„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Prywatne

Everybody in the place (155 and rising)

To była 10 z rańca albo jakoś coś tak w deseń. Papieroski mi się kończyły ale jakoś nie chciało się podnieść dupy kiedy słonko piekło w plecy.

Dobra huj, jakieś bzdurne panny zakosiły mi mieszkanko gdzie chciałem przemieszkać mój pierwszy rok studiów. I weź nie bądź wkurwiony ile czasu zmarnowanego. Kupie sobie namiot i będę koczował pod uniwerkiem.

Ujmijmy to tak. Wszystko mnie w CK wpierdalało ostatnimi czasy i musiałem sobie coś ze sobą zrobić. Jeden wieczór poprawił mi humor co z tego, że film był hujowy, że Lublina nie rozkminiam a drogi są pojebane, że pies zgwałcił mi nogę. Nawijaj do mnie, dobrze się z tym czuję.

Październik. Lublin. Tabula rasa.


brutality.

W średniowieczu, tudzież innych odległych czasach gdy czasami ludzie byli kimś innym niż sprzedajnymi kurwami pewne sprawy dało się załatwić honorowo. Była kobieta, było dwóch mężczyzn, którym na kobiecie zależało jako na przyszłej żonie. Sytuacja konfliktowa. Jeśli panowie dysponowali klasą i nie byli plebsem, pojedynek zazwyczaj rozwiązywał sprawę. Jeden ginał drugi żył i miał kobiete, której pragnął. Oczywiście, jeden z walczących mógł zamiast udawanym honorem wykazać się sprytem i np. zapłacić za sztylet pod żebro swojego oponenta w przeddzień pojedynku. Jakby nie było, sprawę dało rozwiązać się w sposób niezwykle konkretny i przede wszystkim ostateczny.

Żyjemy w świecie obłudy. To co mamy teraz to jedna wielka farsa, ludzie otoczeni ludźmi w większości przypadków idą na oślep. Według trendów, czy według powszechnego mniemania, że żeby być kimś musisz skończyć taką a taką szkołę, takie a takie studia, robić to i to, otaczać się tym i tym. Do pomocy masz wiarę i wszelkie jej przypisy stworzone w takich czasach, że stosowanie się do poleceń wiary jest zupełnie inną ścieżką niż ta którą idzie się aby „być kimś”. I wszyscy myślą, że idą dobrze, bo przecież idą tam gdzie idą wszyscy inni ludzie, co z tego, że równie ślepi jak Ty, ja i wszyscy? Wszyscy wszyscy wszyscy, coś nam nie wychodzi to robimy z siebie męczenników, jak ranimy innych to szukamy sobie wymówki, że to przecież nie my albo, że my nie chcieliśmy, że to nie nasza wina. Codziennego zagubienia nie widać bo „jakoś leci”, świat się kręci, zapierdala, każdy ma przecież jakieś problemy albo jest w jakimś stopniu zły prawda? A jak jednak czujemy, że się gubimy, to pijemy, ćpamy, to się odcinamy od wszystkiego, mamy wszystko w dupie, albo nagle taka lampka jest w głowie „Bóg” i wyciągnięte z kontekstu wersy o tym, że Bóg kocha ludzi i nie pozwoli ich skrzywdzić, i nagle z życiowego chama robi się pobożny i dobry syn czekający na cud.

Nienawidzę tego miejsca, nienawidzę czuć smrodu kłamstwa wypływającego z ludzkich ust, widzieć fałszu odbijającego się w ludzkich oczach. Boli mnie, że tacy są wszyscy, że widzę tylko maski, boli mnie, że kocham niektórych ludzi a tak naprawde nie wiem czy kocham ich czy ich maski. I to, że ja też taki jestem, że też zakładam moje maski aby uczyniś sobie to życie łatwiejszym.

Gdzie są święci?

Czemu iskra dobra znów umarła…


huj.kurwa.dupa.cipa

Polska!

Wróciłem jakiś miesiąc temu wcale nie chcąc się dzielić tymi doświadczeniami na blogu. Ogólnie, wyniki z matury były hujowe, wyjazd do Irlandii to największy bład tego roku, ale huj, jestem studentem UMCS i mnie się to podoba. Wyjebane mam na tych co mówią, że to zła uczelnia itp itd.

Dobra czemu więc piszę skoro nie napisałem słitaśnej notki, że dostałem się na studia? Bo siedzę wkurwiony i nie mam najmniejszej ochoty zasypiać (nawet jakbym próbował to i tak nic to nie da). Słucham ostrej muzyki i denerwuję się, że kolejny raz w pewnym miejscu albo coś zjebałem, albo przeoczyłem. Kurwa mać. Zapowiadały się takie miłe wakacje. To nie. Dziewczęta, pytanie do was. Czy jak chłopak którego praktycznie nie znacie a który was też praktycznie nie zna, zaczyna nagle z wami rozmawiać i wyraźnie chce się z wami zapoznać to myślicie sobie „o jak fajnie! on chce zostać moim kolegą!”? Nie no… To albo jesteście kurewsko naiwne i po prostu nie czaję bazy, albo ja jestem jakiś zjebany i powinienem pierdolnąć sobie w łeb…

Ok, koniec narzekania, troszkę mi ulżyło ale tak naprawdę i TAK MAM WAS W DUPIE. Całe szczęście, w poniedziałek będę miał okazję zatopić swoje smutki w morzu alkoholu wszelkiej maści. Pić, żygać, pić żygać i nic nie pamiętać. Jupi!!! Kolejny CozzFest na horyzoncie!

Jak tylko naprawię tą, *@)$_@(($* 2398304q98(*@)$, wtyczkę do wordpressa to wrzucę wam świeżutkie teledyski jakie moim zdaniem warto obejrzeć!

See Ya, do następnego!


Drugi Tydzień & Dublin

Wczoraj minął drugi tydzień mojego emigracyjnego pobytu w Irlandii. Minął i coraz bardziej dopada mnie beznadziejność całego pomysłu z tym wyjazdem. Być może mam pecha. Z doświadczeń znajomych wynika, że gdzie za granicę by nie wyjechali praca była. Tu gdzie jestem roboty niema. Nie to żebym siedział na dupie i czekał aż sama spadnie mi z nieba. Chodzę, szukam i rozglądam się w sumie za czymkolwiek. Jednak Newbridge to chyba po prostu ogromna dziura gdzie o robotę jest ciężko. Jeszcze tydzień, jeśli nic się nie znajdzie, jeśli z Penneya i Apacha nie dostanę info, że jednak chcą mnie zatrudnić to chyba wracam.

Wczoraj byłem z Harrym w Dublinie. Mieliśmy niebywałe szczęście bo był wczoraj naprawdę ładny dzień! Świeciło słońce i było jakieś 20 stopni! Niewiarygodne ale prawdziwe. Prawdziwe Irlandzkie lato… Dziś dla odmiany jest jakieś 16 stopni i od rana pada deszcz. Słodko.

Dublin. Niby stolica ale nijaka. Ładnie odnowione najważniejsze zabytki, zrobiona za pieniądze z UE kolej podmiejska, duży duży duży Phoenix Park, parę mniejszych, ładny uniwersytet. I tyle. Zeszliśmy przypadkiem w jakieś boczne uliczki szukając centrum Jamesa Joyce’a. I oprócz tych fajnych głownych ulic  Dublin to slumsy. Brud, smród, zabite dechami budynki. Nieciekawie. Miastu brakuje też jakiegoś charakteru, klimatu. Brak tu rynku, miejsc o których faktycznie możnaby rzecz, że zapadają w pamięć. To nie Praga, to nie Wiedeń, nawet nie Kraków czy Wrocław. Widać, że przed przystąpieniem do UE Dublin jak i cała Irlandia były zacofaną prowincją.


Pierwszy tydzień

Minął mi pierwszy tydzień wakacyjnej emigracji zarobkowej do „magicznej” Irlandii. Mieszkam w wiosce pod Dublinem, mała miejscowość jakich wiele, jedna główna ulica, jedno wielkie centrum handlowe, masa różnych sklepów i tak naprawdę absolutnie NIC ciekawego do obejrzenia. Dom w jakim się ulokowałem określam mianem „polskiego getta” zważywszy na to, że zamieszkują je sami Polacy i to niestety ludzie, których interesującymi określić nie można. Współczucie dla nich odzywa się u mnie bo po tygodniu rozmów i obserwacji wnioskuję, że po prostu, bez szans na jakiekolwiek godziwe życie w Polsce zostali zmuszeni do emigracji do obcego kraju…

Irlandia pełna jest polaków. Przynajmniej tutaj. Nie ma możliwości przejścia się ulicą i nie usłyszenia języka Polskiego. Jeśli ktoś chce chodzić po sklepach wielce prawdopodobne jest, że w jednym z nich sprzedawca przemówi w rodzimym języku. W marketach są polskie produkty, są polskie sklepy gdzie można kupić jedynie polskie rzeczy, polskie gazety, nadaje polskie radio. To jest straszne. Bo spora część tych Polaków to plebs przed którym uciekałbym i stał jak najdalej będąc w Polsce.

Jest tu brudno. Irlandczycy nie dbają o porządek. Kiepy, puszki, opakowania z fast foodów są wszędzie. Gdyby nie służby odpowiedzialne za czyszczenie to to by był jeden wielki śmietnik, bo Irlandczyków, zwłaszcza tych młodych szczerze pierdoli to czy ma być czysto czy nie. Tak jak w Polsce może nawet trochę gorzej.

Rude, spasione prosiaki. Tak określiłbym tutejszą młodzież. Ładnych dziewczyn widziałem tu mało, choć przyznam, są i jeśli już są ładne to zazwyczaj nawet tak bardzo ładne. Ale to nikły procent w porównaniu z ogółem. Ogólnie Irlandczycy są po prostu brzydcy. Czasem aż ciężko na nich patrzeć. Do tego moda, OMFG, tutaj wszyscy <30 chodzą w dresach! Bawełnianych, śliskich, z paskami, bez pasków, ale w dresach. Chłopaki i dziewczyny. Chłopcy bardzo często z opakowaniem żelu na włosach bo to taki lans jak włosy sie świecą i są zajebiście żelem posklejane, oh yeah!

Pogoda… Zimno : ( Kiedy słyszę, że w Polsce 30 stopni w cieniu a ja tutaj mam max 18 w słońcu to aż żal… Jest tu chłodno, często wieje wiatr, chmury na niebie to standard, rzadko kiedy świeci czyste słoneczko. Jest wilgotno. Zadziwiające jak tutejsi mieszkańcy się do tego dostosowali. Podczas gdy mi zimno w dzinsach i bluzie oni śmigają w t-shircie i krótkich spodenkach. Ale cóż, wychowani tak od małego ; )

Podsumowując: pierwszy tydzień minął nudno, nudno nudno, na obserwowaniu tego co tu się dzieje, niemrawym szukaniu pracy z którą wbrew pozorom jest ciężko (ciężko jeśli szukasz pracy na wakacje, w Lidlu możesz dostać kontrakt od ręki ale na minimum 6 miesięcy :) ). Czy jestem zadowolony z wyjazdu? Na razie nie… Ale cóż, może uda się to w jakiś sposób zmienić.


.grzanki z cebulą

Żyję! Amazing prawda? Przeżyłem stres i zapierdziel przedmaturalny. Przeżyłem matury. Ciężko było ale teraz jestem wolny. Totalnie wolny. Po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna czuję, że mam za dużo wolnego czasu. Mogę wszystko, mam czas na wszystko, nic nie muszę. Tylko daleko w głowie szumi „ile % z matury” a zaraz obok „znajdź se pracę”.

Ostatnie trzy dni kiedy przyjechał Szpaq jak zwykle spędziłem szmacąc swój organizm. Czuję to teraz. Brudząc w organizmie oczyszczam umysł ze złych myśli. Coś za coś bro. Life is easy, oj jest kiedy masz fazę i PakMana, kiedy delektujesz się suchym chlebem podpieczonym na patelni posmarowanej masmiksem z wtartą nań cebulą. Kiedy wszystko ma kolor żółto czerwony i cieszysz jape ja pojebany. Czekałem tyle czasu.

Patrząc wstecz ze smutkiem zadaję sobie pytanie czemu przestałem być obiektem fascynacji? Otwartość na ludzi… Cóż. Fakt faktem, że zatrzymuję się na etapie „only friendship” albo nawet mniej, i tak naprawdę nic nie zostaje oprócz przejmującej i dotykającej w najbardziej kurwa nie fajnych chwilach pustki. Jeśli masz tak samo jak ja, że znajomych kumpli przyjaciół masz tysiąc pięćset sto dziewięćset, a czasem się okazuje bro, że jesteś jednak zupełnie sam to, for sure, jesteśmy w tej samej sytuacji. Jesteśmy w dupie.

Chciałem wam dać ciekawe filmy na które natykałem się w swojej długiej przedmaturalnej podróży. Ale. Wtyczka do WordPressa odmówiła posłuszeństwa. Nie ma opcji, które były. WTF zadaję sobie pytanie, kiedy na nie odpowiem to coś na 100% się tu nowego znajdzie.

Czekajcie piszcie. Bądźcie ze mną bo mam dla was dużo więcej czasu.&nbsp;


Nic.nowego

Leżę sobie na kanapie po calym dniu ktory wbrew pozorom styrał mnie niemiłosiernie. Nawet nie chce mi się z tej kanapy wstawać więc korzystam z dobrodziejstwa wifi w telefonie do publikacji tej notki.

Zdałem prawo jazdy i jeżdzę. Naprawde super sprawa. Szkoda tylko, że do matury czas liczę już w dniach i boję się jej prze kurewsko i w sumie sam nie robię z tym nic…

Dzisiaj prawdziwi przyjaciele pokazali ze sa. Nie inni tylko właśnie ci. Dziekuje.

I jakto OSTR rymuje w jednym ze swoich najnowszych kawałków: „Żyje jak miś panda, jem sram zasypiam…”!


zaraz będzie ciemno

Buro, szaro i ponuro. Brakuje mi zimy. Tej takiej prawdziwej, pełnej śniegu skrzypiącego pod grubymi butami, mrozu malującego wzorki na szybach, wszechobecnej bieli, tego, że wtedy wszystko takie czyste. Dni są krótkie tak samo, tylko, że całe dnie są takie bez wyrazu. Brzydko.

Cały czas borykam się z moim lenistwem. Mam parę rzeczy do zrobienia, które obiecuję sobie zrobić od naprawdę, naprawdę długiego czasu ale ich nie robię bo wolę się poobijać NIC nie robiąc. A czas ucieka. Nie chcę obudzić się przed maturą z poczuciem zmarnowania czasu… Walka. Kiedy walczysz z samym sobą jest cholernie trudno.

Dwie większe imprezy się szykują. Sylwester i studniówka. Jeszcze nie wiem jak sylwestra spędzę ale wiem napewno, że będzie lepszy od poprzedniego. Nie to abym rok temu bawił się źle. Lecz teraz nie mam już w głowie całego burdelu jaki niszczył mnie od środka w zeszłym roku. Wiem też, że będzie obok mnie kilka osób na których mi zależy. I to się liczy. O sylwestrze nie myślę tak intensywnie jak o studniówce. Oj, powinno być ciekawie. Najbardziej się chyba cieszę z tego kto będzie mi podczas tej jedynej imprezy towarzyszył. Oby było dobrze…

Wczoraj przez chwilę pomyślałem sobie: „a może by zmienić tego bloga, może wystrój jego taki jaki jest do niczego się już nie nadaje? Mam czysto w głowie, mam radość w głowie a tutaj jest smutno…”. Ale chyba jednak nie. Blog to zawsze była taka odskocznia, takie miejsce spokojne, troszkę inne niż wszystko dookoła mnie, bo to co było na blogu, czy tym czy innym zawsze było gdzieś ze środka. Zobaczymy… W końcu organizacja Vegepic’a i wszystkich jego pod serwisów to jedna z tych zaplanowanych rzeczy za które od dłuugiego czasu nie mogę się zabrać…


.!.

uha. Tak trochę jestem a tak trochę mnie niema. W mózgu zasiedziały mnie się takie pozytywnie fajne wylajtowane sprawy tylko, że kolidują ze sobą. Albo rybki albo akwarium -> się tak mówi prawda?

Kiedyś były dwa wybory. Wybrałem jeden i zjebałem. Coś nie wyszło a to co się nie zaczęło ciąży mi do dzisiaj, właśnie dlatego, że się nie zaczęło a przecież „mogło być tak pięknie”.

Dzisiaj są dwa wybory. Nie wybrałem żadnego a właściwie mimo iż nie mogę to wybieram oba. Lekka schizofrenia a ja czuję się taki dziwnie podjarany tym wszystkim. Właściwie to sprawa powinna być jasna -> wybrać odwrotnie niż kiedyś tylko, że teraz umysł mi podsunął tyle nowych zajebistych rozwiązań, że żadne nie wydaje się dobre. A przede wszystkim to jakoś ostatnio mimo wszechogarniającej mnie szarości to ja się tak pozytywnie nastroiłem do wszystkiego, że na obecnym etapie to wszystko takie jest dziiwne, że układa się samo w jakąś dziwną całość.

Stan duchowych halucynacji dopełnia mistrz przkazu: L.U.C !



mleko i czekolada

I wpadłem w te kleszcze monotonii. Wiesz jak to jest, to wtedy kiedy w zaczynasz nie rozpoznawać dni bo tak szybko mijają i każdy jest właściwie taki sam, że no jak tu je kuźwa odróżnić? Nudzę się w szkole gdzie absolutnie nic ciekawego się nie dzieje. Może jestem chory ale przez to, że wszystkie przedmioty jakie mam są w pełni wylajtowane i niema czegoś takiego jak stres spowodowany brakiem skilla do jakiegoś przedmiotu, czuję, że wieje nudą. Zero tego mobilizującego stresu. Tylko raczej zniechęcenie.

Ulver

Ahh jaką niespodziankę zrobił mi na jesień Ulver. Myślałem, że bardziej klimatycznej płyty po „Blood Inside” nie będą w stanie wydać a tu proszę – „Shadow of The Sun” jest świetna. Siadam w nocy, zakładam moje moje duże słuchawki i mnie niema. Niema niema niema, nie dzwoń do mnie nie chcę Cię tak jak nie chcę niczego co gdzieś jakoś mnie otacza. Jeśli tylko znajdziesz realną możliwość zabrania mnie do innego świata… Może wtedy otworzę oczy i pójdziemy.

A gdy naprawdę muszę to sie uczę. Za mało. Przecież muszę pokazać i Tobie i wszystkim na około, że wątpić we mnie to było wasze głupstwo. Muszę albo spalę się ze wstydu jeśli się okaże, że mieliście rację… Ale powoli zaczynam czuć to dziwne uczucie – uczucie satysfakcji kiedy wiesz i umiesz coś konkretnego. Coś co napewno jest Ci potrzebne.

Papieros to już tak na stałe. Niestety a może i stety. Nie wiem jak ja bym bez tego małego skręta z tytoniu… Śmierdzę tym, mam kapcia w ustach ale sam moment… Cenię sobie samą możliwość tego, że mogę zapalić wtedy kiedy potrzebuję. Taki niby wolny ale na tyle zniewolony, że nie mogę sobie powiedzieć „dość”…

Ja, ten pieprzony egoista, który ciągle myśli o sobie mam już dość. Rozpierdala mnie od środka. Parodia – do szaleństwa doprowadziło mnie to, że… że żyję tylko dla samego siebie. Że wszystko co robię robię tylko i wyłącznie pod siebie! Nie mogę tego już znieść. Próbowałem coś zrobić. Chciałem dla kogoś, dla kogo kto został moim zdaniem potraktowany nie godnie. Myślałem, że pomogę i sam znajdę trochę spokoju. A tu mur ściana i WTF?! nie rozumiem pewnych zjawisk a może i rozumiem tylko dlaczego zawsze przeciwko mnie? Od 2ch tygodni chce też komuś coś powiedzieć. Niema jak. Co mam kurwa znów użyć gadu-gadu, smsa, telefonu? Nie, nie tym razem. Nigdy więcej.

Tak bardzo bym chciał zostać przez Ciebie zauważonym… Nie jako dusza towarzystwa, nie jako kompan do picia, nie jako kolega do pożartowania… Jako ja…

Dość… Masz i weź to co wylałem z siebie.


poranek.

Zawsze kiedy budzę się rano sam w domu, czy to po imprezie czy po innych atrakcjach zastanawiam się co mi te atrakcje dały. Doprowadziły do przemyśleń. Czy dzięki nim zastanowiłem się troszkę nad sobą? Zazwyczaj nie.

Chwila refleksji to właśnie taki spokojny poranek jak teraz. Nikt w domu nic nie mówi bo nikogo niema. Jest cicho, Smolik delikatnie leci z głośników a dym z papierosów tworzy już gęsty dywan przy suficie. Siedzę w moim przestronnym pokoju otoczony półcieniem jaki panuje w nim 24h na dobe. I jest mi dobrze.

Czasami poznajesz człowieka i na długo zostaje Ci w pamięci. Gorzej kiedy to osoba odmiennej płci bo zaczynasz się zastanawiać czy czasem Ci się nie podoba i co można by z tym zrobić.

No właśnie. Najgorsza jest bezsilność. Kiedy jesteś zdany na łaskę tej drugiej osoby, czy chociaż z Tobą porozmawia czy może po prostu jesteś zwykłą częścią życia, która kiedyś się po prostu ujawniła, ale nie trzeba tego epizodu rozwinąć choćby w najmniejszym calu.

Kiedyś miałem cel. Nie, nie zgubił się ani nie to, że ja straciłem siły czy mobilizację. Ktoś go poprostu zniszczył. Stłukłeś kiedyś szklankę? Wiesz jak wygląda potem. To cały czas szklanka. Szkoda, że tylko we fragmentach i jakoś niema zbytniej możliwości znów połączyć jej w całość.

I w sumie boję się. Postawić sobie nowy cel? Starać się i walczyć? Chciałbym bo potrafię, chciałbym bo wiem, że ta osoba jest tego warta, bo zafascynowała mnie bardziej niż ktokolwiek inny od naprawdę długiego czasu. Ale jeśli znów ktoś wytrąci mi szklankę z ręki?

I tylko tyle… że dawno nie czułem się tak dobrze jak po tej butelce balsamu pomorskiego.


lipiec.

Cóż. Nic się nie dzieje. Wakacje zaczynają się robić smętne. Norb i FLoyd wyjechali do Anglii i słuch po nich zaginął. Spore grono przyjaciół wyjechało. Jest gorąco ale poza tym nic się nie dzieje. Na szczęście myśl o pewnej osobie już tylko lekko tli się w głowie lecz niestety nie oznacza to, że jest mi lżej. Jakoś nie…

Mam pecha do pogody. Byłem na mazurach pod żaglami to piździło, padał deszcz, średnio 15 stopni. Tyle co wrociłem do domu jest 35. SIK! No ale jakby nie było 2 tygodnie rejsu były piękne. Wiatr i deszcz w oczy, lekkie fale i płyniemy. Co z tego, że wszystko mokre, co z tego, że zimno, co z tego, że liny od żagli tną Ci ręce. To jest to! I wieczór przy ognisku, kiedy cumujesz na dziko w miejscu gdzie niema nikogo oprócz Ciebie. Nowi, śmieszni i sympatycznie ludzie, słabo pożywne jedzenie (2 tygodnie płatków z mlekiem, chleba i konserw, zupek chińskich). W przyszłym roku to powtarzam, oby już sam ze swoimi znajomymi.

Trochę zdjęć robiłem. W sumie to był test E50 czy potrafi zrobić fotki, które jakościowo ujdą. W słońcu tak… W słabym świetle absolutnie nie. Ile było momentów kiedy żałowałem, że musiałem zostawić moje Fuji w domu… No ale proszę, sami sobie zobaczcie:

Łabędzie...Zachód

ŚluzaWodaLeszek & Jarek


Wakacje. Już napradę !!!

No, doczekałem się, wszystko co miałem zaliczyć zaliczyłem, poprawiłem oceny i mogę szczerze pierdolić moje kochane LO ; ) Zobaczy mnie dopiero na zakończeniu roku.

Zostawili mnie dzisiaj samego z siostrą w domu. „Masz pieniądze, idź do eklerka, kup kurczaka z rożna to sobie na obiad zjecie”. No niby fajnie ale jakoś siedząc na balkonie, paląc papierosa stwierdziłem, że żaden kurczak nie zaspokoi dzisiaj mojego podniebienia i… I tak, odezwało się we mnie zacięcie do gotowania. Szybki rzut okiem na lodówkę zaowocował tym, że w piekarniku właśnie pieką się ziemniaki po prowansalsku według mojego własnego przepisu. Co jak co ale jak siostra powie „Ale syf…” to jej chyba coś zrobię za nieszanowanie mojej pracy ; P

Nie muszę się już uczyć wobec czego bawię się moją nową zabawką. Mniej więcej tydzień temu przyszedł czas na wymianę mojego 3letniego, rozpierdolonego w każdym calu telefonu na nowy. Niestety kochany Plus GSM nie miał już w swojej ofercie wymarzonej przeze mnie Nokii 6680 a funduszy na jego następcę tj. Nokii N70 nie posiadałem. Obawiałem się, że znów dostanę jakiś syf ale na całe szczęście pan z obsługi umiał trafić w sedno sprawy i znalazł dla mnie telefon, który na tę chwilę uważam za idealny. Nokia E50:

E50

Podpasowała mi strasznie. Mała, z dużym czytelnym wyświetlaczem, w metalowej obudowie. Aparacik 1,3 mpx ma i co najważniejsze system operacyjny Symbian w którym większość rzeczy mogę sobie dowolnie modyfikować, wgrywać nowe progsy itp itd. Boli tylko, że nie zostało mi pieniędzy na kartę pamięci ale mam nadzieję, że niedługo się dorobię : P

Wkręciłem się we Włatców Móch! Genialna kreskówka! A najlepsze: wujek wpadł kiedyś wieczorem do ojca, ja akurat nie miałem co robić to siadłem z nimi piwo pić. Coś mnie naszło, włączyłem właśnie Włatców. Pośmiali się, spodobał im się w miare ten polski South Park. Następnego wieczora, mniej więcej godzina 24 idę sobie do kuchni po coś do jedzenia. U ojca świeciło się w pokoju, norma o tej godzinie, zaglądam i patrzę… Włatców Much oglądał… Okazało się, że obejrzał już wszystko co na YouTube było wrzucone :P Czyli jeszcze nie jest tak źle z moim starszym.

Podsumowując to ostatnio jakoś jest mi inaczej, huj wi czy lepiej czy gorzej ale jakoś sobie ciągniemy samego siebie do przodu. Idę doglądnąć mojej potrawy.


wakacje.

Ha, wróciłem z wyprawy. W sumie to już parę dni temu ale zdecydowanie nie chciało mnie sie o tym pisać. Warto jednak abym nadmienił iż wyprawa przyniosła zamierzony skutek! Totalne porzucenie wszystkich złych i trapiących mnie myśli. Krótkotrwale. Krótkotrwale gdyż teraz niestety mój umysł pełen jest kolejnych sprzeczności – tak tak tak, jestem sfrustrowany, zły i nie miły. Czyli to co zwykle : ) Tutaj jednak podziękuję mojej wyprawowej ekipie za to, że trochę pogody we mnie wrzuciliście. Najbardziej dziękuję Łucji – wytrzymać taki maraton rozmów ze mną a potem powiedzieć mi to co powiedziałaś mało kto potrafi. Teraz czasami się zastanawiam co by było gdyby wyprawa trwała parę dni dłużej… Ale niema co gdybać bo się smutno zrobi, że tych dni nie było.

Podczas wyprawy zahaczyłem o Paradę Schumana. Oto króciutka wideo relacja nie oddająca nawet w 20% tego jak naprawdę wyglądała ta zabawa:


Czuję się zdecydowanie wakacyjnie mimo tego, że mam pełno materiału szkolnego do zaliczenia. Jak mi ktoś uświadomił powinienem pokazać, że potrafię, że stać mnie aby zrobić wszystko.  To idę koxować naukę. Zarywam noc. Więc dobranoc.


wyprawa.

Spakowałem się, jest dobrze. Teraz tylko nastawić budzik tak aby obudzić się jutro o 4tej rano i zdążyć na pociąg.

Uciekam. Jest okazja to uciekam od tego miasta, od wszystkich tych ludzi, od moich problemów, od jednej osoby przez którą wszystko tak mnie się komplikuje. Nie ucieknę na długo, nie mam możliwości, ale mam nadzieję, że te parę dni pozwoli mi troszkę odpocząć mimo tego, że będą to raczej dni wypełnione ciężką pracą. Ale praca to też ucieczka – nie ma się czasu aby myśleć o czymkolwiek innym niż to nad czym się wtedy siedzi.

Nie będę szczegółowo opisywał w jakim stanie jest moja psychika obecnie. Kto wie ten wie, kto nie wie wiedzieć nie musi. Miedzy innymi to było powodem zaniedbania tego bloga – jakoś nie mogłem się zbierać w sobie.

I jeszcze nawiasem. Szukam chętnych na wędrowny obóz żeglarski na mazurach. Od bodajże 29 czerwca do 12 lipca. Piszcie maile, odpowiem jak wrócę.

I trzymajcie za mnie kciuki


KONIEC.!

Przyczyna błądzenia istot żywych zasadza się na tym, iż sądzą one, że fałsz można odrzucić, a prawdę zgłębić. Wszelako kiedy zgłębiasz samego siebie, fałsz staje sie prawdą, i nie ma żadnej innej prawdy, którą należałoby zgłębiać.

Koniec. Skończmy to wszystko. Skończmy tą farsę. Skończmy udawanie. Precz z fałszem i zakłamaniem! Precz z unikaniem odpowiedzialności! Precz ze wszystkim!!! W tym wszystkim i tak niema nic! Niema nic o co mógłbyś walczyć! Twoje ideały rozprysną się i tak, nieważne! Przyjaciele Cię wyśmieją! Twoja miłość Cię zdradzi! Może Bóg? Tak, znajdź mnie, ja Ciebie nie widzę.

Chciałbym to skończyć raz na zawsze.


gdzie.ja.jestem.?

„Patrzyłam w niebo. Zaczęłam patrzeć jeszcze przed brzaskiem i wpatrywałam się zafascynowana, jak ze smolistej czerni powstaje przepiękny błękit, przechodzący przez nieskończoną ilość kolorów…

A otem nagle… Błekit nieba spadł…

Albo… To moje ciało eksplodowało i rozprysło się tysiącem kawałków. A serce samotnie wzbijało się w górę wciąż przyśpieszając…

Tak się czułam!

Przestałam być sobą. Zjednoczyłam się z „błękitem nieba” i rozlałam się po całym świecie…!

To było zaledwie kilka sekund… A może kilka godzin…? Nie wiem… Było to bardzo dziwne, niesamowite doznanie…

Teraz już rozumiem. Do tej pory spotkałam przeróżnych ludzi, było wiele nierozwiązywalnych równań. Przeżyłam wiele chwil głębokiego smutku… ale… wiem, że wszystko ma na tym świecie jakiś cel.

I niema nikogo kto by umarł.”

Alita

Spoglądam w niebo i nie wiem gdzie jestem…


no.good

Wszystko tak zapierdala, że zapomniałem na śmierć by cokolwiek pisać. Zresztą… Czy jest w ogóle o czym pisać?

Annihilation

Padł mi dysk jakiś czas temu. Nikomu absolutnie nie życzę komunikatu podczas skanowania dysku „wystąpił jeden, krytyczny, nieodwracalny bład”. Pierwsze – panika. Na całe szczęście po zbadaniu dysku okazało się, że fizycznie nie jest uszkodzony. Fajnie. Ale co dalej? Wyszukiwanie for internetowych i próba naprawy partycji – niestety zakończona fiaskiem. Próbowałem na dziesiątki sposobów – całej partycji nie udało się odzyskać. Pozostało mi po prostu wyciągnięcie plików i zgranie ich na inny nośnik. Jednak większość przereklamowanych komercyjnych programów okazała się niezdatna. Jakiś pirat jednak pomógł. Dane odzyskałem. Nie chce mnie się tylko sformatować dysku na nowo… Straszny leń

300

Byłem dzisiaj na „300″. Świetny film. Czuje się klimat komiksów Millera. Momentami montaż scen podobny do „Sin City” no ale wiadomo.  Warto iść dla samego widowiska, prawdy historycznej to tam się zbytnio nie znajdzie. Szkoda, że niepotrafię być taki nieugięty jak Spartanin.

Bezsilność

Najgorsze uczucie na świecie. Nienawidzę go. Jak ja kurwa nienawidzę czuć się bezsilnym! Dlaczego więc to uczucie mnie tak bardzo ciągle przepełnia?

Pozytywnie

Żeby nie było to zakończmy tą notkę jakimkolwiek optymistycznym akcentem. O np.


Bleh… Dobranoc.


how.to.be.happy.?

Cause it’s a
bitter sweet symphony that’s life
Try to make ends meet, you’re a slave to money then you die
I’ll take you down the only road I’ve ever been down
You know the one that takes you to the places where all the veins
meet

No change
I can change
I can change
I can change but I’m here in my mould I am
here in my mould

But I’m a million different people from one day to the next
I can’t change my mould no no no no no no no no no
Well I’ve never prayed but tonight I’m on my knees yeah
I need to hear some sounds that recognise the pain in me yeah
I let the melody shine let it cleanse my mind, I feel free now
But the airwaves are clean and there’s nobody singing to me now

No change
I can change
I can change
I can change but I’m here in my mould
I am here in my mould

But I’m a million different people from one day to the next
I can’t change my mould no no no no no no have you ever been down

I can change
I can change

Cause it’s a bitter sweet symphony that’s life
Try to make ends meet try to find somebody then you die

No change
I can change
I can change
I can change but I’m in my mould
I am here in my mould

But I’m a million different people come one day to the next I can’t
change
my mould no no no no no

We’ve got ya sex and violence melody and silence
(Have you ever been down)
(I’ll take you down the only road I’ve ever been down)

The Verve – Bittersweet Symphony

Piosenka kojarząca się z jednym z najsmutniejszych okresów jakie przeżyłem. Dziwne, że słuchając jej teraz czuję się mniej więcej tak samo.

Już tak mam, że muzyka zawsze przypisana jest do jakiś wydarzeń, do konkretnych momentów, życia. Tyle ile chwil tyle muzyki.

Może pora wyrzucić to co kojarzy się ze smutkiem?


jest.wino.niema.problemu

Niema to jak pozytywnie rozpocząć weekend w piątek i równie pozytywnie zakończyć do w niedzielę :) Piątek co prawda zaczął się ciężką rozmową, która i tak nic w moim życiu nie wyprostowała lecz później, zupełnie przypadkowo przerodził się w bibę. Niema to jak pic jabole z jakimiś metalami na jakimś wypizdowie. Full total pozytywnie. Sobota pod znakiem nic nie robienia, obejrzenia ze Szpaqiem fajnego filmu a wieczorem siedzenia w knajpie. Oprócz porażki jaką było wypierdolenie mnie z Cockneya również pozytywnie. A dzisiaj totalna olewka wszystkiego – to kocham.

Zaczyna się nowy tydzień. Jakoś dziwnie wydaje mi się, że powinien on być pełen zapierniczania z nauką jednak z drugiej strony doskonale zdaję sobie sprawę, że pewnie będę miał wszystko w dupie. Whatever, zobaczymy.

Jeszcze jedno co mam do przekazania. Uruchomiony został nowy Vegepic, w związku z tym poszukuję redakcji. Newsmani, recenzenci, graficy, technicy, wszyscy. Zgłaszajcie się, pomóżcie, napewno będzie fajnie!


a.wy.to.i.tak.huj

Zbliż mnie do siebie, rozkochaj mnie w sobie, powiedz jak bardzo potrzebny jestem, przytul, ogrzej, ochroń.

A potem mnie zabij skoro tak naprawdę nic nie było szczere.



again.here

No to wróciłem z tygodniowego wypadu w góry. Nie powiem, było fajnie, mógłbym tam siedzieć jeszcze kolejny tydzień. Nartki, imprezki ogólnie opierdalanie się na całego. Z wyjątkiem poprawiania technik narciarskich, tu zmiłuj niebyło! Poznałem sympatycznych ludzi, nabawiłem się zapalenia oskrzeli, czekam na więcej.

Coby tu… Zdjęć wam nie wrzucę. Nie mam. Szczegółowego opisu też nie opłaca się umieszczać, opowiem własnoustnie jak ktoś będzie potrzebował. Jeszce tylko tyle, że przez wyjazd mam w głowie dwie spierające się ze sobą myśli, które w zasadzie teoretycznie powinny się wykluczać a narazie siedzą w mojej świadomości i tylko lekko przepychają. Poszukiwania rozwiązania rozpoczęte.

Cozzie wrócił, mozecie liczyć, że znów bedę was nachodził, nękał, gnębił! Góry dodały sił więc będzie jazda ^_^


a.dziś.może.pączek?

Tłusty czwartek w tym roku obchodzę skromnie. Jeden (fakt, że duży jak cholera) pączek to co to jest?! Nic a nic, przyznać rację mi musicie. No ale jakoś tak wyszło.

Dzisiejsze święto lubię. Jest przyzwoleniem do obżerania się. Absolutnie pozytywne. Wczoraj jednak świętowaliśmy co innego. Walentynki. Kiedyś bardzo przywiązywałem do niego wagę, było dla mnie cholernie ważne by w walentynki obdarować czymś kogoś, aby ten ktoś to docenił, widział, że pamiętam, że kocham… Tak. Puste i sztuczne prawda? Teraz tak na to patrzę. Puste to święto. Dlatego go nie obchodzę. Nie wysyłam tysiąca SMSów, nie odpowiadam na smsy, nie kupuję czerwonych serduszek dla nikogo. Paradoksalnie jeśli w tym okresie chcę zaprosić kogoś do kina, kawiarni, whatever to w każdy termin byle nie w walentynki, byleby nie wyszło, że zapraszam z powodu walentynek.

Kuracja lekami dobiega końca. Cozzie powoli staje na nogi. Niepowiem, tydzień siedzenia w domu dobrze mi zrobił. Fakt, że (jak zwykle) nie wykorzystałem potencjału jaki drzemał w tych wolnych godzinach ale cóż. Będzie lepiej :P

Ktoś na gg w statusie miał linka do fajnych obrazków. Genialne złudzenia optyczne. Chciałbym coś takiego kiedyś naprawdę zobaczyć:

Sony Batman Fontanna Mozaika Spiderman Basenik Wodospad

W moich głośnikach natomiast zagościł… Jazz! Bardzo pozytywne rytmy, to też chyba z zasobów Bartka, które wpadły na mój dysk w ferie. Dzięki ;)!

I niby powodów do zmartwień niema. Ciągle do przodu, do przodu Cozzie!


totally.nothing

Rozleniwiłem się. Strasznie bardzo bardzo, tak, że kompletnie nic nie robię. Po części jest to wina tego, że choruję ;) Przeziębienie mnie trzyma, z domu ruszać się ochoty nie mam a robić coś w domu już zupełnie. U lekarza dzisiaj byłem. Zapalenie gardła i zatok. Antybiotyk. Oczywiście Cozzie, że nie musisz iść do szkoły, posiedź w domu i przyjdź na kontrolę w środę. Okej…

Jakoś w weekend rodzinka się zjechała. Jak zwykle ojciec z wujkiem zalali się w trupa, wujaszek wyjątkowo. Jak na nich patrzyłem to w sumie wiem już, że moje ciągoty do picia oporowego przeszły mi ze starszego pokolenia. To wszystko rodzinne.

Ojciec wyciągnął jakieś pudło. Jakieś rupiecie. Zdjęcia, listy i inne pierdoły z czasów kiedy on i mama byli młodzi, studiowali i poznawali świat. Dorwałem pudełko. Aparat, obiektywy, papier do zdjęć, odczynniki chemiczne do wywoływania. Negatywy. Pełno negatywów. Jakby Agnieszka skończyła tą ciemnię to byłaby kupa zabawy z wywoływaniem tego. Może. Chciałbym aby była ładna pogoda jak wyzdrowieję. Pójdę robić zdjęcia.

Ciągle słucham muzyki. Teraz też. Zaraz siądę w fotelu i z kubkiem herbaty zatopię się w dźwiękach. I nie będzie nic.