now to change
[Tu był duży fragment notki ale go wyjebałem. Był niestosowny, oprócz tego niszczył moją koncepcję zmieniania świata dookoła na lepsze więc go nie ma. Stop pierdoleniu!]
Nie zaliczyłem egzaminu z logiki, poprawka 16 lutego. Nie ma się co dziwić kiedy wolałem się opierdalać, pić wódkę, żreć chłam który lubię. A potem spać cały dzień zamiast czytać ten podręcznik.
Po wódce pomyślałem sobie o kimś innym, z tymi emocjami to jest burdel, czemu ludzie, których lubię, albo dziewczyny, które w jakiś sposób na mnie działają są takie truuuudnneeee.
Będę mega happy jak uda mi się znaleźć sobie kogoś z kim dobrze będzie mi się rozmawiało, kto w jakiś sposób będzie mnie fascynował i pociągał. Może mnie wkurwiać, może cokolwiek, byleby coś było.
Ahaaaaaa, zapomniałem, że wszystkie do tej pory poznane dziewczyny, które mnie fascynowały okazywało się, że nie są mną w żaden sposób zainteresowane ; ]
Czasem najbardziej mnie wkurwia bycie „kumplem” sensu stricto. Kolega kolega bla bla bla.
Niech się skończy ta sesja, pójdę bez skrępowania gdzieś potańczyć nie mając w głowie wyryte „miałeś się kurwa uczyć baranie!”.
Podpierdolili mi piwo! Na rozluźnienie polecam:
To tojak tO
Zauważę ponadto, że człowiek jest nienasycony w swych pragnieniach, w naturze jego leży bowiem żądza posiadania, zaś fortuna pozwala mu osiągnąć niewiele. Stąd pochodzi jego wieczne niezadowolenie, a to, co posiadl, napełnia go odrazą; dlatego też gani teraźniejszość, chwali przeszłość i z utęsknieniem wygląda przyszłości, a wszystko bez żadnej rozsądnej przyczyny.
Niccoló Machiavelli
uhuha zima ZŁa
Przyszła zima. Wyglądam rano za okienko a tam o proszę taki krajobrazik. Cieszę się, widzę przynajmniej jakiś biały kolor a nie tylko szare blokowisko ;) Mam tylko nadzieję, że utrzyma się ta zima troszkę dłużej bo pluchy na dworze chyba nikt nie lubi, rację mam?
Czasem jak złapie Pak-Man to koniec. Jesz wszystko co jest w lodówce. My tymczasem, na mocnej oj mocnej już fazie pomyśleliśmy sobie „oo jaaa, a jakby tak zjeść teraz GRANDERA”. Całe szczęście, że w Lublinie KFC jest otwarte do późna, a jeszcze większe szczęście, że jest z dowozem prosto do domu. Było cudnie. Dziękuję Mundek za to, że byłeś w stanie to żarcie zamówić i odebrać :)
PS Dziękuję za kliknięcia w reklamy po prawej, liczę na kolejne :P
dobry student uśmiechnięty student
Dobrze, dobrze, coraz bardziej podoba mnie się studiowanie. Powiem, że wczorajsze popołudnie było jednym ze zdecydowanie najbardziej wylajtowanych ostatnimi czasy. Niema to jak piwko od godziny 13 i zdecydowana wykładka na wszystko dookoła. To lubię :) Przy okazji z dnia na dzień klub Archiwum podoba mnie się coraz bardziej. Dobre miejsce.
Chciałbym zdecydowanie polecić wszystkim Spice Gold. Bardzo przyjemna i lekka mieszanka na poprawę nastroju. Mnie wczoraj poprawiła zdecydowanie. W większych ilościach sieczka. Dostępna w każdym funshopie.

Przy okazji staram się być sumiennym studentem. Wprawdzie wczorajszego kolosa zaliczam do grupy porażkowej, ale dostałem kozacki referat z Rzymu, także wszystko dobrze dobrze dobrze.
Ahh, niemogę doczekać się tego weekendu, który idzie, byleby jakoś fajnie go rozplanować i żyć nie umierać.
Nie wiem co się stało, że ostatnio troszkę więcej Republiki słyszę? W każdym razie przypomniał mi się zdecydowanie stary kawałek, który bardzo lubiłem. Zapraszam. Częstować się proszę:
a gdy się wali pali kończy świat
„Dzień dobry, Kolumbie – tymi słowami matka przypominała mi, że Amerykę już odkryto, a sny na jawie nie przystawały do rzeczywistości. Po co dalej oddychać skoro ktoś ci powiedział, co odróżnia jabłko od roweru? Jeśli ugryzę rower i przejadę się na jabłku, poznam różnicę. Najbardziej męczy mnie myślenie o tym, co mam robić. Ojciec mówił, że jeśli chcesz zobaczyć czyjąś duszę, musisz obejrzeć jego sny. Będziesz współczuł tym, co siedzą w większym gównie.”
- Arizona Dream
życie.

Bardzo lubię kawę, to powinniście wiedzieć.
Natomiast strasznie sobie nie lubię uświadamiać jak moje marzenia zostały zjebane, wdeptane w ziemię, zasypane śmieciami i podpalone. Bardzo nielubię. Strasznie. Jak mnie to wkurwia. I nic nie zrobisz o nie. Psychopatą nie jestem.
O jaaa, czemu jesteś taka piękna : (
zmagania
Od pewnego czasu zmagam się z różnymi rzeczami. Ostatnio najczęściej z kupą wolnego czasu, który nie wiem na co przeznaczyć. Wstaję zazwyczaj po 10, odpalam kompa, piję kawę, jem śniadanko i tyle. 4 godziny posiedzę na necie i robi mi się nudno czasem coś wymyślę, czasem nie, dni mijają. Słitaśno jest tak nic nie robić.
Jednakże, taki tryb życia zniknie już za parę dni. Wyjeżdżam do Irlandii, trochę w celu wakacyjnego poznawania świata, trochę na pewno w celach czysto zarobkowych. Wyjazd ten spadł na mnie w praktycznie rzecz biorąc ostatniej chwili więc trochę zburzył moje plany (a właściwie ten fajny stan kiedy nie masz planów a masz wszystko w dupie) ale jest lajt. Zobaczymy ile wytrzymam w stolicy laprikonów i czterolistnej koniczyny.
Zrobiłem update WordPressa do najnowszej wersji. Wszystko było cacy, nawet wtyczka do filmików z jutiuba działała, no ale właśnie, now log in i nie funkcjonuje. Lecz mam chęci, wrzucę te filmiki ręcznie, a co!
Infected Mushroom – tak jak pisałem, zacząłem ostatnio słuchać muzyki więcej elektronicznej, między innymi gatunku psytrance. Powolutku nawet rozglądam się czy w miejscach w których niedługo będę jakaś psytrance impreza się nie odbywa. Jeden jest ból. Infected Mushroom, w sumie chyba mój ulubiony zespół tego nurtu tworząc fajną muzykę, nie tworzy fajnych teledysków. Ale to chyba ogólny trend. Przeglądam, szukam, wsio jest hujowe. Rozumiem, że tutaj głównie chodzi o wizualizację koncertów ale dobry teledysk też wypadałoby zrobić.
Co można by rzecz o „Skażonym Grzybie”? Kolesie są z Izraela co słychać w ich muzyce. Więcej rozwodził się nie będę. Niektórzy powinni wiedzieć czemu ;)
Astral Projection – inna ciekawa grupa, o jeszcze ciekawszej nazwie. Wygooglujcie sobie frazę „astral projection” lub „podróże astralne” wsród dziesiątków zapytań na pewno znajdziecie te interesujące ;)
Przy okazji, klik każdego z was w reklamy google po prawej wzbogaca mnie o parenaście centów ;P Więc klikajcie. A ja będę pisał coraz częściej.
ferie.
Ferie, już niby prawie tydzień. Troszeczkę sie pracuje ale przez większość czasu jednak się opierdala :P Czyli jak to zwykle. Na całe szczęście jadę w góry. Kolejna ucieczka od wszystkiego połączona z aktywnym wypoczynkiem to jest to czego mi trzeba, coś co mam nadzieję pozwoli mi naładować baterie, oderwać się od rytuny, zerwać z pewnymi nałogami i wrócić do Kielc potem tak aby umieć przygotować się do matury. A potem ją zdać. Bylebym tylko nie połamał nóg :P Wracam za tydzień. Bez kontaktu raczej ; )
Po prawej stronie nad wyszukiwarką jest okienko „reklam google”. Nie aby ten blog tutaj stał się komercyjny ale z każdą swoją wizytą tutaj -> kliknijcie. Podreperujecie troszkę, mój budżet, który zazwyczaj kuleje. A poświęcicie na to ledwie 30 sekund ;)
powolutku
Powolutku staram się wdrożyć w system intensywnej nauki do matury przy jednoczesnym nie ograniczaniu zbytnio swoich przyjemności. Zostałem wyjebany przez korepetytora z zajęć już definitywnie. Lekka jazda z kochanymi rodzicami ale tak naprawdę uczucie wielkiej ulgi, że wreszcie nie będę już co tydzień spotykał się z tym debilem i słucham jak mi jeździ. Krok do przodu. Muszę tylko pamiętać, że jak sam się nie zmobilizuję teraz do zakuwania historii to klops z wszelkimi planami na przyszłość.
Kupiłem sobie książkę – „Operacja Dzień Wskrzeszenia” Andrzeja Pilipiuka. „Wchłonąłem” ją w dwa dni. Świetna, jedna z książek na podstawie której napiszę swoją prezentację maturalną.
Inną z ciekawych rzeczy jaka pojawiła się na mojej półce to pierwszy i drugi sezon „Włatców móch” na DVD. Wcześniej nie miałem okazji obejrzeć wszystkich odcinków w przyzwoitej jakości teraz mam ;P Jeden minus jest taki, że nie potrafię w niedzielę nie obejrzeć najnowszego odcinka w telewizji. Bywa.
Szpaq pojechał. Czuję dziwną pustkę. Niby jeszcze paru kumpli na osiedlu zostało ale to nie to samo. Kurwa, brakuje mi tego niedzielnego siedzenia u Ciebie. A jak sobie przypomnę nasze funiaste wakacje… Do tej takiej nostalgii dołączyła się jeszcze jesienna pogoda co w ogóle zwiastuje pogorszeniem się mojego nastroju. Kawa i radzimy sobie…
Mam nadzieję, że ktoś mnie dziś wyciągnie wieczorem na papierosa. Oby pewnej dziewczyny nie odwiedziła koleżanka i znalazła dla mnie czas :P
.:(>
Skończył się czas wolności, czas rozpusty i totalnego wyalienowania z rzeczywistości. Tak, niestety, moja kochana rodzina powróciła. Aby było zabawniej to również nowy jej członek -> PIES. Mhm. Mam psa. Miesięczne szczenię póki co ale kto wie co wyrośnie z tego potem…
Na szczęście nie jest do końca tragicznie. Dom Szpaqa zamienił się w enklawę wolności, którą podkreśla PS2 i dwa dual shocki. Nocka z soul calibur, mmm…
kurczę.dziwnie.tu
[notka z soboty wrzucona teraz z braku czasu]
Łi.Ła.Łi.
Kolejne dni wolnego. 10 dni. Teoretycznie powinien to być czas zupełnie wolny od wszystkiego, niestety, bedę musiał sporo popracować aby po nadrabiać szkolne zaległości…
Chciałoby się właściwie po nadrabiać zaległości „życiowe”. Zrobić taki porządek. Nie będę próbował. Kolejny raz się zawieść niema co. I tak znając życie wszystko będzie po staremu nieważne co będę robił… Zbyt dużo już tych porażek.
Wczoraj maturzyści kończyli rok szkolny. Pieprzone akademie i tego typu absurdy. Ogólnie rzecz biorąc lałem na to co się w moim elitarnym LO działo – siedziałem w szatni szkolnej, w moich klatkoboxach i paliłem papierosy. Przechodzili znajomi i pewnie wszystko to byłoby tak nudne, że nie pisałbym o tym gdyby nie pewien fakt. Blond piękność, która siadła sobie w boxie w którym akurat siedziałem aby słodko poprosić o „ogień”. Kiedy człowiek nie oczekuje od życia nic więcej poza tym całym gównem, które codziennie dostaje, czymś nowym była ta sytuacja. Dziewczyna była pieknie opalona, miała genialną fogurę, a jej mini była tak krótka, że musiała rękę trzymać w wiadomym miejscu aby nie pokazywać majtek. Cudo. Mógłbym tam siedzieć cały dzień patrząc na nią i paląc papierosa, jednakże poprosiła mnie o coś. „Zrobisz mi tu zdjęcia na pamiątkę?”… Kurwa czemu nie miałem swojego aparatu…
W procesie odbijania się od dna psychicznego pomaga mi mój wirtualny świat. Sytuacja w nim trochę napięta – mój sojusz w wojnie przeciwko reszcie serwera. Jazda jest ostra, nas ledwie 40 osób grających na ich setki… A co najciekawsze oni powoli zaczynają wymiękać. Poprostu nic nie przeciwstawi się potędze jaką jest KaranGurth, Czerwona Śmierć.
Pozdrawiam i znikam.
a.dziś.może.pączek?
Tłusty czwartek w tym roku obchodzę skromnie. Jeden (fakt, że duży jak cholera) pączek to co to jest?! Nic a nic, przyznać rację mi musicie. No ale jakoś tak wyszło.
Dzisiejsze święto lubię. Jest przyzwoleniem do obżerania się. Absolutnie pozytywne. Wczoraj jednak świętowaliśmy co innego. Walentynki. Kiedyś bardzo przywiązywałem do niego wagę, było dla mnie cholernie ważne by w walentynki obdarować czymś kogoś, aby ten ktoś to docenił, widział, że pamiętam, że kocham… Tak. Puste i sztuczne prawda? Teraz tak na to patrzę. Puste to święto. Dlatego go nie obchodzę. Nie wysyłam tysiąca SMSów, nie odpowiadam na smsy, nie kupuję czerwonych serduszek dla nikogo. Paradoksalnie jeśli w tym okresie chcę zaprosić kogoś do kina, kawiarni, whatever to w każdy termin byle nie w walentynki, byleby nie wyszło, że zapraszam z powodu walentynek.
Kuracja lekami dobiega końca. Cozzie powoli staje na nogi. Niepowiem, tydzień siedzenia w domu dobrze mi zrobił. Fakt, że (jak zwykle) nie wykorzystałem potencjału jaki drzemał w tych wolnych godzinach ale cóż. Będzie lepiej :P
Ktoś na gg w statusie miał linka do fajnych obrazków. Genialne złudzenia optyczne. Chciałbym coś takiego kiedyś naprawdę zobaczyć:
W moich głośnikach natomiast zagościł… Jazz! Bardzo pozytywne rytmy, to też chyba z zasobów Bartka, które wpadły na mój dysk w ferie. Dzięki ;)!
I niby powodów do zmartwień niema. Ciągle do przodu, do przodu Cozzie!
totally.nothing
Rozleniwiłem się. Strasznie bardzo bardzo, tak, że kompletnie nic nie robię. Po części jest to wina tego, że choruję ;) Przeziębienie mnie trzyma, z domu ruszać się ochoty nie mam a robić coś w domu już zupełnie. U lekarza dzisiaj byłem. Zapalenie gardła i zatok. Antybiotyk. Oczywiście Cozzie, że nie musisz iść do szkoły, posiedź w domu i przyjdź na kontrolę w środę. Okej…
Jakoś w weekend rodzinka się zjechała. Jak zwykle ojciec z wujkiem zalali się w trupa, wujaszek wyjątkowo. Jak na nich patrzyłem to w sumie wiem już, że moje ciągoty do picia oporowego przeszły mi ze starszego pokolenia. To wszystko rodzinne.
Ojciec wyciągnął jakieś pudło. Jakieś rupiecie. Zdjęcia, listy i inne pierdoły z czasów kiedy on i mama byli młodzi, studiowali i poznawali świat. Dorwałem pudełko. Aparat, obiektywy, papier do zdjęć, odczynniki chemiczne do wywoływania. Negatywy. Pełno negatywów. Jakby Agnieszka skończyła tą ciemnię to byłaby kupa zabawy z wywoływaniem tego. Może. Chciałbym aby była ładna pogoda jak wyzdrowieję. Pójdę robić zdjęcia.
Ciągle słucham muzyki. Teraz też. Zaraz siądę w fotelu i z kubkiem herbaty zatopię się w dźwiękach. I nie będzie nic.
Weekend.
Całkiem było fajnie. Sporo rzeczy. Po pierwsze piąteczek. Koncert grupy Indios Bravos, jednym słowem ZAJEBISTY, naprawdę było bardzo bardzo fajnie, raz ze względu na muzykę, dwa ze względu na ludzi. Leśny dzban tez zrobił swoje. Można było trochę inaczej rozegrać czas po koncerciku (jakaś biba czy cuś) bo tak to jeden wieczorek zmarnowany ale cóż… Będą następne ;)
W sobotkę natomiast byłem na musicalu „Metro”. Kurdę… Nie dziwię się, że jest wystawiany już od 15 lat na całym świecie. Genialne widowisko. Światła, aktorzy, muzyka, scena. Piękne. Plus treść. Treść, która siadła mi na sercu…
Jak zwykle zero nauki w weekend. I pytam sam siebie: „Cozzie, zrobisz coś z tym wreszcie?”. I jak zwykle sam sobie odpowiadam: „tak, pomyślę nad tym…”.
Trutusrutu.
Fryzjer&szkoła&nicnierobienie
Byłem u fryzjera… Czas był najwyższy o czym świadczyć mogło to, że budząc się rano i patrząc na swoją głowę chciałem sobie włosy podpalić :P Bez paru minut z grzebieniem się nie dało. Teraz natomiast wszystko jest w porządku. Chociaż czuję się troszeczkę łyso ;)
Buta załapałem. Znowu. Znowu z fizyki. Perfidnie zapytany z lekcji na której mnie nie było. SIK! Dobrze, że to tylko fizyka, którą i tak mam w dupie. Tyle tylko, że jednak muszę jakąś pozytywną ocenę wyskrobać aby zdać. Ogólnie coś kiepsko ostatnio z nauką, absolutnie nie mam jakichkolwiek chęci do nauki czegokolwiek. Jak tak dale pójdzie to naprawdę będzie do dupy…
Może zauważyliście, że jakoś mniej błędów ortograficznych jest w moich notkach ;) Zazwyczaj zwracam uwagę na to jak piszę gdyż nienawidzę czytać czegokolwiek napisanego po „polskiemu” a nie polsku (czytaj. bez polskich znaków). A teraz kochana Mozilla zrobiła mi prezent! Najnowszy Firefox 2.0 podkreśla błędy ortograficzne w przeglądarce tak jak Word Microsoftu. Po prostu, cudowna rzecz.
A na koniec. Pojawiła się trzecia część przygód Mr. Szatana!!! Kolejna dawka chorego humoru. Ci, którzy do tej pory nie natknęli się na te filmiki niech żałują. Niżej najnowsza odsłona przygód szaleńca z Gdańska:
Pierwsza notka
Zaczynam!
Zabawę z blogiem postawionym na WordPressie. Ciekawe czy coś z tego wyjdzie, mój dawny blog który prowadziłem upadł, chyba dlatego, że możliwości niebyło zbyt dużo a zapał też leciwy ;)
Niewiem kto będzie czytał tego webloga. Pewnie w większości Ci którzy mnie znają ale być może też osoby, które pojęcia o mnie niemają żadnego. Dla tych osób polecam stronę „O Cozziem” tam dowiecie się podstawowych informacji na temat mojej osoby ;)
O czym będzie ten blog? Jeszcze niewiem. Napewno o mnie, o moim otoczeniu, o tym co dzieje się dookoła mnie. Myślę także, że będą tu trafiały różne zdjęcia, pliki muzyczne i dzwiękowe które w jakiś sposób spodobały mi się. Może pojawią się tu także moje arty – poematy, rozprawki, wiersze. Czas pokaże.
Bądź co bądź trochę zabawy będzie. Trzymajcie się!


