Do oficjalnego rozpoczęcia XVII przystanku Woodstock pozostał jeden dzień. Jednak miasteczko festiwalowe tętni życiem już od 2 dni. To z jednej strony potwierdzenie przewidywań, że w tym roku ludzi będzie więcej, że będą też wcześniej, ale z drugiej strony zaskoczenie – jak to, już w poniedziałek tyle ludzi?
Pierwszy dzień to była zabawa w obóz. Znalezienie miejsca, ogrodzenie tego miejsca, postawienie namiotów, zapoznanie z sąsiadami. Prezentacja Wooda tym, którzy są tu po raz pierwszy. Każdy newcomer zawsze mówi to samo – o kurka, jak tu jest zajebiście.
LIDL! To była chyba największa niespodzianka. Postawili Lidla, pełnowymiarowego, z dosłownie wszystkim co może być potrzebne na festiwalu. I ceny, normalne ceny lidlowe, 5 litrów wody za 1,5zł, lody za zeta, no amazing amazing. I płacenie kartą. Jak na zachodzie, powoli Woodstock się cywilizuje, i mimo, że pancury są wszechobecne i dalej sępią wszystko co się da, śmierdzą i wkurwiają wszystko na około, to Jurek ma dobre pomysły, i jeżeli dalej ten postęp w infrastrukturze będzie postępował to ten festiwal będzie jeszcze lepszy!
Żetony… Zeszły rok był dobry, bo kolejek nie było ani do jedzenia ani do piwa. Nie wiem czemu tegoroczny sponsor główny, czyli Carlsberg ubzdurał sobie, że żetony na piwo to będzie dobry pomysł… Nie, nie jest bo kolejki tworzą się już teraz, a co dopiero gdy festiwal na dobre się rozpocznie.
Większość osób przyjeżdzała tu chyba w strachu – w końcu mieliśmy lipcopad, pełen deszczu i zimna. Na szczęście Wood chyba przyciąga ładną pogodę – deszczu jeszcze nie było, dni są gorące, noce może troszkę mniej ale w niczym to nie przeszkadza.
Fazy. Fazy to inna historia. Na inną notkę.
edit.
Około 18 zaczęło działać Radio Woodstock. Muzyka uderza, ale nagłośnienie ma 200.000 Wat mocy, więc niema się czemu dziwić.

