Drugi Tydzień & Dublin
Wczoraj minął drugi tydzień mojego emigracyjnego pobytu w Irlandii. Minął i coraz bardziej dopada mnie beznadziejność całego pomysłu z tym wyjazdem. Być może mam pecha. Z doświadczeń znajomych wynika, że gdzie za granicę by nie wyjechali praca była. Tu gdzie jestem roboty niema. Nie to żebym siedział na dupie i czekał aż sama spadnie mi z nieba. Chodzę, szukam i rozglądam się w sumie za czymkolwiek. Jednak Newbridge to chyba po prostu ogromna dziura gdzie o robotę jest ciężko. Jeszcze tydzień, jeśli nic się nie znajdzie, jeśli z Penneya i Apacha nie dostanę info, że jednak chcą mnie zatrudnić to chyba wracam.
Wczoraj byłem z Harrym w Dublinie. Mieliśmy niebywałe szczęście bo był wczoraj naprawdę ładny dzień! Świeciło słońce i było jakieś 20 stopni! Niewiarygodne ale prawdziwe. Prawdziwe Irlandzkie lato… Dziś dla odmiany jest jakieś 16 stopni i od rana pada deszcz. Słodko.
Dublin. Niby stolica ale nijaka. Ładnie odnowione najważniejsze zabytki, zrobiona za pieniądze z UE kolej podmiejska, duży duży duży Phoenix Park, parę mniejszych, ładny uniwersytet. I tyle. Zeszliśmy przypadkiem w jakieś boczne uliczki szukając centrum Jamesa Joyce’a. I oprócz tych fajnych głownych ulic Dublin to slumsy. Brud, smród, zabite dechami budynki. Nieciekawie. Miastu brakuje też jakiegoś charakteru, klimatu. Brak tu rynku, miejsc o których faktycznie możnaby rzecz, że zapadają w pamięć. To nie Praga, to nie Wiedeń, nawet nie Kraków czy Wrocław. Widać, że przed przystąpieniem do UE Dublin jak i cała Irlandia były zacofaną prowincją.
Pierwszy tydzień
Minął mi pierwszy tydzień wakacyjnej emigracji zarobkowej do „magicznej” Irlandii. Mieszkam w wiosce pod Dublinem, mała miejscowość jakich wiele, jedna główna ulica, jedno wielkie centrum handlowe, masa różnych sklepów i tak naprawdę absolutnie NIC ciekawego do obejrzenia. Dom w jakim się ulokowałem określam mianem „polskiego getta” zważywszy na to, że zamieszkują je sami Polacy i to niestety ludzie, których interesującymi określić nie można. Współczucie dla nich odzywa się u mnie bo po tygodniu rozmów i obserwacji wnioskuję, że po prostu, bez szans na jakiekolwiek godziwe życie w Polsce zostali zmuszeni do emigracji do obcego kraju…
Irlandia pełna jest polaków. Przynajmniej tutaj. Nie ma możliwości przejścia się ulicą i nie usłyszenia języka Polskiego. Jeśli ktoś chce chodzić po sklepach wielce prawdopodobne jest, że w jednym z nich sprzedawca przemówi w rodzimym języku. W marketach są polskie produkty, są polskie sklepy gdzie można kupić jedynie polskie rzeczy, polskie gazety, nadaje polskie radio. To jest straszne. Bo spora część tych Polaków to plebs przed którym uciekałbym i stał jak najdalej będąc w Polsce.
Jest tu brudno. Irlandczycy nie dbają o porządek. Kiepy, puszki, opakowania z fast foodów są wszędzie. Gdyby nie służby odpowiedzialne za czyszczenie to to by był jeden wielki śmietnik, bo Irlandczyków, zwłaszcza tych młodych szczerze pierdoli to czy ma być czysto czy nie. Tak jak w Polsce może nawet trochę gorzej.
Rude, spasione prosiaki. Tak określiłbym tutejszą młodzież. Ładnych dziewczyn widziałem tu mało, choć przyznam, są i jeśli już są ładne to zazwyczaj nawet tak bardzo ładne. Ale to nikły procent w porównaniu z ogółem. Ogólnie Irlandczycy są po prostu brzydcy. Czasem aż ciężko na nich patrzeć. Do tego moda, OMFG, tutaj wszyscy <30 chodzą w dresach! Bawełnianych, śliskich, z paskami, bez pasków, ale w dresach. Chłopaki i dziewczyny. Chłopcy bardzo często z opakowaniem żelu na włosach bo to taki lans jak włosy sie świecą i są zajebiście żelem posklejane, oh yeah!
Pogoda… Zimno : ( Kiedy słyszę, że w Polsce 30 stopni w cieniu a ja tutaj mam max 18 w słońcu to aż żal… Jest tu chłodno, często wieje wiatr, chmury na niebie to standard, rzadko kiedy świeci czyste słoneczko. Jest wilgotno. Zadziwiające jak tutejsi mieszkańcy się do tego dostosowali. Podczas gdy mi zimno w dzinsach i bluzie oni śmigają w t-shircie i krótkich spodenkach. Ale cóż, wychowani tak od małego ; )
Podsumowując: pierwszy tydzień minął nudno, nudno nudno, na obserwowaniu tego co tu się dzieje, niemrawym szukaniu pracy z którą wbrew pozorom jest ciężko (ciężko jeśli szukasz pracy na wakacje, w Lidlu możesz dostać kontrakt od ręki ale na minimum 6 miesięcy :) ). Czy jestem zadowolony z wyjazdu? Na razie nie… Ale cóż, może uda się to w jakiś sposób zmienić.