ferie.
Ferie, już niby prawie tydzień. Troszeczkę sie pracuje ale przez większość czasu jednak się opierdala :P Czyli jak to zwykle. Na całe szczęście jadę w góry. Kolejna ucieczka od wszystkiego połączona z aktywnym wypoczynkiem to jest to czego mi trzeba, coś co mam nadzieję pozwoli mi naładować baterie, oderwać się od rytuny, zerwać z pewnymi nałogami i wrócić do Kielc potem tak aby umieć przygotować się do matury. A potem ją zdać. Bylebym tylko nie połamał nóg :P Wracam za tydzień. Bez kontaktu raczej ; )
Po prawej stronie nad wyszukiwarką jest okienko “reklam google”. Nie aby ten blog tutaj stał się komercyjny ale z każdą swoją wizytą tutaj -> kliknijcie. Podreperujecie troszkę, mój budżet, który zazwyczaj kuleje. A poświęcicie na to ledwie 30 sekund ;)
Sanki.of.doom
Koniec ferii. Ostatni dzień i zaczyna się ostre zapierniczanie w szkole. Jestem tym wielce niepocieszony ale mam nadzieję, że ostatni dzień spędzę tak aby dobrze zakończyć ferię.
Warto abym wspomniał o ostatnim piątku kiedy to nasza ekipa udała się NA SANKI. Zabawa była przednia, nie myślałem, że nasza banda może tak dobrze bawić się na sankach i w śniegu. Późniejsza sesja w Neuroshimę u Orqa też była niczego sobie nie wliczając patologicznego powrotu kiedy samochód Pokema wyraźnie odmówił posłuszeństwa. Nigdy więcej pchać tego złoma w zasrany mróz taki długi kawał, NIGDY!
Podsumowując całe ferie. Było dobrze. Fakt, że nie zrobiłem wszystkiego co chciałem ale… Imprezowy pierwszy tydzień, spokojniejszy drugi… Czekam na następne wolne.
A tutaj filmik z sanek, postaram się wrzucić jeszcze jakieś zdjęcia.
[youtube]XX3y5zNQ7HA[/youtube]
A to nasza saneczkarska ekipa:
I już po. Czekając z FLoydem i Papu na resztę składu byliśmy tak przemarznięci, że chwytalismy się każdego pomysłu na CIEPŁO. Chociażby grzejąc się od autobusu ^_^
no.perfect
6 dni. Ha. Co to było za 6 dni! Nawet nie warto się rozpisywać, to było niepowtarzalne, kto był ten wie i nie zapomni. Dzięki Ci Szpaq jednak, że byłeś w momentach kiedy miałem dość. Nawet nieświadomie. Skończyło się, koniec niestety ciężki ale poszedłem na ENEMEF do kina i przynajmniej jeszcze w ten sposób, ostatni raz odreagowałem to co mnie wyniszcza. Niema to jak piwko od Felka o 3ciej w nocy na Placu Artystów, o tak…
I wypadałoby powiedzieć “no. it’s perfect” i uśmiechnąć się szeroko.
Heh… Trochę ciężko.

