Zima w drodze
Brr. Wróciłem do Lublina. Raptem 2 tygodnie temu chodziłem po Brukseli w krótki rękawku i było mi gorąco, dzisiaj na dworze jest mi zimno w bluzie, kurtce i kapturze. Wypizd niebagatelny, widać, że zima szykuje się w tym roku do ostrego natarcia. Swoją drogą gdzieś czytałem, że w tym roku może zadziałać magia i w grudniu będziemy mieli 20 stopni. To by była polewka.
W samym Lublinie oczywiście nic się nie zmieniło. Korki te same, tak samo nie a gdzie parkować, jest kilka nowych autobusów i niby jeżdżą częściej ale jakoś nie mogę tego zauważyć. Wszędzie dookoła rotacja, ludzie pozmieniali swoje miejsca zamieszkania a ja nadal w tym samym miejscu. Jest dobrze chociaż w naszym super-highendowym apartamencie zaczynają się psuć proste rzeczy… Trzeba to będzie samemu wymienić bo właściciel mieszkania ma to najogólniej mówiąc w dupie. Trzeba żyć. Plan dobry jak na semestr zimowy także myślę, że jeśli tylko lenistwo mnie nie zabije to przetrwam ten semestr. Chociaż leń jest jak narazie silny – odrabia sobie za mało wypoczęte wakacje.
Obejrzałem film. Absolutnie epicki. Polecam, warto.
Gorąco.
W prawie półtora dnia zmieniła się pogoda. Z niewyobrażalnego upału i słońca takiego, że w Watykanie na kanapie siedzieć się nie dało zrobiło się szaroburoźle, listopad po prostu. Nienawidzę takich poranków jak ten dzisiejszy, kiedy za oknem szaro, a pierwsza wiadomość dnia dzisiejszego to email z wynikami zaliczenia. Jeb cios prosto w twarz, Cozzie, nie zaliczyłeś.
W ogóle ta sesja jest przejebana. Tak jak ostatniej zimowej nawet nie poczułem i ledwo pamiętam, że była, tak ta to po prostu jakaś masakra. Wszystko w dupe, coraz to jedna rzecz na drugiej a jeszcze wyskakują jakieś dodatkowe prace zaliczeniowe, bla bla bla. I to moje, że nie potrafię się uczyć. Kurwa, co pół roku to samo, a teraz wyjątkowo paskudnie bo MUSZĘ wszystko zaliczyć. Muszę, po prostu niema innej opcji.
W wolnej chwili filmy. Znalazłem sobie listę do obejrzenia. Wczoraj w nocy THX 1138. Zobaczcie sobie:
Antichrist
Minęło już parę chwil od dnia kiedy wybrałem się do kina obejrzeć najnowszą produkcję Larsa von Triera. Z jednej strony miałem mało czasu aby cokolwiek napisać, z drugiej ten film nie jest takim, który można opisać dwoma słowami zaraz po wyjściu z sali kinowej…
Idąc na ten film byłem przepełniony informacjami wyniesionymi z przeczytanych wcześniej recenzji. Na Festiwalu Filmowym w Cannes (gdzie „Antichrist” został zaprezentowany po raz pierwszy) poruszył publiczność. W różny sposób, gdyż spora część widowni po prostu opuściła seans w trakcie. Czytałem też wiele komentarzy odnośnie tego jaki to film jest i w wielu z nich widzowie twierdzili, że musieli opuścić seans z powodu tego, jak niesmaczny jest ten film. Takie komentarze to dla mnie najlepsza rekomendacja, jeśli dodać do tego, że „Antichrist” był nominowany do Złotej Palmy, a główna aktorka zdobyła Złotą Palmę w kategorii najlepsza aktorka, to po prostu film musiałem obejrzeć.
Na ten film można iść według dwóch założeń – jeśli ktoś wie kim jest Lars von Trier to wie również, że może się po jego filmie spodziewać czegoś głębszego. Natomiast jeśli ktoś nie wie kim ww. reżyser jest to słysząc o tytule „Antychryst” może wybrać się na ten film jak na kolejną część „Piły”. I jeśli wybierze się z takim nastawieniem to niestety będzie zawiedziony…
Światowej sławy psychiatra i jego młoda żona, badająca historie czarownic w średniowieczu, wyjeżdżają do domu na odludziu, by zaszyć się przed światem i zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami. Zamiast ukojenia znajdą tam jednak niszczycielską moc sięgającą początków świata. Będą musieli stawić czoła potężnej i przerażającej sile, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy.
Taki opis filmu prezentuje nam dystrybutor. I w moim odczuciu NIJAK ma się on do tego co w filmie znajdziemy. Ból, rozpacz, problemy z psychiką, zło wynikające znikąd… Nie wszystko jest tu podane na talerzu, ba, bardzo mało. Film pełen jest metafor, różnych odniesień, zarówno słowa wypowiadane przez bohaterów jak i obraz każą się skoncentrować i myśleć. Im większa nasza wiedza ogólna tym lepiej, bo tym więcej odniesień możemy w tym filmie znaleźć. Adam i Ewa, Eden, kuszenie… Wiele, wiele.
W zasadzie nie jest to też film straszny. Nie straszny nas w sposób prymitywny jak wszystkie amerykańskie horrory. Buduje za to atmosferę a strach w zasadzie budujemy my sami. To jak kojarzymy i co nasza głowa podpowiada, że zaraz może się stać.
Dzieło Larsa von Triera było krytykowane za kilka niesmacznych niby to erotycznych scen. Jedyną prawdziwie erotyczną i jednocześnie ładną sceną (to zauważyła moja towarzyszka nie ja) był chwilowy akt, dosłownie parę sekund na samym początku filmu. Pozostałe sceny z erotyką miały tyle wspólnego co pokazywały genitalia. W sposób inny niż się je zazwyczaj pokazuje.
Po seansie w głowie zakotwiczyła mi myśl – „kobieta. zło. fałszywość”. Taki cel miał reżyser? Chyba. Podobno to jego najbardziej osobisty film w karierze. Jeśli tak to musiał doświadczyć od kobiety albo kobiet czegoś okropnego. Czegoś co sprawiło, że chciał pokazać nam obraz taki a nie inny. Ja odebrałem ten film też w jakiś sposób personalnie. Coś mnie przez to zabolało… Pewnie dlatego, że sam nie mam szczęścia do kobiet. A jedyna do której coś czuję też w jakiś sposób mnie zraniła. I mimo iż mało który facet, będzie w stanie pomyśleć o kobiecie którą kocha, że jest fałszywa, zakłamana, i od środka zła… To na taki tor myślenia nakierowuje nas ten film.
Na sam koniec zwracam uwagę na jedno. Przy tego typu filmach istnieje problem. Z kim iść go obejrzeć? Samemu? Może i dobra opcja dla kogoś kto po obejrzeniu filmu lubi go sobie przemyśleć w swojej własnej głowie. Ja lubię dyskusję dlatego zawsze ważne dla mnie jest by ktoś z kim idę do kina potem o filmie mógł ze mną porozmawiać. Całe szczęście jest taki ktoś. Dodam tylko, że nie jest to film, na który można się wybrać na randkę. Znajdźcie sobie bratnią duszę, której nie straszne swego rodzaju dziwactwa i w takim gronie go obejrzcie. Nie inaczej. A obejrzeć trzeba. Bo warto.
PLANET LUC
Długo przymierzałem się do opisania tego wydawnictwa. Wynikało to głównie z faktu iż wielkie wrażenie ta produkcja na mnie wywarła. Zacznijmy jednak od początku.
L.U.Ca słuchałem już wcześniej. Kiedy średnio przepadałem, za jego solowymi albumami tak płyty zespołu, który stworzył czyli Kanału Audytywnego było dla mnie po prostu w każdym względzie genialne do słuchania. Przewijały się gdzieś już tutaj przez ten blog pamiętam teledyski L.u.ca. Na wieść o mającej się ukazać nowej płycie ucieszyłem się, chociaż miałem szczerą nadzieję, że będzie to coś bardziej przystępnego niż poprzednia płyta nagrana z Rahimem.
PLANET LUC to płyta (o podtytule PolaQwitu), książeczka z tekstami piosenek, dłuższym opowiadaniem i rysunkami oraz film na DVD o wdzięcznym tytule „Odpowiedzi na które nie ma pytań”. Jak mówi sam L.U.C wszystko to składa się na zaawansowaną formę przekazu i właśnie przez połączenie muzyki, tekstu, grafiki i filmu artysta ten chce dotrzeć do odbiorcy. Do mnie dotarł, głównie tekstami piosenek, które w jakiś sposób stały mi się strasznie bliskie. Słuchając tej płyty zawsze w głowie pojawia mi się odniesienie do jakiegoś fragmentu mojego życia, co powoduje, że słucham tej płyty a przynajmniej niektórych kawałków regularnie. Oprócz genialnych tekstów, jak zawsze u L.u.ca mamy tutaj syntezę różnych gatunków co powoduje, że płyta jest niezwykle ciekawa muzycznie. Może nie tak bardzo jak płyty Kanału ale jest.
Mimo, że płyta tworzy całość to wyróżniają się dwie jej części. Przebudzenie 4 – Sztampoland, oraz Przebudzenie 5 – Witu. Tak jak mniej optymistyczna pierwsza część płyty traktuje o Polsce, realiach w jakich się znajdujemy, tak część druga zdecydowanie już pozytywna zabiera nas w to tak zwane WITU, czyli „krainę mitu gdzie nic nie jest do kitu”. I jest pozytywnie do samego końca (notabene ostatni kawałek o tytule „Happy end and up happy hands” to jeden z bardziej pozytywnych kawałków zasłyszanych przeze mnie w ogóle).
L.U.C – O PÓŁOBROCIE CZAKA CZYLI O PRZYCZYNIE PĘDU
Powyższy teledysk warto obejrzeć bo to taki wstępik do klimatu całej płyty jak i też twórczości L.U.Ca dla tych którzy wcześniej nie mieli z nią styczności.
Cóż nie mogę nie wspomnieć o filmie dołączonym do płyty. Dzieło L.U.Ca i Piotra Bartosa jest specyficzne. Nie mamy tu fabuły, specjalnej akcji, bardziej posklejane różne sceny. Lubię twory nie wpisujące się w żaden kanon wobec czego film oglądałem kilka razy szukając w nim i rozszyfrowując przekaz, który niewątpliwie jest. Zwrócę jednak uwagę, że film ten będzie ciężki do przyswojenia jeśli nie jest się fanem filmowych eksperymentów. Spotkałem się już z opiniami, że jest to nieudana próba i oglądać się nie da. Ja ze swojej strony polecam.
Trailer PLANET LUC
L.U.C oczywiście nie stworzył płyty sam. Gościnnie zawituje na płytę Zgas (jeden z najlepszych polskich beatboxerów) a także w jednym kawałku Urszula Dudziak. Chwała, że są w naszym kraju artyści, którzy co prawda są w niszy ale tworzą coś co jest więcej niż tylko muzyką do puszczenia sobie dla dobrego samopoczucia. Jeśli więc masz około 40 zł to idź do Empiku i spraw sobie podróż do WITU. Zwłaszcza gdy za oknem ciapa i wcale nie rosną pomarańcze.
a gdy się wali pali kończy świat
„Dzień dobry, Kolumbie – tymi słowami matka przypominała mi, że Amerykę już odkryto, a sny na jawie nie przystawały do rzeczywistości. Po co dalej oddychać skoro ktoś ci powiedział, co odróżnia jabłko od roweru? Jeśli ugryzę rower i przejadę się na jabłku, poznam różnicę. Najbardziej męczy mnie myślenie o tym, co mam robić. Ojciec mówił, że jeśli chcesz zobaczyć czyjąś duszę, musisz obejrzeć jego sny. Będziesz współczuł tym, co siedzą w większym gównie.”
- Arizona Dream
no.good
Wszystko tak zapierdala, że zapomniałem na śmierć by cokolwiek pisać. Zresztą… Czy jest w ogóle o czym pisać?
Annihilation
Padł mi dysk jakiś czas temu. Nikomu absolutnie nie życzę komunikatu podczas skanowania dysku „wystąpił jeden, krytyczny, nieodwracalny bład”. Pierwsze – panika. Na całe szczęście po zbadaniu dysku okazało się, że fizycznie nie jest uszkodzony. Fajnie. Ale co dalej? Wyszukiwanie for internetowych i próba naprawy partycji – niestety zakończona fiaskiem. Próbowałem na dziesiątki sposobów – całej partycji nie udało się odzyskać. Pozostało mi po prostu wyciągnięcie plików i zgranie ich na inny nośnik. Jednak większość przereklamowanych komercyjnych programów okazała się niezdatna. Jakiś pirat jednak pomógł. Dane odzyskałem. Nie chce mnie się tylko sformatować dysku na nowo… Straszny leń
300
Byłem dzisiaj na „300″. Świetny film. Czuje się klimat komiksów Millera. Momentami montaż scen podobny do „Sin City” no ale wiadomo. Warto iść dla samego widowiska, prawdy historycznej to tam się zbytnio nie znajdzie. Szkoda, że niepotrafię być taki nieugięty jak Spartanin.
Bezsilność
Najgorsze uczucie na świecie. Nienawidzę go. Jak ja kurwa nienawidzę czuć się bezsilnym! Dlaczego więc to uczucie mnie tak bardzo ciągle przepełnia?
Pozytywnie
Żeby nie było to zakończmy tą notkę jakimkolwiek optymistycznym akcentem. O np.
Bleh… Dobranoc.



