„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Posts tagged “ekipa

WARparty

Czwartkowy wypad na zachybie był inny niż zwykle. I kto wie czy nie był to już ostatni wypad w tym sezonie. Pogoda jaka jest – sami widzicie wyglądając za okno…

Przeziębiłem się. Środa to był dramat, czwartek też, dopiero wczoraj zaczęło jakoś przechodzić. Dlatego grillowanie i ognisko mogło się nie udać. Jak się potem okazało, ognisko wyszło (prawie) do końca, jedyne co nam nie pomogło to deszcz… To była dobra impreza w starym osiedlowym składzie. Brakowało kilku osób ale w jakimś stopniu odtworzyliśmy klimat dawnych spotkań. To chyba sprawa wódki – prawda jest taka, że tego alkoholu w takiej grupie nie piliśmy już dawno, nawet bardzo dawno. Jeśli by chcieć być szczerym… Nie, nie będę sobie przypominał. Do wódki dołożyliśmy kilka komputerów, router i Warcrafta 3 – tym sposobem wróciliśmy do tego co dawno dawno temu robiło nam na osiedlu zajawkę. Bosko.

Coś co warte jest uwagi w tej opowieści to jej smutna część – a oczywiście, bez jakiegoś wypadku imprezy być nie może. Cóż… Nie polecam jeździć szybko polną drogą po błocie, kiedy przez ostatnie 6 godzin lał deszcz. Nawet jeśli ma się specjalną SKODĘ WRC. Paps nie wyrobił na zakręcie czego efektem był samochód zakopany w błocie na wczoraj oranym polu… Nie chcę myśleć co by było gdyby było nas mniej niż te 7 chłopa. Wyciągnęliśmy ten samochód robiąc jednocześnie w całej wsi za koguty – bo było już przed 4 rano. „Robić wieś większą niż sama wieś” – ta właśnie sztuka nam się udała.

Mógłbym tu jeszcze napisać, że dzień dzisiejszy u Floyda też minął dobrze, Ergo Proxy, Magic, bajery, ale znów wyjdzie, że jestem leniwy i zamiast robić coś konkretnego to opierdalam się zdrowo. Ale nie! Robię coś, w zaciszu swojego pokoju dalej snuję wizje… Nieważne czego, nic nie napiszę bo zapeszę :P

PS Zdjęcia wkrótce.


Przystanek Woodstock 2009

Z Woodstocku wróciłem parę dni temu a cały czas żyję tym wydarzeniem. Przypominam sobie wszystkie akcje, to jak zajebiście było. Potrzebny mi był taki wypad, takie niesamowite wydarzenie, taka odskocznia. Przez te 4 dni tam było inaczej. To było inne życie, brak trosk nie myślenie o różnych gównianych w pełnym tego słowa znaczeniu rzeczach, które otaczają mnie na codzień. Wolność. Miłość. Muzyka. Tak, czułem się tam wolny, i nie mówię tu o róznego typu zakazach i nakazach z którymi się stykam. Czułem, że moja głowa jest wolna od tego co męczyło mnie przed Woodstockiem, od tego co męczy mnie od dobrych kilku lat. To było dziwne uczucie. Dziwne bo ja nie wyobrażałem sobie, że mogę czuć się tak dobrze SAM. Ale czułem się, przez 4 dni było mi dobrze. Nie chcę myśleć o tym jak jest teraz. Jak jest? czy jest? czy coś się zmieniło? jest Ona nie ma Jej? Nie wiem. Coś napewno się zmieniło. Może na chwile, może na trwałe. Nie myślę. Staram się nie. Staram się żyć tamtym wydarzeniem aby moje lęki i smutki nie wypełzły już na wierzch aby ich nie było aby się schowały i zasnęły na zawsze FOREVER chcę sobie krzyknąć do głowy…

Pewnego wieczoru, tam, siedząc akurat sam, będąc pod wpływem różnych środków a dookoła mnie ludzi tłum i gwar taki, że myśli powinny ściskać się jak sardynki w puszce; ja pomodliłem się dziękując Bogu. Rzadko się modlę bo nie umiem chyba zrobić tego tak aby być zadowolonym, nie potrafię do końca wyrażać słowami tego co w mojej głowie. Ale Bóg chyba rozumie mnie bez słów bo ja wtedy nic nie mówiłem tylko myślałem, słałem swoje myśli tam w górę do gwiazd bo zakorzenione mam w świadomości, że to tam jest Niebo i może ja tam kiedyś będę. Chciałbym mieć niebo na ziemi, żyć bez trosk. Mrzonki tak jak ktoś był mrzonką.

To co utkwiło mi w głowie po tym wypadzie to moja naiwność. Ślepa wiara w bezgraniczną miłość na całe życie. Ja na tym się opierałem, ostatnie kilka lat wierzyłem w to, że jeżeli kocham i chcę kochać to w końcu ta osoba to zauważy i w ten czy inny sposób znów będziemy mogli żyć obok siebie. Woodstock pokazał mi, że to utopia, że ile tak naprawdę jest osób które tak myślą? Mało. Ludzie przychodzą i odchodzą, poznają się nawzajem, fascynują, lądują w łóżku, są szczęśliwi przez jakiś czas a potem JEBUDUP koniec. Umowa na miłość wygasła.

Gdybym potrafił chciałbym być bezuczuciowym chamem.

Poznałem wielu wspaniałych ludzi, bawiłem się świetnie z moimi starymi przyjaciółmi, dobrze było znów spotkać ekipę Allseronu. Ale najmilej było poznać Małą Czarną. I najsmutniej było Cię żegnać…