Troszkę mniej.
Było mnie ostatnio troszkę mniej i tutaj w Świecie Cozziego i ogólnie w wirtualach. Ba, cały tydzień praktycznie nie logowałem się na Tlena i było mi z tym całkiem dobrze.
Po zdaniu egzaminu z Socjologii w terminie zerowym poczułem jakby więcej wolnego czasu. Zdaję sobie sprawę, że to tylko pozory bo SESJA praktycznie już się zaczęła, łatwy egzamin z Doktryn już 1 czerwca a potem tratatatata sajgon czyli egzaminy z HPP i PHP. Po dwa tygodnie na każdy z nich, jeżeli zacząłbym się uczyć od 1 czerwca. Tak pewnie będzie (chociaż nie chcę być złym prorokiem) a lepiej by było gdybym zaczął już teraz. To nie przelewki bo te egzaminy są przejebane ale cóż zrobić. Mogę je tylko zdać i koniec. Możliwości oblania niema i nie jest dopuszczona. Koniec i huj.
Z pewnym smutkiem i rozżaleniem spojrzałem na ludzi dookoła mnie a po tym rozejrzeniu doszedłem do wniosków tych co zwykle, czyli “jest źle, jest smutno, jest beznadziejnie szaro w moim życiu”. Zazdroszczę niektórym tej ciekawej zdolności układania sobie wszystkiego tak dobrze po swojemu. I czasu na to wszystko – partner, uczelnia, hobby czesto praca. Ja jeszcze nie wyrobiłem sobie zdolności godzenia moich hobby (czy to w ogóle hobby? temat na dłuższe rozmyślanie) ze sprawami z uczelnią związanymi. Inna sprawa, że brak partnera czy to, że nie pracuję może sprawia, że takiego nic nie robienia jest na tyle dużo, że rozleniwia jeszcze bardziej i psuje mój czas, który mógłbym poświęcić na uczenie się.
Ze stanów emocjonalnej zapaści wyrywają mnie różne okolicznościowe eventy tak jak koncert Kultu w czwartek. Dobrze było popić sowicie wódki. W sumie mało pamiętam drogę na lubelską politechnikę, dobrze, że jakoś się tam znaleźliśmy zmieszaliśmy z tłumem, popiliśmy piwko, pokrzyczeliśmy jak debile, poskakaliśmy. Nawet muzyka grała, nieno Kult jest fajny. Bardziej jednak w pamięci zostanie chyba sam powrót do domu, kiedy nie-wiem-kogo-to umysł (Mundek?) wygenerował pomysł “ej, biegnijmy do domu na waleta!!!”. W sumie noc ciemna, trochę samochodów, jacyś również wracający studenci, czemu nie. Było zabawnie nawet nie było zimno. Jakieś dresiarstwo zatrzymało się samochodem wyzywając nas od geji, z innego samochodu ktoś uraczył nas komplementem “studenci jak zwykle kosmiczne pomysły”. Zastanawiam się też, jak udało mi się wejść na dach przystanku autobusowego… Nieistotne. Znaleziona tam sakiewka pełna skarbów okazała się niebezpieczna dla Matiego vel Mundka. Będę pokutował za swoje błędy pewnie jeszcze przez jakiś czas. Jedyne co smutne w tej historii to to, że koledzy moi nie zostali wpuszczeni na Łukoila gdzie mieli zamiar dokupić wódki. A mieli już na sobie ubrania. Część.
Pozostał mi miesiąc mieszkania w mieszkanku na RADOŚCI. Trudno uwierzyć, że ten czas zleciał tak szybko. Mimo codziennych problemów jak zawsze-otwarte-drzwi-do-mojego-pokoju-bo-ktoś-nie-umie-czytać albo prusaki w kuchni, czy też wcześniej dziwni sąsiedzi było fajnie. Ale co ja piszę BYŁO, jak to jeszcze miesiąc. A przez miesiąc może się dużo wydarzyć.
Podobno otworzyli Burger King’a w Krakowie… Kolejny powód by tam wyemigrować (jak się kurwa uda bo jak nie…). Zwłaszcza, że już mniej jako wadę postrzegam brak KFC na dowóz w mieście Smoka Wawelskiego. Przestałem jadać kurczaki w dostawie. Ostatnie były średnio smaczne. Do dupy takie żarcie.
Tęskni mi się trochę za domkiem. Ale huj koniec sentymentów! Proszę podesłać mi tytuły ciekawych filmów bo umieram nie mając nic do oglądania! Wolne chwile to teraz przechodzenie kampanii w Dawn of War II. Dawno nie grałem w tak fajną grę. No one will stop The Crusade!


