„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Latest

Pełnia czasu.

Nie pamiętam kiedy zacząłem marzyć. Robić sobie w głowie wymarzone światy, jestem superbohaterem, multimilionerem, paladynem zakonu słońca, kosmicznym imperatorem, chłopakiem swojej wymarzonej dziewczyny. Zamykam oczy i jestem w miejscach, których niema i nigdy nie będzie. Marzę i zasypiam i znikam i budzę się tu i teraz w szarej rzeczywistości i tak z minuty na minutę z godziny na godzinę z dnia na dzień i z roku na rok czas leci i nie zmienia się nic. Alkohol, trawa, rpg, ucieczki od bycia tym kim jestem, znikanie i pojawianie się, flashback przebłysk, bo nigdy nic nie dzieje się tak jak bym chciał, wszystkie plany coś pierdoli, romantyczny sen o życiu bez problemów żeby trwał jak najdłużej.

To podobno jest w życiu najpiękniejsze, że żyje się raz, że nie można nic cofnąć, że raz podjęte decyzje do końca nas prześladują. Gdzie jest kurwa reset, gdzie jest magiczne new game, zrobię to jeszcze raz to wyjdzie lepiej, nie, tym razem tego nie spierdolę bo wiem jak powinienem, ta droga to nie był mój path, spróbuję tędy. Czemu o wehikule czasu mogę tylko myśleć i już nic z tego co zrobiłem nie mogę zmienić?! Co jest w tym pięknego, że odwracasz głowę a tam te Twoje porażki które powielasz i powielasz i nie wiesz co dalej i boisz się podejmowania jakichkolwiek decyzji bo kurwa znów coś się spierdoli.

Jest coraz lepiej. Nic się nie pierdoli. Gładko do przodu. Bez poprawek.


Polska, kościół i pomniki.

W Świebodzinie powstaje ogromna statua Chrystusa Króla. Pomnik ma mieć około 35 m wysokości. W Warszawie trwa budowa Świątyni Opatrzności Bożej. Tu prace wykonywane są na wysokości 55 m. Czy tylko w ten sposób Polacy umieją pokazać swoją religijność? Czy potrzebny jest nam ten „gigantyzm religijny”? Czy naprawdę udowadnia siłę naszej wiary?

Więcej budować! A jeżeli już budować cokolwiek to niech to będzie wielkie i monumentalne. Zrobione ze smakiem i wybudowane w dobrym miejscu. Tak naprawdę – co to za różnica, czy wybudowany zostanie wieżowiec biurowy czy gigantyczny pomnik? Dla mnie żadna, bo nie czuję silnego związku z kościołem jako instytucją. Nie interesuje mnie polska religijność, gigantyzm, udowadnianie siły wiary. Ale chciałbym, żeby piękne rzeczy w Polsce powstawały.

Z drugiej strony – żyjemy w takim a nie innym kraju, gdzie kultura nasycona jest katolicyzmem. W szkołach jest religia (jedna jedyna, wiadomo jaka), na każdym większym osiedlu stoi kościół, wszędzie wiszą krzyże. Czy to coś, złego, szkodzi komuś? Chyba nie, po prostu, taka nasza „polskość”. Czasem drażniąca kiedy dochodzi do ekscesów jak pod pałacem prezydenckim gdy grupa fanatyków uprze się na coś. Drażniąca, kiedy kościół zabiera się za politykę mimo, że nie powinien. Ale to raczej to drażni, zachowanie ludzi którzy uważają się za wierzących a swoim zachowaniem ośmieszają swoją wiarę. Wielki pomnik nie powinien nikogo drażnić, tak samo wielka świątynia. Chyba, że ktoś jest zadeklarowanym antyklerykałem i drażni go wszystko co z kościołem związane. Wolę pomnik Chrystusa, niż meczet za oknem.

Notka napisana do debaty -> http://gigantyzm-religijny.debata.blog.pl/

Perspektywy

Stuknęło mi na karku 21 lat. Właściwie to jeszcze nie, pierwszy września jest dopiero za 2,5 godziny ale to już prawie. Oczko tak zwane, kolejna po 18 duża okazja do świętowania. Nie wiem skąd się to wzięło, czemu oczko, czemu akurat 21. Bo 3×7 a 7 to szczęśliwa cyfra? Nie dociekam.

Wiele osób, w tym moi rodzice, uważa, że będąc studentem, mając ileś tam lat, powinno się już być osobą dojrzałą emocjonalnie, osobą która poważnie myśli nad swoją przyszłością oraz jako tako wie jak żyć. Ja natomiast nie wiem. Nie mam pojęcia jak mam żyć, nie mam pojęcia jaka będzie moja przyszłość, nie potrafię też pracować nad sobą by spełniać zewsząd stawiane mi wymagania. Jestem strasznym frustratem wkurwia mnie wiele rzeczy. Najbardziej w tym wszystkim wkurwia mnie to, że potrzebuję pieniędzy. Że brakuje mi pieniędzy. Że tyle o ile nie klepię biedy to przydałoby się więcej więcej i więcej. Bo samochód co chwila się sypie, bo aktualnie komputer się sypie, bo fajnie by było nie musieć oszczędzać oraz móc pozwolić sobie na więcej przyjemności. Ale skąd ja mam wziąć pieniądze? Od nikogo nie dostanę – rodzice i tak już wystarczająco na mnie harują. Praca – fajnie by było pogodzić pracę ze studiami. Ja póki co nie potrafię sobie poradzić nawet z samym studiowaniem. Studiuję i gówno z tego mam. Oh wiedza. No zajebiście, wiedza wiedza wiedza, fajnie dużo wiedzieć. Ale kurwa, co z tego, że fajnie kiedy wszystkie gazety mówią, że magistrowie po studiach nie mają roboty. Albo mają. Za 1500zł, na kasie w biedronce. To demotywuje. Ha, no niby za dobrą naukę są stypendia. Super, że są. 400zł za średnią 5.0. A na średnią 5.0 trzeba albo konkretnie zapierdalać albo mieć farta. Ja farta nie mam, zawsze byłem pechowcem, a zapierdalać jak mały motorek, nie mieć życia prywatnego tylko po to by dostać 400zł za które nawet mieszkania nie opłacę… Nie, to mnie nie mobilizuje, to mnie demotywuje dodatkowo. Muszę zdać egzamin. Wiem, że muszę. A nawet nie potrafię się za to zabrać.

Wszystko kręci się dookoła kasy. Całe życie współczesnego człowieka. Nie masz kasy – jesteś nikim i wart dosłownie tyle co gówno. Masz kasę możesz wszystko, robić to co chcesz, spełniać marzenia, realizować pasje. Tak wszystko, a jak mi ktoś będzie pierdolił o takich rzeczach jak „wartości niematerialne” to niech spierdala. Bo za pomocą kasy mogę sobie zapewnić też spokój ducha. Tylko muszę ją mieć. A jak to zrobić w tym kraju? Gdzie władza kradnie o oszukuje, i nieważne czy to PiS czy PO, prawica czy lewica. Władza oszukuje, ludzie oszukują. Ludzie kradną bo mogą. Politycy kradną bo mogą. Sądy są niesprawiedliwe, ręka rękę smaruje. Trzeba mieć tylko znajomości – wtedy można nic nie robić jakaś posadka zawsze będzie. Pół biedy, niech sobie rząd kradnie z podatków, tylko nie pozwoli ludziom robić to na co mają ochotę. A tu nie! Chciałbym sobie posadzić krzaka marihuany. Albo dwa lub trzy krzaki. Tak na własny użytek. Byłoby fajnie bo zielsko jest relaksujące. Plus zawsze jakiś zastrzyk gotówki ze sprzedaży znajomym. Ale nie mogę. Bo jakieś kurwy w rządzie tak twierdzą. Że to są narkotyki. Że zło. Pewnie, że zło, zło dla tych pizd, którzy mają kasę od mafii byleby tylko wszystko delegalizować. Mafia zajmuje się nielegalem, im więcej nielegalnych rzeczy tym większa kasa dla mafii. A jak się ma dużo kasy to zawsze można posmarować rękę jakiemuś politykowi. A co.

Może faktycznie jestem do dupy – są przecież ludzie, którzy robią studia, pracują w wakacje, albo pracują i studiują jednocześnie. Jakoś zaliczają te egzaminy, jakoś sobie odkładają kasę. Jakoś to POTRAFIĄ. Ja coraz częściej mam poczucie, że nie potrafię nic – ze studiami krucho, pracować to jeszcze w życiu nie pracowałem więc nie umiem. Smutno mi i źle, narzekam na wszystko, za nic nie potrafię się zabrać. 13 dni do HMSu a ja przez całe wakacje nawet nie ruszyłem tego podręcznika, kiedy wiem, że gdybym sobie powtarzał codziennie jakiś materiał to zdałbym to z palcem w dupie. A nie zrobiłem nic co tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu…

Za dużo myślę za mało robię. Za dużo gadam za mało robię. Ale i tak nie potrafię nic z tym zrobić. 10 osób może mi pierdolić „weź się za siebie, Boże nie marnuj swojego życia!” a po mnie to spływa. Nie wiem czemu. Wracam co chwila myślami do przeszłości, swojej, do któregoś momentu w swoim 21 letnim życiu. I tak sobie siedzę i myślę, jak to kurwa było fajnie, no kurwa było rewelacyjnie ale czemu się skończyło! Bez sensu. Bez sensu, że tak wracam. Przykład taki: wiele dziewczyn mi się podobało, wiele nieskutecznie podrywałem. I bardzo często wracam sobie myślami do nich, i tak myślę „kurwa, no ale ona jest fajna, czemu się nie udało, może by tak spróbować…”. I rozmawiam sobie z nimi, rozmyślam, czy jest jeszcze jakaś szansa… HELOŁ! Normalny człowiek by stwierdził, że to rozdziały zamknięte, o porażkach powinno się zapominać. Ale nieee, nie ja, jestem taki zajebisty, że mogę cały czas myśleć o porażkach i o tym, że a może da się je jeszcze zamienić w sukces. I ta mądra cześć mojej głowy mi podpowiada – nie da się Cozzie, idź do przodu. Szkoda, że moja mądra część uaktywnia się tylko wtedy kiedy o czymś piszę i mówię. A nie wtedy kiedy mam coś robić i prostować swoje życie… I tak wszystko jest do dupy, ciągle zawsze i codziennie a ja boję się, że kiedyś obudzę się bez niczego na ulicy.

To ja Sen.


Chwytam Cię za rzęsę.

SummerTime

Miałem pisać jakiś czas temu. Że rok akademicki dobiegł końca, że wiele rzeczy przez ten czas sobie przemyślałem, że dojrzałem, że jest lepiej, itd. bla bla bla bla bla. Gówno. Niewiele się zmieniło.

Ok, ten rok był sympatyczny bo zacząłem nowe studia, znacznie ciekawsze i mniej stresujące niż poprzednie. Rok był sympatyczny bo wszystko szło też jak po maśle, zaliczenia itd. Źle i ciężko nie było. Ten rok był sympatyczny bo zdecydowanie więcej niż w zeszłym roku sympatycznych ludzi przewinęło się obok mnie. Co prawda byli też ludzie, których nie powinienem był poznać, zjebane chomiki zachowujące się jak gestapo, na których myśl ciśnie mi się na usta tylko „WTF?! ja pierdole…”. Co prawda miłość mnie nie odnalazła mimo, że sam czuję się zakochany (tu powinien być dłuższy wywód na ten temat… ale… nie, nie będzie, nie teraz). Co prawda nie znalazłem żadnej możliwości wzbogacenia się. W totka w tym roku ciągle nie wygrałem. Fail.

Nie wiem co się dzieje. Czuję się wyalienowany. To chyba przez to, że jak tylko wróciłem do CK to czekała na mnie robota na działce. Taczki, łopata, 2 tony ziemi, trawa, grabie, podlewanie. No jest co robić. I mimo, że nie zapierdalam od rana do wieczora, to kiedy codziennie rano budzę się i myślę „kurwa, zaraz znowu na działkę…” to jakoś, no rozbity w huj jestem. Wracam do domu i nic mi się nie chce. Ale kończę, dzisiaj dokończę trawnik i tyle. Potem ojciec weźmie sobie urlop, zamieszka na działce i ja nie będę tam już potrzebny. UFFFFF…

Żyję perspektywą Woodstocku. Bez kitu, zostało jeszcze do tej imprezy mniej więcej 3 tygodnie a ja tylko o tym myślę. Planuję jaki namiot sobie kupić, z kim jechać, co spakować, co zabrać, co będę robił. Tak to jest jak wcześniej nie robi się planów. Chciałbym też jeszcze jeden plan zrealizować ale nie wiem czy się uda – jak zwykle finanse. To smutne, że czasami marzenia są w huj proste a mimo to, żeby je zrealizować potrzebna jest kasa. Za dużo kasy. Nie wiem, może w sierpniu będę zbierał truskawki/banany/kokosy i zarobię. Nic nie wiem.

Czekam tak sobie a dni płyną. Egzystencja, wegetacja, alienacja. Kurwa mać.

fikcja

58 godzin minęło. 58 godzin miało wystarczy. Niestety, 58 godzin temu byłem w hmsowej dupie i w takiej pozostałem.

KUUUURWAAAAAA MAĆĆĆĆĆĆĆĆĆ!!!

Gdybym potrafił być w 100% niezależny od nikogo i nie podatny na krytykę to byłby raj. Taki już jestem – większość rzeczy mam w dupie. Sam dla siebie nie muszę dużo. Nie mam dużych wymagań. Mogę być taki jaki jestem i będzie mi z tym dobrze. Ale nie jestem sam. W około mnie pełno ludzi, ważnych i nie ważnych, takich których kocham i takich, którym nie wahałbym się strzelić w łeb. Nienawidzę tylko zawodzić innych. Boli mnie to, psychicznie czuję się jak dno. Ty tego nie widzisz a ja czuję się jakby całe moje ciało było nakłuwane szpilkami. I czasami nie potrafię. Nie potrafię zrobić wszystkiego tak żeby każdy był zadowolony. Nie potrafię nawet kiedy mi na tym cholernie zależy. Proszę Cię tylko czasami – daj mi się nie zawieść. Daj mi spróbować zrobić wszystko najlepiej jak potrafię, może tym razem się uda.

„Dlaczego nosisz to głupie ubranko człowieka?”

Jestem zależny od tylu rzeczy, które mnie otaczają. Jestem od kogoś zależny finansowo, emocjonalnie w coś zaangażowany, społecznie poprawny. Noszę moje przebranie człowieka bo tego wymaga ode mnie życie. Społeczeństwo. Zawsze chciałem gdzieś uciec, być na granicy tego co nazywamy istnieniem. Zawsze wydawało mi się, że moje ubranko jest niedopasowane. Nie to miejsce, nie ten czas, nie Ci ludzie, nie ta wiara, nie ta miłość. Marzę sobie by obudzić się w miejscu gdzie mógłbym ŻYĆ a nie dopasowywać się, być elementem jakieś układanki. Mam nadzieję, że dusza jest wieczna i kiedyś ta moja trafi w takie miejsce. A narazie… TU i TERAZ. Codziennie z poczuciem noszenia głupiego ubranka.