„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Zwyczajne

Zima w drodze

Brr. Wróciłem do Lublina. Raptem 2 tygodnie temu chodziłem po Brukseli w krótki rękawku i było mi gorąco, dzisiaj na dworze jest mi zimno w bluzie, kurtce i kapturze. Wypizd niebagatelny, widać, że zima szykuje się w tym roku do ostrego natarcia. Swoją drogą gdzieś czytałem, że w tym roku może zadziałać magia i w grudniu będziemy mieli 20 stopni. To by była polewka.

W samym Lublinie oczywiście nic się nie zmieniło. Korki te same, tak samo nie a gdzie parkować, jest kilka nowych autobusów i niby jeżdżą częściej ale jakoś nie mogę tego zauważyć. Wszędzie dookoła rotacja, ludzie pozmieniali swoje miejsca zamieszkania a ja nadal w tym samym miejscu. Jest dobrze chociaż w naszym super-highendowym apartamencie zaczynają się psuć proste rzeczy… Trzeba to będzie samemu wymienić bo właściciel mieszkania ma to najogólniej mówiąc w dupie. Trzeba żyć. Plan dobry jak na semestr zimowy także myślę, że jeśli tylko lenistwo mnie nie zabije to przetrwam ten semestr. Chociaż leń jest jak narazie silny – odrabia sobie za mało wypoczęte wakacje.

Obejrzałem film. Absolutnie epicki. Polecam, warto.


Arabian Nights

Bruksela. Miasto mniejsze od Warszawy, stolica Zjednoczonej Europy pełna nastawionych antyeuropejska reprezentantów kultury Islamu, pracujących na czarno biorących zasiłki, brudasów. Ok uogólniam. Codziennie rano przejeżdżam przez muzułmańską dzielnicę dlatego. Ogólnie wszystko tu jest fajnie skomunikowane, da się dojechać komunikacją gdzie się chce (współczuję kierowcom, mają przejebane jeździć w tych zastawionych samochodami uliczkach, stalowe nerwy, propsy). Metro jest brudne ale fajne, tramwaje nowe i też fajne. Drogo, z polskiej perspektywy. I mogłoby to wszystko dłużej jeździć bo po 24 dostanie się gdziekolwiek jest utrudnione. Jest raczej spokojnie jeśli omija się wiadomo-jakie patologiczne dzielnice. Imprezy i zaplecze git dzieje się ogólnie na tyle by się pobawić w międzynarodowym towarzystwie. Zielono jest, aktualnie pogoda wybitnie letnia sprzyja siedzeniu w parku z piwkiem i jointem (full, legal więc polski chłopaczek nie musi bać się o radiowóz za rogiem).

Odpoczywam po 5 dniach samotnego siedzenia w biurze. Niby nic, ale wiszenie na telefonie, sprawdzanie pisanie maili jest nudne i strasznie męczy. W tym tygodniu akurat wszytko w Strasburgu więc tutaj nic się nie dzieje. Parlament. Politycy, asystenci stażyści, konferencje, briefingi. Fajnie jest kiedy można sobie posłuchać popatrzeć, zjeść dobre żarcie w stołówce, zapalić papieroska z kawką w palarni gdzie wszystko jest max żółte (gdzie indziej nie można twardy zakaz, walka z nikotynizmem trwa na skalę europejską). Niedługo koniec, powoli trzeba myśleć nad ogarem. I miss you Lublin, zaczyna się kolejny rok, hah trzeba jeszcze zaliczyć stary, w sumie czuję się jakbym wracał bo dłużej byłem w rozjazdach niż w domu. I znów zaraz Lubelska zima.

Zastanawiam się, jak ja będę bez Pringlesów w Polsce żył?!


Gorąco.

W prawie półtora dnia zmieniła się pogoda. Z niewyobrażalnego upału i słońca takiego, że w Watykanie na kanapie siedzieć się nie dało zrobiło się szaroburoźle, listopad po prostu. Nienawidzę takich poranków jak ten dzisiejszy, kiedy za oknem szaro, a pierwsza wiadomość dnia dzisiejszego to email z wynikami zaliczenia. Jeb cios prosto w twarz, Cozzie, nie zaliczyłeś.

W ogóle ta sesja jest przejebana. Tak jak ostatniej zimowej nawet nie poczułem i ledwo pamiętam, że była, tak ta to po prostu jakaś masakra. Wszystko w dupe, coraz to jedna rzecz na drugiej a jeszcze wyskakują jakieś dodatkowe prace zaliczeniowe, bla bla bla. I to moje, że nie potrafię się uczyć. Kurwa, co pół roku to samo, a teraz wyjątkowo paskudnie bo MUSZĘ wszystko zaliczyć. Muszę, po prostu niema innej opcji.

W wolnej chwili filmy. Znalazłem sobie listę do obejrzenia. Wczoraj w nocy THX 1138. Zobaczcie sobie:

Filmy - Lista

Zbiór filmów każdego typu


Zima i sesja.

Nienawidzę momentów jak teraz. Zimy i sesji. W sumie sesji. Tej w zimie, bo samą zimę jako taką bardzo lubię. Ale tych momentów nie znoszę, kiedy szybko za oknem robi się ciemno, wieje wiatr a ja mam się uczyć.

Dzisiaj nie idzie mi kompletnie. Jutro to niby zwykłe zaliczenie, takie tam ot nawet nie egzamin. Ostatnia prosta i ferie. I w tą ostatnią prostą mi się nie chce. Kompletnie. Gorąca kawa z mlekiem i cukrem usypia zamiast rozbudzać, muzyka też nie działa. A komputer rozprasza. No właśnie, kurewsko rozprasza i nie umiem siąść do notatek. Fail. Duży.

Zima zapowiedziała swój powrót, nakurwiło śniegu, mróz też chwyciła a tu znów, odwilż ciapa, niewiadomo co. Dobrze, że tego śniegu mniej, nie topi się masowo bo w ogóle nie byłoby jak wyjść z domu. Chcę jechać na narty, już wsio prawie gotowe. Tylko pogoda, wtedy musi być śnieg!

W ogóle nie chce mi się wracać do domu, siedziałbym sobie na tym wschodzie i obijał się nic nie robił, pograł sobie cały wolny czas w jakiegoś dobrego mmorpga (swoją drogą, 5 dni zamkniętej bety Rifta to za mało, maaałooo!!!), bez ciągłego czyjegoś chcenia czegokolwiek ode mnie. Ale w domu już od świąt nie byłem. Tęsknią…

PS Gdyby ktoś szukał taniego hostingu, to na dole strony jest link polecający. Redukuję koszta utrzymania swojego serwera ;)


Dlaczego…

…nie robię zdjęć?! Pomyślałem tak przed chwilą oglądając swój profil na digu. W zeszłym roku robiłem, patrzyłem coś było a w tym roku zero, kilka zdjęć z bibek a zero MIEJSC. Czy w tym roku skończyły się miejsca czy przestałem je widzieć? Nie wiem sam…

codziennie wieczorem…

…oglądam filmy, próbuję zmotywować się do czytania HMSu, myślę o kimś i wiem, że jakoś to będzie, dobry czerwiec lepszy lipiec i mega sierpień.

Słońce…

…świeci ja się jaram, nowe Crystal Castles mam nie wiem czy to już dawno wyszło czy przed chwilą ale dla mnie nowość http://www.youtube.com/watch?v=ppEW1C8sQsI jest piękna pogoda, dzisiaj majówka na zachybiu może na chwilę poprawię swój nastrój bo oto chodzi by być zadowolonym i cieszyć się wszystkimi małymi radościami, buziak.

Katastrofa…

… to jest bez wątpienia. Zginęły ważne osoby w państwie. Dlaczego, kto winien, aktualnie nie istotne. Dobrze by było gdyby to wydarzenie spoiło Polaków i sprawiło, że nasze pokolenie dojrzeje szybciej. Ten tydzień żałoby to będzie dobry okres przemyśleń.

No co…

…przysnęło mi się trochę z tym moim „blogowaniem”. Zima przyszła, śnieg napierdalał, ja jak byłem smutnym panem wewnątrz duszy tak smutnym panem pozostałem bo moja pani o moja pani, nie ma mojej pani, i życie się kręci jak cukier przerabiany na watę w lato. Popsuły mi się słuchawki, ludzie o mnie zapominają, zacząłem czytywać poezję i oglądać ładne obrazki w kolorowej prasie, chyba od miesiąca próbuję się wybrać do fryzjera ale mi nie idzie bo nie mam swojego ulubionego, który by wiedział czy wiedziała pani jak mnie ostrzyc, tylko zawsze to tu to tam to poco mam iść jak tak naprawdę lubię moje długie włosy tylko mnie wkurzają jak trzeba je czesać, źle się ułożą a przecież ja mam jeszcze w miarę krótkie, o laski wam współczuję włosów do pasa, susz to codzień dobre sobie. Piję actimel mam dzięki niemu więcej 2x albo 3x albo 4x energii bo placebo działa jak procenty na wieczornej imprezie. Nie mogę już jeść pizzy bo mi się przejadła ale co ja innego mogę jeść, w KFC dzisiaj byłem to coś gówno straszne nie wiem jak ja to jadłem cały zeszły rok, popsuło się albo mają chore kurczaki; myślę o Hiszpanii właśnie bo ktoś złapał na to klimat, ale ogólnie to myślę o Afryce, 10000zł przyjmę na konto przelewem jako wsparcie w realizacji moich marzeń, szkoda, że nie umiem pracować bo bym zarobił, a może umiem tylko mi się nie chce przecież jestem leniwy jak nie mogę zacząć postanowionych sobie rzeczy, ale czy to, że czegoś nie mogę skończyć raz na zawsze to też oznaka lenia czy może tchórzostwa a może się nie da. Air – The Vagabong, polecam na dzisiaj. Dziękuję dobranoc.

bo…

…czasami zapominam o tym postanowieniu które wiele razy sobie ponawiałem i starałem wbić do głowy. I me myśli krążą po tematach dla mnie niedobrych i wspominam sobie, albo zastanawiam się, czy snuję wizję fantazji niemożliwej do zrealizowania i przecież ja to wiem. Tak długo… Cóż.

żryj!!!

Mam się teraz uczyć Ekonomii bo o 14:40 zaliczam przedmiot, ale jakoś tak przez to, że właśnie jem śniadanie to chodzę sobie jeszcze po różnych stronach. A jako, że jem kanapki z majonezem (a jakże) kieleckim, to też taką frazę wstukałem w google. I oto, ciekawy obrazek:

Na początku roku an zajęciach z wstępu mieliśmy nawet jakieś ćwiczonko o tym „jak identyfikujesz się z regionem”. Nie wiem czemu, wykładowca śmiał się na wzmiankę o majoneziku :(

A za oknem pada śnieg i świeci słońce, heja banana!


Noszfak…

…bo rzucasz palenie definitywnie rozstajesz się z nałogiem, idziesz sobie przez zimową lubelską uliczkę i właśnie rozmawiasz o tym ze znajomymi jakie to dobre jest nie palić bo się nie marnuje pieniążków a tu pach paczunia fajeczek leży pod klubem. No i se rzucasz…

Picze…

… mnie ostatnio drażnią. W wieloraki sposób. Więc laski – ogarnijcie się bez kitu.

aslong

To nie jest powrót. Bo zasadniczo nie ma do czego wracać. Galop, byle do przodu bo codzienności nie dają wytchnąć czy zatrzymać się na momencik. Obserwuję sobie, analizuję, zestawiam zdarzenia, wiesz, tak jak puzzle (kiedy ostatni raz układałeś puzzle?) dopasowuję różne elementy układanki. Czasem coś mi umknie, czasem nie pasuje w danym miejscu a czasami ten puzzl to w ogóle od innego zestawu, który ktoś inny sobie układa; to mi wtedy zabierze, żeby kompletną całość mieć bo przecież każdy chce mieć wszystko.

Aha, byłem na spacerze pod wieczór, mróz spiął mocno wszystko i lekko prószył śnieg. Tak samoistnie obudziła się we mnie myśl *grudzień przyszedł i jest fajnie*. Zapach piernika, gorąca herbata z sokiem malinowym, grube skarpety na nogach, choinka i lampki, prezenty które mogę komuś dać, uśmiechnięta buzia. Ludzie tu i tam drepczą sobie z miejsca do miejsca, robią zakupy, upominki, mmm papier do pakowania prezentów ma taką fajną fakturę, śliski jest. Każdy zaczyna się w tym odnajdować bo pojawia się w miejscu i czasie, które jest dla niego znajome, nie jest obce mimo, że przecież i ludzie i otoczenie się zmienia. I po jesieni kiedy faktycznie można było być smutnym nawet bez konkretnego powodu nagle rzucasz tą chandrę. Ja rzuciłem, a Ty?

Przed chwilą zobaczyłem piękny uśmiech pięknej dziewczyny. Dziewczyna była piękna bo była szczęśliwa. Znasz taki wyraz twarzy, który mówi *happiness is easy*, nawet kiedy nie jest. To było zdjęcie z wakacji. Pewnie masz sporo takich zdjęć z wakacji, gdzie ktoś się śmieje. Przez chwilę, chwileczkę zabolał mnie ten uśmiech bo nie był dany mi, bo to nie było moje zdjęcie, nie było mnie na nim ani nawet nie ja je robiłem (co ja wtedy robiłem jak to zdjęcie było robione? ahh, pamiętam, zapijałem swoje smutki mimo, że było piękne lato choć czasem padało). Ale tylko chwileczkę.

Nie zazdrość dobrze? Nie bądź taki jak ja, wiecznie sfrustrowany, zazdrosny, że komuś się wiedzie, że ma lepiej czy milej, o jaka piękna dziewczyna czemu nie moja. To psuje, bardzo psuje wewnętrznie. Spójrz na mnie, bo wcale nie chcesz taki być.

Dzisiejszy wpis sponsoruje LCD Soundsystem. Nie znalazłbym tego kawałka gdyby nie Jessica Alba.



Wkurw

Jeśli jest jakaś instytucja mająca głęboko w piździe czas młodych ludzi to z pewnością jest to każda uczelnia wyższa. Jak do kurwy nędzy wydział może nosić miano „Wydziału Prawa i ADMINISTRACJI” kiedy lepszą administrację mieli starożytni Rzymianie? 100 lat za murzynami jesteśmy, ten kraj to jest zaścianek, moja uczelnia to relikt PRLu, syf, traktowanie studenta jak gówna. Bądź mądry, kształć się, tylko poco? Poco jak większość społeczeństwa to zwykłe CHAMY i prostaki co rzygać się chce jak się na nich patrzy, a nie daj Bóg słuchać bo wtedy wychodzi ten nasz ukryty POLSKI antysemityzm (tak, tak wszystko żydki dziadku jebany pewnie nawet to, że zboża w tym roku mało wyrosło!) i inna nietolerancja. Pewnie, że najłatwiej mi krytykować, nic nie robić, „ile Ty dajesz społeczeństwu, że śmiesz mówić o nim źle?!”. Śmiem. Mam czelność. Bo mam dosyć. Iść pod prąd użerać się z przyziemnymi problemami kiedy oprócz tego mam problem z samym sobą. No i oczywiście robić dobrą minę, że wszystko kurwa jest w porządku, że jest pięknie, że się cieszę, że mi pasuje jak jest. A jebać to. Nikt mnie nie kocha, ja nie muszę kochać świata.

Idzie

Z całym swoim majestatem idzie jesień. Stojąc teraz przy ławce, patrząc w niebo czułem to w powietrzu doskonale. Bo wrześniowe, wczesnojesienne powietrze jest specyficzne. Letnie zapachy trawy, zbóż, kwiatów, zaczynają mieszać się z chłodem, wilgocią, dymem z ognisk. Lubię, kocham wręcz ten zapach mimo, że wieje mi w twarz nostalgią. Bo przecież jeszcze wczoraj w upalny lipcowy dzień jadłem w McDonaldzie śniadanie z najpiękniejszą dziewczyną na ziemi a potem pływałem z nią w jak mi się wtedy wydawało najcudowniejszym miejscu bo ja i ona i nikt więcej. Bo przecież jeszcze wczoraj przedzierałem się przez setki ludzi, z piwem w jednym ręku a papierosem w drugim, chcąc dojść pod scenę najpiękniejszego festiwalu na świecie. To wszystko, tak wiele wspomnień – to było jak wczoraj. Nie kilka dni, miesięcy, lat temu. Wczoraj, wczoraj byłem kochany i kochałem, piłem proste wino i nie martwiłem się do jakiego liceum pójdę, wczoraj byłem na wycieczce na ukrainie, czy też wczoraj… Nie, za dużo. Wieje jesienny wiatr. Jutro jakoś będzie, niedługo urodziny. Kurwa mać, 20 lat? Co ja zrobiłem przez ten czas. Jaki był cel mojego życia? Ja wiem. Śmieszny, dla Ciebie, dla innych, głupi, jak można?! przecież to nienormalne. Nie poradzę na to nic.

Warto iść ciągle do przodu. Nie robisz nic dla nikogo tylko dla siebie. Mogą na Ciebie pluć, wyśmiewać Cię, że Twój cel jest żaden, mogą wątpić mogą odradzać, bić cię abyś zrezygnował, odpychać Cię, mogą wszystko. Ale Ty idziesz, bo tak naprawdę oni nic nie mogą, bo wszystko jest w Twojej głowie a jak w to wierzysz to pokonasz ich wszystkich. Jesteś sam jeden jak palec, zawsze sam w swojej głowie. Wszędzie demony a tu jedno małe światełko. Twój cel. Tylko on się liczy.

Wszystko co znajduje się w granicach możliwości, musi zostać dokonane i będzie dokonane.

Juliusz Verne


Słońca podrygi

Zrobiło się ładnie, zrobiło się ciepło. Słońce świeci, zero chmurek. Zachęcająca pogoda na plenery wszelakie. Mam w głowie myśl – oby wrzesień taki był. Złota Polska Jesień. Może w Plusie też mają taką nadzieję oferując do końca miesiąca moich urodzin Youtube w komórce za darmo. Fajny pomysł – siedzisz z ziomkami na łące pada hasło „ej widziałeś ten filmik z YT?! niee?????” i wyjmujesz swój szpanerski telefon, odpalasz joŁtuba i cieszysz się filmikiem + dźwiękiem bez żadnych kosztów. Wakacje idealne.

Tak naprawdę wolałbym poprostu internet za friko. Dzięki Youtube przez jeden dzien przetransmitowałem telefonem około 100mb danych. A tyle spokojnie by mi wystarczyło na siedzenie na GG czy przeglądanie maili telefonem przez miesiąc. Ale nie… Za to muszę płacić, a za usługę, która tak naprawdę szczególna nie jest nie muszę. Cóż, życie to nie je bajka nie podrapie Cię po jajkach.

Skończył się remont w kuchni u babci. Dobrze jest, wszystko wygląda świeżo. Dobrze wykonana praca.

Nie tak dawno bo na początku tego tygodnia, po przebudzeniu na działce ogarnęło mnie zdziwienie. Jakto?! Niema burdelu?! JEST CZYSTO?!?! Tak było. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało ale chyba trzeba po prostu podziękować koleżankom z Wooda. Niestety nie obyło się bez smutnych incydentów. Takich jak jeden papieros na trzy osoby:

Coffe&Cigarette

Trzy kawki, jeden Golden. Potem było jeszcze gorzej kiedy trzeba było dopchać Bałaganowego Eclipsa do stacji benzynowej… Nie, nie ruszył na górce, nie ruszył na drodze. Na szczęście LaStrico dopchało go kawałek i daliśmy radę.

A teraz słucham Hey i jest mi smutno. Papa.


Jelonek i Goście

1. Jelonek

Wczoraj na Letniej Scenie KCK zagrał Jelonek z przyjaciółmi. Nie mogło mnie tam zabraknąć – każda okazja do przypomnienia sobie Przystanku Woodstock jest dobra. A jeżeli wybrać się tam z gronem znajomych, tym samym, którzy towarzyszyli tamtej pamiętnej wyprawie… Rozumiecie Sami.

Jelonek grał inaczej, tym razem było to bardziej ambitne „skrzypkowanie” ale do czegoś takiego zmusiły warunki. Cóż, Letnia Scena KCK jest malutka, nagłośnienie było malutkie a i widownia też była malutka. Na koncercie oczywiście zagościł kwiat kieleckiej młodzieży czyli sporo osób słuchających rocka i muzyki alternatywnej. Nie było hardcore bałaganaów, nie przewijały się dresy, które gówno by zrozumiały, za to sporo było osób starszych. Chyba każdy był po części zadowolony. Czy ja byłem? Nie wiem, to był po prostu miły koncert.


2. Nowe Mundo

Cóż, knajpka w stylu podróżniczym, z dobrą kawą, dobrymi drinkami, fajnymi spotkaniami i całkiem ciekawym wystrojem nie utrzymałą się w Kielcach. Szkoda, duże szkoda bo to było chyba jedyne miejsce gdzie czasem można było wpaść na koncert + piwo a czasem na dobrą kawkę z kimś pogadać. To wkurwia, ale widać w kielcach jeszcze ludzie nie dorośli do tego by była tu klubo-kawiarnia nie dla dresiarstwa.

Teraz Mundo to mroczne miejsce, całe w czerni, z czerwonymi napisami na ścianach i wielkim pentagramem na suficie. Z głośników leci brudny-napierdalający-Ci-w-huj-w-uszy-czarny-metal, cieżko z kim kolwiek się dogadać, w asortymencie tylko piwo i nic więcej, na stołach czerwone znicze aby pasowało do klimatu. Cóż… Wystrój jest ładny, ale jeżeli nie będzie można napić się kawy, drinka, a wszystko będzie opierać się na zasadzie „mamy mroczny klimat na pewno dużo bałaganów będzie tu przychodzić aby się najebać” to huja-do-dupy nowemu właścicielowi Mundo. Zrób sobie „nową Dziurkę” mimo, że klimatu tamtego specyficznego i niestety nie istniejącego już miejsca nie odda nic…

3. Koniec wakacji

Miałem jechać nad morze, nie jadę. Ah, może przyjaciel mi wybaczy te czynniki losowe które o tym zdecydowały. Wakacje powoli się kończą bo wrzesień mimo iż wolny to wakacyjny już nie będzie. Mam jeszcze kilka pomysłów, które muszę zrealizować aby być z siebie zadowolonym. Czekam z czymś do poniedziałku, potem jeszcze parę dni i… Zobaczymy. A teraz lecę się działkować, weekend z grillem i słońcem na podładowanie baterii.


Miejsca

Ostatnio podróżowałem. Od wtorku mój umysł zabrał mnie w wiele miejsc. Byłem w przeszłości tej co już się wydarzyła, byłem w alternatywnej kiedy postąpiłem jakoś inaczej, byłem też w przyszłości widzianej przez pryzmat marzeń i też w takiej, która nie chcę, żeby przyszła. Realnej?

Trochę wcześniej chodziłem piechotą po całym Lublinie szukając miejsc trochę wyrwanych z kontekstu albo po prostu szukając czegoś ciekawego. Być może po prostu włóczyłem się po tym mieście nie mając nić innego do roboty ale każda możliwa wycieczka w poszukiwaniu sensu życia jest dobra. Widziałem małą afrykańską wioskę, wielkiego pająka o stalowych nogach i odwrócone wierze na dwóch szynach.Tunel do mojej wioski

Mała wieża

Pająk stalowy

Czyją pomyłką był pająk i jak to się stało, że został tak wyhodowany a potem ktoś go porzucił nigdy się nie dowiem. Ale sprawa pająka kazała zastanowić się nad własnymi pomyłkami.

Późnym wieczorem a właściwie nocą już późną, nie wiem może to wczoraj było, stojąc na balkonie patrząc się w te bloki, mrugający na czerwono komin gdzieś daleko, nieliczne zmieniające się światła w oknach śpiewałem do siebie głodne kawałki, hity z dni kiedy wszystko mnie bawiło, a mój umysł przenosił mnie do przeszłości. Wspominki z bloga szpaka, tamte dni za tym też tęsknię.

Jestem daleko od tego wszystkiego tu-obok-zaraz-mnie i nie chcę do tego wracać.


Troszkę mniej.

Było mnie ostatnio troszkę mniej i tutaj w Świecie Cozziego i ogólnie w wirtualach. Ba, cały tydzień praktycznie nie logowałem się na Tlena i było mi z tym całkiem dobrze.

Po zdaniu egzaminu z Socjologii w terminie zerowym poczułem jakby więcej wolnego czasu. Zdaję sobie sprawę, że to tylko pozory bo SESJA praktycznie już się zaczęła, łatwy egzamin z Doktryn już 1 czerwca a potem tratatatata sajgon czyli egzaminy z HPP i PHP. Po dwa tygodnie na każdy z nich, jeżeli zacząłbym się uczyć od 1 czerwca. Tak pewnie będzie (chociaż nie chcę być złym prorokiem) a lepiej by było gdybym zaczął już teraz. To nie przelewki bo te egzaminy są przejebane ale cóż zrobić. Mogę je tylko zdać i koniec. Możliwości oblania niema i nie jest dopuszczona. Koniec i huj.

Z pewnym smutkiem i rozżaleniem spojrzałem na ludzi dookoła mnie a po tym rozejrzeniu doszedłem do wniosków tych co zwykle, czyli „jest źle, jest smutno, jest beznadziejnie szaro w moim życiu”. Zazdroszczę niektórym tej ciekawej zdolności układania sobie wszystkiego tak dobrze po swojemu. I czasu na to wszystko – partner, uczelnia, hobby czesto praca. Ja jeszcze nie wyrobiłem sobie zdolności godzenia moich hobby (czy to w ogóle hobby? temat na dłuższe rozmyślanie) ze sprawami z uczelnią związanymi. Inna sprawa, że brak partnera czy to, że nie pracuję może sprawia, że takiego nic nie robienia jest na tyle dużo, że rozleniwia jeszcze bardziej i psuje mój czas, który mógłbym poświęcić na uczenie się.

Ze stanów emocjonalnej zapaści wyrywają mnie różne okolicznościowe eventy tak jak koncert Kultu w czwartek. Dobrze było popić sowicie wódki. W sumie mało pamiętam drogę na lubelską politechnikę, dobrze, że jakoś się tam znaleźliśmy zmieszaliśmy z tłumem, popiliśmy piwko, pokrzyczeliśmy jak debile, poskakaliśmy. Nawet muzyka grała, nieno Kult jest fajny. Bardziej jednak w pamięci zostanie chyba sam powrót do domu, kiedy nie-wiem-kogo-to umysł (Mundek?) wygenerował  pomysł „ej, biegnijmy do domu na waleta!!!”. W sumie noc ciemna, trochę samochodów, jacyś również wracający studenci, czemu nie. Było zabawnie nawet nie było zimno. Jakieś dresiarstwo zatrzymało się samochodem wyzywając nas od geji, z innego samochodu ktoś uraczył nas komplementem „studenci jak zwykle kosmiczne pomysły”. Zastanawiam się też, jak udało mi się wejść na dach przystanku autobusowego… Nieistotne. Znaleziona tam sakiewka pełna skarbów okazała się niebezpieczna dla Matiego vel Mundka. Będę pokutował za swoje błędy pewnie jeszcze przez jakiś czas. Jedyne co smutne w tej historii to to, że koledzy moi nie zostali wpuszczeni na Łukoila gdzie mieli zamiar dokupić wódki. A mieli już na sobie ubrania. Część.

Pozostał mi miesiąc mieszkania w mieszkanku na RADOŚCI. Trudno uwierzyć, że ten czas zleciał tak szybko. Mimo codziennych problemów jak zawsze-otwarte-drzwi-do-mojego-pokoju-bo-ktoś-nie-umie-czytać albo prusaki w kuchni, czy też wcześniej dziwni sąsiedzi było fajnie. Ale co ja piszę BYŁO, jak to jeszcze miesiąc. A przez miesiąc może się dużo wydarzyć.

Podobno otworzyli Burger King’a w Krakowie… Kolejny powód by tam wyemigrować (jak się kurwa uda bo jak nie…). Zwłaszcza, że już mniej jako wadę postrzegam brak KFC na dowóz w mieście Smoka Wawelskiego. Przestałem jadać kurczaki w dostawie. Ostatnie były średnio smaczne. Do dupy takie żarcie.

Tęskni mi się trochę za domkiem. Ale huj koniec sentymentów! Proszę podesłać mi tytuły ciekawych filmów bo umieram nie mając nic do oglądania! Wolne chwile to teraz przechodzenie kampanii w Dawn of War II. Dawno nie grałem w tak fajną grę. No one will stop The Crusade!

Space Marines


Ło ło Łona

Po koncercie Łony w Chonabibe właśnie jestem, było fajnie, chociaż… Jutro wrzucę notkę recenzującą koncert a teraz jeszcze trochę dymuuu i lulllluuuu

Pomysł na kubełek

kfc_bucket

Od mniej więcej dwóch tygodni nie jadam już tak często w KFC co podyktowane jest szukaniem tymczasowych oszczędności. Jednak przeglądając dziś Digart natknąłem się na wątek poświęcony konkursowi na kubełek dla KFC. Cóż, nie mogłem się czymś takim nie zainteresować :D Do wygrania 10 000 zł, no i jeszcze satysfakcja, gdyby mój art znalazł się na kubełku. Ahh, marzenia. Ale spróbować sobie spróbuję co by nie ;) Dla chętnych LINK do konkursu.

To to po prawej, to taki mój miniblog, shoutbox. Jak nie będzie mi się chciało pisać długiej notki, albo poprostu będę chciał coś krzyknąć to o, tam po prawej. Skomentować też można. Przy okazji klikając w reklamę google :P Co bardziej spostrzegawsze osoby mogły zauważyć też, że linki na stronie prezentują się inaczej. Mam nadzieje łatwiej i przystępniej, no i powinny być lepiej indeksowane przez google.


Pranie

Przed wyjazdem do domu zrobiłem sobie w Lbn pranie. Potem szukałem przez dwa dni karty pamięci do telefonu w CK, i OŁ FAK!!! tak dokładnie, była w spodniach, które sobie prałem przed wyjazdem. Wyprałem. Działa. Czyli jednak nie taki szit jak spodziewałem się po memorce za 20 zeta.

Co z moim komisem?! Nie chcę go ale musi się odbyć no niech będzie…

Szukam kandydatki na towarzyszkę dni codziennych w Lbn. Tak, żeby się nie nudzić wiesz.


Ihahuha

No no, poszczęściło mi się, tydzień w domku będę mógł spędzić sobie. Tak długo dawno w domu nie byłem. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że mam tu do kogo wracać, a właściwie chciałem do Kielc przyjeżdzać aby móc zobaczyć się z kimś, ale teraz, teraz jestem tu dla rodziny i tylko dla nich. Dla siedzenia w swoim pokoju, który jest tylko mój i czuję, że jest mój, otoczony wszystkimi swoimi rzeczami gromadzonymi przez lata, układanymi tak by pasowało wszystko. W kompletnym chilloutowaniu się przeszkadza tylko widmo poprawki dnia 16 lutego, ale, tym razem ogarnę.

Pomyślałem sobie, że mając tyle wolnego czasu, czytaj tydzien w domu, posprzątam. Posprzątam sobie najpierw pokój z gromady niepotrzebnych mi już rzeczy które tak leżą. Bo wsród perełek sporo mam tu śmieci a śmieci się wyrzuca nie gromadzi. Pójdę do fryzjera, żeby zrobić porządek na głowie. A na końcu zwyczajowo będę próbował znów posprzątać sobie W głowie. Szkoda, że zawsze układam sobie tam wszystko sam. „Poukładaj mnie a ja zapuszczę w Tobie korzenie” – tak Fisz śpiewał, ja też bym tak chciał, żeby ktoś mi pomógł się układać w życiu.

Co jeszcze. Ten blog się zmieni. Czasem mam wrażenia, że te ślepia tutaj wciągają mnie w odchłań brudnych myśli a potem wydostać się z tego trudno. Zmieni się zarówno wystrój bloga jak i tematyka. Mniej o mnie samym, więcej o tym dookoła mnie. Zresztą, okaże się jak będzie, zawsze miałem wiele pomysłów, w 90% nigdy nie zrealizowanych. Ale możecie trzymać kciuki, żeby tutaj wyszło.

The Postal Service. Oglądałem filmik na YT o układaniu kostki rubika gdzie w tle leciał kawałek „Such Great Heights”. Słucham teraz od pewnego czasu tego zespołu i traf chce tak, że jak włączam go to za oknem wychodzi słońce. Teraz świeci a mi jest miło.

Spędziłem wczorajszy dzień w Warszawie. Pewne obserwacje skłoniły mnie do refleksji o związkach i podstawie ich budowania, ale to temat na dłuższe rozważania.

Chciałbym kogoś przytulić, pójść na spacer. Ostatnim razem jeszcze też świeciło słońce.