakat na wydziale. Bardzo chciałbym iść, ale niestety, cena biletu jest zaporowa jak na portfel studenta studiującego z dala od rodzinnego domu. 60 zł… Przelicz sobie, ile piwa, ile innych zabawek, a jedzenia ile? No straszne. Ale gwiazdy Radżastanu… ehh…

Dzisiejszy poranek (o ile można godzinę 13 nazwać porankiem, no, ja mogę) upływa mi jakoś melancholijnie, pewnie za sprawą pogody, i pewnie za sprawą odgrzebanych zdjęć, które zobaczyłem (a mówiłem sobie, że przecież nie oglądam już starych zdjęć z innego życia). Sensu w tym wszystkim nadaje mi muzyka. No ale to tutaj, proszę, Luc:



życie.

Bardzo lubię kawę, to powinniście wiedzieć.

Natomiast strasznie sobie nie lubię uświadamiać jak moje marzenia zostały zjebane, wdeptane w ziemię, zasypane śmieciami i podpalone. Bardzo nielubię. Strasznie. Jak mnie to wkurwia. I nic nie zrobisz o nie. Psychopatą nie jestem.

O jaaa, czemu jesteś taka piękna : (