kam bek.
Koniec ferii i czasu wolnego. Za 11 godzin będę siedział w szkolnej ławce myśląc o przysłowiowej „dupie Maryny”. Tyle, że przynajmniej troche chyba więcej siły mam do nauki.
Wyjazd się udał. Dobrze jest czasem przypomnieć mięśniom, że są od tego aby pracować. Dobre jest to maksymalne zmęczenie po całym dniu pomykania na stoku. Jednak do końca się nie wymęczyłem. Po pierwsze pogoda mogła być lepsza. Większy mrozik czy cuś. Po drugie Słowacy. Leniwe chamy nie potrafią dobrze przygotować stoków do jazdy. Wkurwiłem się kiedy okazało się, że fragment stoku nie był ratrakowany przez 2 dni! A reklamują się, że niby mają zajebiste stoki. Cóż, co kraj to obyczaj. Piwo mają dobre. I tanie. Do tego stopnia, że obecnie jak patrzę na piwo to mnie cofa. Serio.
Wczoraj w Mehehe tylko trochę emo-ludzi, którzy tak dobitnie mnie wkurwiają. Na szczęście towarzystwo „samych swoich” nie pozwoliło mnie się nudzić. Troche zjebałem sobie powrót, naprawdę dawno nie zdarzyło mi się rzygać przez otwarte okno, ale, nowe cenne doświadczenie i założenie „nie rób tego nigdy więcej”.
Kupiłem sam sobie prezent na Słowacji, jeżeli ktoś ma pomysły jak można go dobrze spożytkować w najbliższym czasie to oczekuję sensownych propozycji :)