„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Latest

Zaraz Woodstock

Do oficjalnego rozpoczęcia XVII przystanku Woodstock pozostał jeden dzień. Jednak miasteczko festiwalowe tętni życiem już od 2 dni. To z jednej strony potwierdzenie przewidywań, że w tym roku ludzi będzie więcej, że będą też wcześniej, ale z drugiej strony zaskoczenie – jak to, już w poniedziałek tyle ludzi?

Pierwszy dzień to była zabawa w obóz. Znalezienie miejsca, ogrodzenie tego miejsca, postawienie namiotów, zapoznanie z sąsiadami. Prezentacja Wooda tym, którzy są tu po raz pierwszy. Każdy newcomer zawsze mówi to samo – o kurka, jak tu jest zajebiście.

LIDL! To była chyba największa niespodzianka. Postawili Lidla, pełnowymiarowego, z dosłownie wszystkim co może być potrzebne na festiwalu. I ceny, normalne ceny lidlowe, 5 litrów wody za 1,5zł, lody za zeta, no amazing amazing. I płacenie kartą. Jak na zachodzie, powoli Woodstock się cywilizuje, i mimo, że pancury są wszechobecne i dalej sępią wszystko co się da, śmierdzą i wkurwiają wszystko na około, to Jurek ma dobre pomysły, i jeżeli dalej ten postęp w infrastrukturze będzie postępował to ten festiwal będzie jeszcze lepszy!

Żetony… Zeszły rok był dobry, bo kolejek nie było ani do jedzenia ani do piwa. Nie wiem czemu tegoroczny sponsor główny, czyli Carlsberg ubzdurał sobie, że żetony na piwo to będzie dobry pomysł… Nie, nie jest bo kolejki tworzą się już teraz, a co dopiero gdy festiwal na dobre się rozpocznie.

Większość osób przyjeżdzała tu chyba w strachu – w końcu mieliśmy lipcopad, pełen deszczu i zimna. Na szczęście Wood chyba przyciąga ładną pogodę – deszczu jeszcze nie było, dni są gorące, noce może troszkę mniej ale w niczym to  nie przeszkadza.

Fazy. Fazy to inna historia. Na inną notkę.

edit.

Około 18 zaczęło działać Radio Woodstock. Muzyka uderza, ale nagłośnienie ma 200.000 Wat mocy, więc niema się czemu dziwić.

Sierpień czyli…

… czyli Woodstock! Zbliża się wielkimi krokami. W tym roku przesunięty, zaczyna się jeden dzień wcześniej czyli w czwartek, wyjazd za kilkadziesiąt godzin. Takie podekscytowanie – nie mogę się już doczekać! XVII Przystanek Woodstock.

W tym roku mniejszą ekipą. Zdecydowanie mniejszą. Powoduje to u mnie refleksyjny nastrój, bo właściwie te wakacje, to chyba pierwsze, kiedy autentycznie każdy jest gdzie indziej. Co zostało z osiedlowej paczki? Odkąd siedzę w CK a będzie to już kilkanaście dni, jeszcze nie było meetingu w pełnym składzie… Szkoda. Wiem, że każdy praca – ja w sumie przez okres swojej pracy w „wielkiej lodówce” też byłem wyjęty – po 8 godzinach miałem ochotę tylko jebnąć się spać. Ale hajs wpadł. I jest dobrze. Dobrze by było też gdyby dało się w pełni zaopatrzyć w asortyment… ale CK to bieda, tak jak cieszę się z pewnych zmian w mieście tak inne… Inne zmiany to porażka.

Co to będzie? Jaka to będzie podróż? jaki przystanek? Zobaczymy.

A pogoda nie rozpieszcza. Co to jest, październik? Dziękuję, że wiosna była taka ładna…

Gorąco.

W prawie półtora dnia zmieniła się pogoda. Z niewyobrażalnego upału i słońca takiego, że w Watykanie na kanapie siedzieć się nie dało zrobiło się szaroburoźle, listopad po prostu. Nienawidzę takich poranków jak ten dzisiejszy, kiedy za oknem szaro, a pierwsza wiadomość dnia dzisiejszego to email z wynikami zaliczenia. Jeb cios prosto w twarz, Cozzie, nie zaliczyłeś.

W ogóle ta sesja jest przejebana. Tak jak ostatniej zimowej nawet nie poczułem i ledwo pamiętam, że była, tak ta to po prostu jakaś masakra. Wszystko w dupe, coraz to jedna rzecz na drugiej a jeszcze wyskakują jakieś dodatkowe prace zaliczeniowe, bla bla bla. I to moje, że nie potrafię się uczyć. Kurwa, co pół roku to samo, a teraz wyjątkowo paskudnie bo MUSZĘ wszystko zaliczyć. Muszę, po prostu niema innej opcji.

W wolnej chwili filmy. Znalazłem sobie listę do obejrzenia. Wczoraj w nocy THX 1138. Zobaczcie sobie:

Filmy - Lista

Zbiór filmów każdego typu

Letni Dzień

Są takie dni jak wczoraj kiedy wstaję bardzo wcześnie rano, spoglądam na zegarek, chwilę potem na plan zajęć i mówię sobie „nie, hola hola, pośpij te 2 godziny dłużej”. Te dwie godziny dłużej bardzo często zamienia się w Letni Dzień. Spanie zdecydowanie dłużej, wypicie wczesnej kawki i pierwszego śniadanka o godzinie 12:00. Wczoraj był pierwszy Letni Dzień, kiedy można było nic nie zrobić. Kanapa. Balkon. Gorąco, 35 stopni czy coś bo słońce praży miło przypieka skórę. To Miami. Miami Watykan. Watykan, moje nowe mieszkanie (od września nowe). Jeden dzień na kontemplację pięknej pogody, świeżej zieleni która dopiero co się pojawiła.

Lato powróciło mi chęć do życia. Do aktywnego działania. Może to słowa na wyrost, bo tak jak byłem leniem tak leniem jestem i niektórych rzeczy nie chce mi się robić ale kiełkuje we mnie potrzeba by nie popaść w stagnację, by robić nowe rzeczy. Jedna decyzja jakiś czas temu, co do której nie miałem pewności czy słuszna czy nie, decyzja którą trudno było podjąć teraz objawia się jako „ta dobrze podjęta decyzja”. Kurwa. Chyba pierwszy raz od dłuższego czasu. I perspektywa, perspektywa tego lata wydaje się nader obiecująca. Jest poco, jest dlaczego, może przyszłość wcale nie będzie taka szarobura jak to malują w Polityce czy internecie. Postarać się.

Ale ja przecież zawsze się staram gdy mi zależy.

Stokrotki

Jakiś czas temu, autobus, godzina 20 z kawałkiem, już ciemno. W uszach słodkie dźwięki, w żyłach dym. Zamykam oczy. Flashback. Jezus Maria! Rok wstecz. Czuję dokładnie czuję zapach gorącego kurzu zmieszanego z piaskiem. Wiatr znad zalewu. Kacha coś krzyczy, Lu. coś mówi. CZUJĘ TO. Nie żebym to tak o sobie przypomniał. Czuję. Najfajniejsze momenty zeszłego roku skumulowały się w kilkunastusekundach. Otwieram oczka. Spocony. Rączki się trzęsą. Boże jakie to było piękne!

Dużo się działo. Ostatnio. Dużo niemiło. Kurwa. W ogóle powinienem się inaczej czuć. Jakiś smutek? Wewnętrzne rozżalenie? No powinno powinno. Ale ja sobie siedzę. Papierosek. Kawa. Papierosek. Mam wyjebane. Nie mów do mnie, to ja Ci opowiem. Nie chcę Cię słuchać. Nie chcę słyszeć tego Twojego pierdolenia, które uważasz za takie odpowiednie bo przecież to prawda, mówisz z głowy frazesy, że to że tamto. No to nie słucham. Mam wyjebane. Mówię coś, dużo mówię, tyle pięknych słów układam, no kurwa poezja by się młoda polska nie powstydziła. Nie słuchasz mnie, wiem, przyzwyczaiłem się.

Łzy napłynęły jej do oczu. To takie niesprawiedliwe, Bartek to takie niesprawiedliwe czemu tak jest?

Próbowałem się nad tym zastanowić. Czy to jakaś karma jest, może miałem poprzednie życie, gdzie coś zjebałem i teraz jest jak jest? Ale przecież nie miałem, to takie pierdolenie, w kamień mojej duszy nikt nie zamknie kiedy serce mi rozjebie. Może teraz żyję źle? Aha to szkoda, przepraszam bo ja inaczej nie umiem, to może ja się wypiszę, problemów więcej nie będziemy robić?

- Nie będziemy. Skreślimy panu ten ostatni miesiąc.

 

Były już takie dni.

Kiedy siedziałem sam ze sobą i z wewnętrznymi rozterkami. W oczekiwaniu czy może w zawieszeniu bardziej, przy monitorze, z herbatą w ręku, papierosem w ustach, muzyką w uszach. Pełno było takich dni. Na zewnątrz normalnie, bo nikt nie umarł, bo nie wykryto u mnie choroby, bo pieniążki są, bo wszystko jest. Kiedy udawał, że się trzyma a dusza mu wyła. Ktoś mi usiadł na klatce piersiowej i lekko przydusza, oddech jeden drugi trzeci raz dwa trzy wdech wydech, mało powietrza, mało, nie mogę w pełni.

To wszystko wynika z nadwrażliwości. Zawsze chciałem odczuwać mniej od innych, mniej się przejmować. W końcu życie co chwila będzie przynosiło wątpliwości i rozterki, nigdy nic nie będzie szło gładko i stuprocentowo po mojej myśli. Miałem nadzieję, że moje zawieszenia w przestrzeni uczuć odleciały bezpowrotnie wraz z pierwszym prawdziwym uczuciem. Myliłem się kurwa. Bo to wraca, zawsze kiedy zaczynam coś do kogoś czuć.

Oczywiście. Maska i uśmiech. No bo jakżeby inaczej? Pokazać się ludziom od ciemnej i smutnej strony? A na huj? Co oni zmienią? Co oni pomogą? To kurwa nie jest bolący ząb -> „pójdę sobie do dentysty, zawierci i naprawi”. Nikt Ci nie pokroi na kawałki duszy, nie wytnie wątpliwości czy innego syfu. Odłamkowy ładuj -> alko, proszki, tak byle nie myśleć. A potem rykoszet bo jeszcze gorzej.

To już kolejny raz. Kolejny raz kiedy rozsypuję się w moim najgłębszym środeczku serduszka.