„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

Prywatne

It’s a tasty burger!

Ostatnio troszeczkę przystopowałem z wszelkiego rodzaju fastfoodami. Jakoś mniej KFC, zero McDonalda itp. W najnowszych tematach na forum Digarta powstał jednak wątek o w miarę starej już reklamie Burger Kinga:


Oglądałem ją jakiś czas temu i zrobiła na mnie wrażenie. Nie wiadomo czy faktycznie amerykanie są tak przywiązani do Whoopera czy jest to tylko zabieg reklamowy. Trzeba jednak przyznać, że reklama jest pomysłowa a jej autorzy napewno mieli kupę zabawy obserwując niczego nie przupuszczających klientów. Ze swego doświadczenia mogę powiedzieć, że Whooper jest naprawdę zajebisty, że ogólnie hamburgery w Burger Kingu są pyszne a takie big maci czy mcroyale nie dorastają chociażby Big Kingowi do pięt ;) Szkoda, że w Lublinie niema a żeby poucztować takimi rarytasami muszę wybierać się do Warszawy.

Kontynuując tematy hamburgerowe i fastfoodowe. NIGDY nie lubiłem żarcia z różnego rodzaju budek z kebabem, hot-dogami itp. Jakoś odrzucało mnie to, choć racjonalnego powodu ku temu nie było. Kebabu nadal nie lubię. Jednak blisko mojej uczelni jest pewna budka z hamburgerami. Bedąc kiedyś bardzo bardzo głodny a mając pustkę w portfelu skusiłem się na hamburgera z serem za 5 zł i… i był to strzał w dziesiątkę! Chrupiąca bułeczka, sałatka, zajebiste mięsko majonezik keczupik, no bajka. I ta przystępna cena. To dowód na to, że warto korzystać z doświadczeń innych osób (dzięki Kozak).

Podobno KFC w Lublinie ma małe obroty. Dziwne to patrząc przez pryzmat tego, że KFC w lublinie jest jedno, i kiedy by się tam nie przyszło ktoś tam coś spożywa. No ale takie wiadomości od Mundka do mnie dotarły.

Może to jakieś ogólnopolskie problemy finansowe tej korporacji? Ostatnio widziałem plakat jakoby można było mecze naszej reprezentacji oglądać w siedzibie kurczaków za friko. Brakuje tylko piwa w menu, chociaż jak dla mnie to zupełnie nie miejsce na taką posiadówkę. Z innych ciekawych ale jak dla mnie nie trafionych rzeczy jest konkurs tenisa na konsoli Wii, oczywiście rozgrywany w KFC. Poco to komu? Nie wiem. Fast-food to dla mnie miejsce gdzie mam zjeść coś dobrego a nie bawić się w pierdoły.

Przyszła wiosna, świeci słońce, KONIEC STAGNACJI, koniec depresji.


dżoło.

Grunt to zawsze szukać różnych rozwiązań, nawet w sytuacjach kiedy teoretycznie zostało zrobione już wszystko w danej kwestii a nie osiągnięto tego co się zamierzało. Nie inaczej jest w medycynie, kiedy jeden lekarz mówi „to wszystko. nic więcej nie można już zrobić” a inny „spróbujmy jeszcze tej opcji”.

Byłem wczoraj w Katowicach u pewnego lekarza z Mongolii. Właściwie bardziej pasującym do niego określeniem byłby znachor lub nawet szaman. Wizyta ta była podyktowana sprawą mojego prawego ucha, gdzie na chwilę obecną konwencjonalna medycyna nie ma recepty na poprawę. Jednak medycyna dalekiego wchodu nijak podobna jest do tej naszej, zachodniej. Czym innym się leczy, co innego się leczy, inaczej podchodzi się do leczenia. Wszystkie problemy zdrowotne to nie zaburzenia konkretnych organów, to zaburzenia przepływu energii w organiźmie, zanieczyszczenie organizmu. Dlatego też medycyna wschodu stara się leczyć źródło, ten początek z którego wszystko co złe wynikło.

Moje ucho zostało otwarte na medycynę niekonwencjonalną.

Dżoło

To powyżej to dziwne chińskie mieszanki lecznicze. Nie mam najmniejszego pojęcia co to jest, gdybym umiał czytać po Chińsku to może zrozumiałbym co jest w tych pudełeczkach, natomiast co jest w foliowych torebeczkach na zawsze pozostanie niewiadomą gdyż zapewne jest to sekret owego szamana. Jedno jest pewne, wywar z tego proszku jest straszny w smaku. Mogę śmiało powiedzieć, nic gorszego w życiu nie piłem. Cóż, ma to oczyścić organizm, przywrócić równowagę energii. Zobaczymy. Jest czas.


Zabezpieczony: tego szukałeś?

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Zimowe zmagania

autko1

Obudziłem się dzisiaj rano i była piękna pogoda. Zimowa, śniegu nasypało. Była to więc świetna okazja by pojechać na działkę, zobaczyć co się zmieniło no i posiedzieć sobie w zimowym krajobrazie a przy okazji pozwolić psu się wybiegać. Wszystko super gdyby nie to, że śniegu po kolana i w pewnym momencie, niestety, puff, samochodzik się zakopał… Paredziesiąt minut przebierania łopatą aby jakoś wyjechać pokazało mi jak po różnych pobytach w szpitalach wyjałowiłem z energii swój organizm :P Na dodatek pies durny, nie chciał wrócić, znalazł w stawie na w pół zdechłą rybę-lub-coś-takiego więc uciekał z tą „zdobyczą” kiedy ja styrany chciałem tylko jednego -> do domu…

Pomijając jednak te drobne problemy, sobota była fajna. Wiekszość znajomych celebruje dzisiejsze święto, tak, nie inaczej a Walentynki właśnie. Nie mam z kim więc nie obchodzę ;) A szkoda bo chętnie bym komuś jakieś pluszowe czy też czekoladowe serduszko dał. Może za rok.

Parę słów jeszcze o blogu -> uporządkowałem trochę tagi i kategorie notek, aby łatwiej było odnaleźć różne rzeczy bo pamiętam gdy ktoś kiedyś zapytał „miałeś na blogu taki fajny teledysk a niemogę znaleźć”. No to może teraz będzie prościej.

Wracam do logiki bo mi ucieknie w poniedziałek…


Ihahuha

No no, poszczęściło mi się, tydzień w domku będę mógł spędzić sobie. Tak długo dawno w domu nie byłem. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że mam tu do kogo wracać, a właściwie chciałem do Kielc przyjeżdzać aby móc zobaczyć się z kimś, ale teraz, teraz jestem tu dla rodziny i tylko dla nich. Dla siedzenia w swoim pokoju, który jest tylko mój i czuję, że jest mój, otoczony wszystkimi swoimi rzeczami gromadzonymi przez lata, układanymi tak by pasowało wszystko. W kompletnym chilloutowaniu się przeszkadza tylko widmo poprawki dnia 16 lutego, ale, tym razem ogarnę.

Pomyślałem sobie, że mając tyle wolnego czasu, czytaj tydzien w domu, posprzątam. Posprzątam sobie najpierw pokój z gromady niepotrzebnych mi już rzeczy które tak leżą. Bo wsród perełek sporo mam tu śmieci a śmieci się wyrzuca nie gromadzi. Pójdę do fryzjera, żeby zrobić porządek na głowie. A na końcu zwyczajowo będę próbował znów posprzątać sobie W głowie. Szkoda, że zawsze układam sobie tam wszystko sam. „Poukładaj mnie a ja zapuszczę w Tobie korzenie” – tak Fisz śpiewał, ja też bym tak chciał, żeby ktoś mi pomógł się układać w życiu.

Co jeszcze. Ten blog się zmieni. Czasem mam wrażenia, że te ślepia tutaj wciągają mnie w odchłań brudnych myśli a potem wydostać się z tego trudno. Zmieni się zarówno wystrój bloga jak i tematyka. Mniej o mnie samym, więcej o tym dookoła mnie. Zresztą, okaże się jak będzie, zawsze miałem wiele pomysłów, w 90% nigdy nie zrealizowanych. Ale możecie trzymać kciuki, żeby tutaj wyszło.

The Postal Service. Oglądałem filmik na YT o układaniu kostki rubika gdzie w tle leciał kawałek „Such Great Heights”. Słucham teraz od pewnego czasu tego zespołu i traf chce tak, że jak włączam go to za oknem wychodzi słońce. Teraz świeci a mi jest miło.

Spędziłem wczorajszy dzień w Warszawie. Pewne obserwacje skłoniły mnie do refleksji o związkach i podstawie ich budowania, ale to temat na dłuższe rozważania.

Chciałbym kogoś przytulić, pójść na spacer. Ostatnim razem jeszcze też świeciło słońce.


Ptaszki


Fru Fru Fru

Żyję  T U, obsesyjnie zmotywowany by być doskonały, mimo niedoskonałości samych w sobie, przez ludzi lubiany i szanowany.

W moim świecie ptaszki mają futerko a nie mają skrzydełek.

SESJA KURWA


dziki teatr

To były Kielce. I bez wątpienia był to Plac Wolności. Tylko jakiś dziwny, wykrzywiony. W jednym miejscu stała dziwna kamienica, wąska, otynkowana na czarno, z groteskowymi oknami, zapadającym się dachem, wysoka na pięter chyba z pięć. Dziwny napis po łacinie nad wejściem nie był przezemnie zrozumiany. Staliśmy tak z moimi najważniejszymi w życiu przyjaciółmi przed wejściem do tego dziwnego miejsca. Pamiętam kto stał, i wydaję mi się właśnie, że to Ci o, których z czystym sumieniem mogę powiedzieć „przyjaciele”. Była też dziewczyna, ta najważniejsza w moim życiu, stała obok mnie, uśmiechała się i rozmawiała z pozostałymi, i wtedy zrozumiałem już, że to sen.

W środku były stoliki. Był półmrok, ale nie taki kiedy schodzisz do piwnicy. Bardziej coś w stylu ledwie przdzierających się promieni słońca przez grube stare i zakurzone zasłony. Czarne krzesła, przy czarnych stolikach, nie wyraźny mężczyzna za barem, dym papierosów jak dywan pod drewnianym sufitem. „Sztuka niedługo się zacznie, proszę usiąść, napić się czegoś przed seansem” powiedział jakiś głos. Siedliśmy i zaczeliśmy pić, dla wszystkich to było takie naturalne tylko ja rozglądałem się zastanawiając co to jest.

Bo to był Teatr. Nie żadna stara knajpa ale Teatr. Gdy wszedłem na salę, wszystko było jak z krzywego zwierciadła. Ponure, straszne, mroczne, a jednocześnie dało się odczuć fakt, że to nie jest poważne, że siedzisz w miejscu, które ma Cię zaskoczyć, bo jesteś widzem, a tutaj odgrywane są rzeczy mające przypominać rzeczywistość. Groteskowe.

To był piękny sen. I piękny Teatr. Gdybym kiedyś miał zbyt dużo pieniędzy to coś takiego chciałbym mieć. Jedyne takie miejsce. Potem sen przerodził się w jakieś bzdury, przez moment kiedy obudziła mnie pielęgniarka żeby podpiąc kroplówkę. Nie wiem gdzie poszli przyjaciele, gdzie poszła Ona. Czasem próbuję interpretować jakoś sny, odnieść do rzeczywistości to co próbuje pokazać mi mój umysł. Może zaniedbuję, niektórych swoich przyjaciół. Może ten Teatr miał pokazać, że wszyscy gramy w jednej wielkiej sztuce jaką jest życie? A grając powinniśmy zmieniać swoje role. Podświadomość stawia Ją obok mnie. A może po prostu to sny, wytwory mózgu, splot różnych myśli i chorej wyobrani, które nic nie znaczą a poprostu są. Pewnie tak.

Lubię snić. Te wszystkie światy mojej wyobraźni.

Tam jestem szczęśliwy, tam nikt mnie nie goni, tam ja nikogo nie gonię, za niczym i za nikim nie tęsknię.

Mój Teatr. Moje Sny.


rakieta na mount everest

RakietA

To jest moja rakieta. Zabierze mnie tam gdzie normalnie nie umiem się dostać.

Czasem nie wiedzieć jest lepiej. Tkwić w swoim wyobrażeniu, że jest jak jest może ok może nie, ale mieć swój pogląd. Niepotrzebna jest dokładna wiedza o innych. Ale wiedza przychodzi, czasem samemu z jakiś bzdurnych przyczyn się jej szuka, albo ktoś „uprzejmy” powie Ci co i jak.

Jestem taki zawiedziony. Żal? Przykrość? Dezorientacja?

Nie mam wpływu. Wierzyłem, że jest inaczej. Zawsze wierze.

Wole wierzyć, po huj wiedzieć.

Dzisiaj chcę zwinąć się w kłębek i płakać albo kurwa, huj nic nie chcę, niech mnie ktoś zabierze do innego świata, takiego gdzie o niczym się już nie pamięta i z którego niema powrotu.

I papierosy się skończyły.


żyje poto żeby żyć

rachuneksos

Pierdolę, ograniczał się nie będę, złe newsy zniweluję a poradzę sobie tym, oh god bless KFC!

Wyjdę stąd, wyjdę stąd już za jakiś czas a wtedy wszystko ułoży się dobrze bo musi.

TO NIC TO NIC TO NIC TO NIC



Masz tu proszę pośpiewaj sobie ze mną. thx Łucja.


nowy rok

Nie wiem jak określić miniony już rok. 2008 to było wiele różnych momentów, wiele różnych chwil, ważnych prób, wiele nowych sytuacji w jakich postawiło mnie życie. Matura, Irlandia, wakacje, które nie były wakacjami, Lublin, rozpoczęcie studiów, nieudane próby naprawy uczuć, plany, które nie wyszły… Bardzo, bardzo szybko zleciał. W głowie mam to samo, co roku życzę sobie tego samego. Witam rok 2009 w szpitalu, ale nie jestem smutny bo spoglądając wstecz teraz mogę sobie życzyć, żeby było tylko lepiej. Dla mnie najważniejszym życzeniem jest powrót do zdrowia, oraz to, którego nie wypowiem, a które będę trzymał w swoim sercu, bo tak widocznie musi już być, rok za rokiem, dniem za dniem.

Dzięki wam moi przyjaciele, za to, że jesteście. Marcin, za to, że mogę podzielić się z Tobą każdą moją myślą, że jesteś prawdziwym przyjacielem, który nie boi się opierdolić kiedy robię źle. Dzięki, że mimo kilometrów przyjaźn trwa. Przepraszam ludzi, którzy się na mnie zawiedli, nie potrafię sprostać wszystkim wymaganiom, które przedemną stawiacie. Chciałbym wymienić tu wszystkich ale każdy kto w jakiś sposób towarzyszy mi w życiu wie jak go cenię. Bedę z wami w nowy rok.

Żyjcie tak jak chcecie żyć. Czerpcie garściami z tego co świat oferuje. Każdemu według jego potrzeb. Taki powinien dla nas wszystkich być ten nowy, mam nadzieję lepszy rok!

No i miłości. Mimo że „gdy serduszko kocha to rozumek niema nic do gadania”.

Ale.

Za mądrzy byśmy byli ;)


chwila zwątpienia

Przyszedł dołek. Nie, nie powiem, że zaatakował niespodziewanie bo jego przebłyski tliły się gdzieś w zakamarkach głowy od dłuższego czasu. Samotne godziny jednak nasilają poczucie wszecobecnego zwątpienia, kiedy przez tyle godzin moja głowa może nie nipokojona przez nikogo tworzyć myśli o tym o czym ja już nie chcę myśleć…

Wojskowy Instytut Medyczny, miejsce w którym obecnie i przez najbliższe pare dni jeszcze będę się znajdywał to moloh. Nie miałem okazji (i obym już więcej nie miał) przebywać w tak ogromnym szpitalu. Nie wiem ile jest tu sal, oddziałów, pracujących ludzi, lekarzy czy chorych. Pewnie masa. Leże na sali patrzę jak słońce wędruje po niebie i odliczam tylko czas, żeby stąd wyjść. Odpukać w niemalowane, jest lepiej. Codzienne zabiegi w komorze hiperbarycznej są fajne, najpierw kompresja do ciśnienia 2,5 atmosfery a potem oddychanie czystym tlenem. Oczyszczenie orgnizmu i natlenienie wszystkich tkanek. Potem cały dzień na kroplówce, leki rozszerzające naczynia krwionośne i witaminy aby przywrócić mi normalny słuch. A potem noc, i kiedy niemogę w ogóle zasnąć, papieros za papierosem w toalecie dla pacjentów, i dalej, próba spania i miliony tych wszystkich pierdolonych myśli, flashbacków, wyobrażeń przyszłości, marzenia, świadomość ich niespełnienia. Nie. Niemogę długo tak przebywać bez ludzi, których lubię. Fizyczna samotność pokazuje mi, że jestem sam. Na duszy.

Sylwestra też tu spędzę. Nici z dobrej zabawy na krakowskim rynku, z moimi przyjaciółmi, z którymi tak bardzo chciałem się spotkać a z którymi tak dawno się nie bawiłem. Nie wiem kiedy znowu będzie taka okazja. Luty może marzec. Sesja idzie. Idzie sesja a ja nijak czuję się do niej przygotowany. Nie chcę zawalić, bo byłaby to porażka co prawda moja personalna, ale okazałoby się prawdą to co wyrokowali niektórzy, że ja do niczego się nie nadaję. A nie chcę dać im satysfakcji by mogli powiedzieć „mam rację”. Tak samo nie chcę zawieść tych, którzy we mnie wierzą.

Coś jest nie tak. „Grzebię w trupie” jak Ty to mówisz Marcin. Większość ludzi łatwo adaptuje się do nowych sytuacji, do zmian przed jakimi stawia ich życie. Ja mam z tym problemy. Nie mówię o tym co proste, zmiana miejsca zamieszkania, przyzwyczajeń, znajomych itp. To jest łatwe. Mam tylko takie poczucie, że mój rozwój duchowy się zatrzymał, że emocjonalnie cały czas jestem przywiązany, tylko, że jestem przywiązany do czegoś, czego dawno już niema, zmieniło swoje miejsce, jest, ale to ktoś inny. Podziwiam tych, którzy potrafią z podniesioną głową iść do przodu, którzy podnoszą się po porażkach, szukają nowych sposobów na swoje życie, nowych partnerów, samodoskonalą się w różnych dziedzinach. Ja tęsknię, i wiesz, tęsknię wciąż i marzę sobie i zamykam swoją głowę.

Nikt mi tam nie wejdzie.

I nie potrafię sobie pomóc.


miliony myśli

Przepływają mi przez głowę tak jak krew w żyłach, powietrze w płucach, woda w rzece. Cicho, głośno, coś przemilczę, coś wykrzyknę. Tyle rzeczy chciałbym powiedzieć, a o tylu porozmawiać, tyle tematów. Co robiłem, co widziałem, o czym myślałem. A siedzę cicho, milczę bo tak naprawdę z kim o tym wszystkim?

Myślę, że wiesz. Chociaż przecież mylić się mogę bo kto nie jak każdy. Jestem dziwny. Czasem się zastanawiam ile razy moje światy upadną, od czego się zaczną nowe. To jak litery w alfabecie, gdzie A jest najważniejsze. Tak i tutaj światy, każdy z inną literą na początku. Miałem taki, z literą A. Budujesz zdania, spórbuj zdanie bez litery A. Nie wychodzi? Nie rozumiesz. To tak jak moje światy bez tego A, niekompletne jakieś takie, w bałaganie, chore. Nauczyłem się z tym funkcjonować. Może sobie wmawiam.

Ale jak złożyć zdanie bez litery A?

Miliony myśli.


life tastes great

Czasami nie mogę się oprzeć. Mam kilka takich rzeczy w życiu, nieważne co dookoła, moje małe radości. Nie wyglądam na żarłoka, ba, jestem chudy, za chudy chyba jak na faceta z mym wzrostem i mym wiekiem, ale tak jest, a ja lubię jeść. Jedną z pierwszych rzeczy na jakie jestem w stanie przeznaczyć swoje pieniądze jest jedzenie. Był finał You Can Dance, siedliśmy sobie, oglądaliśmy, a ja miałem swój Kubełek Classic z KFC i byłem zadowolony. Może to zwykłe, może to standardowe, może zaślepiony jestem reklamami, światem przepełnionym konsumcjonizmem, może ktoś powie, że to syf, że przecież sam zrobiłbyś sobie lepszego kurczaka, okej. Robię to co lubię. Cieszę się, że Viola wygrała.

Co odczuwasz? Czy kryjesz coś przed innymi ludźmi po to by myśleli o Tobie inaczej niż mogliby pomyśleć nad prawdziwym Tobą? Świat jest jaki jest a jedyne co możę ciągnąć nas zawsze do przodu to życie w zgodzie z samym sobą. A jeżeli trafisz kiedyś na człowieka, który w pełni zaakceptuje Twoje prawdziwe jestestwo, to świata już nie trzeba będzie zmieniąc, bo to co najbliższe stanie się całym Twoim światem.

Daft Punk – Voyager



wschód!

Nietonie, łikend jeszcze się nie skończył, ale już mogę powiedzieć, że był gruby. Pan Mróz oraz Dejwid.T przywieźli ze sobą z Krakowa pokłady braterstwa, które rozbudziły zdecydowanie moją chęć do imprezowania. I było. Co prawda nie wszyscy dopisali ale liczą się Ci co byli i kij w oko reszcie. Chciałbym przy okazji podziękować sklepowi dopalacze za otwarcie swojej filii w LbN.

Jak to mówią „braci się nie traci” a wy utwierdziliście mnie w tym przekonaniu. Przyjdzie pora przywitać KrK : )

PS Jeśli zginę to dlatego, że fotka do tej notki jest bez autoryzacji osoby na niej się znajdującej : <


niesamowiciejakwspaniałymożebyćświat.

Kto mnie zna ten mnie zna, kto myśli, że zna ten będzie dalej myślał, że zna, a kto w ogóle mnie nie zna a chciał coś napisać to tak też zrobił. Nie zawiedli mnie Ci po których spodziewałem się, że się nie zawiodę. Poza jednym smutnym wyjątkiem ale, takie jest życie, i taka też była koncepcja tego ostatniego: dowiedzieć się więcej.

Wracając dzisiaj z uczelni (wyjątkowo nie mając na uszach bariery dzwiękowej) przysłuchiwałem się rozmowie młodzieży gimnazjalnej. Wyraźnie musiało to być jakieś dobre gimnazjum gdyż podekscytowana dziewczyna i podekscytowany chłopak prawili o szalenie nośnej plotce szkolnej jakoby w ich gimnazjum pojawiły się grupki, uwaga, wciągające tabakę! Dziewczyna opowiadała, że widziała pojedyńcze osoby, ale nie mogła dowierzyć swojemu koledze, że są to już całe grupy. Była wyraźnie poruszona tym faktem, toż to narkomania.

Przypomina mi się moje gimnazjum, pierwsze papierosy na garażach, pierwsze pudełka tabaki Red Bull wciągane po kryjomu w szkolnym kiblu. Młodzieżowa zabawa, coś co dawało namiastkę dorosłości. Zresztą więcej tego wszystkiego było, tanie wina gdy nie chciało się NIC nie robić na ławce, robienie sobie marmolady z mózgu tylko poco? Najpiękniejsze chwile jakie mam w głowie to właśnie ten okres dorastania, bycia głupim pseudo-dorosłym, kiedy jedynym problemem było „jak nie być cały dzień w domu aby rodzice się nie dojebali”, żeby robić to na co się miało ochotę. Narobiłem sobie problemów, ale zawsze chciałem być dobrym chłopakiem, nie robić nikomu krzywdy, samemu sobie też nie. Ale w tym wieku to nie wychodzi.

Jestem starszy, niby jakieś doświadczenia wykute w głowie, pierdoły dobrze okej. Zmieniłem podejście, przymknąłem się w sobie samym. Złe jest to, że nie mam kluczyków od pewnych kłódeczek. Bo w pewnym momencie, kiedy odwróciłem się na pięcie od wszystkich i wszystkiego to wyjebałem klucze gdzies daleko za siebie. Fajnie było, ale został z tego problem. Jak znajdziesz moje kluczyki to daj znać.

Mam pomysł na różowe chmurki i fioletowe słońce. Nawet nie wiecie jaki piękny świat jest przez takie okulary.


inspiracje do zmiany myśli

Fisz Envee – „Kryminalny Bluez”


Śniło mi się dzisiaj coś pięknego. Takie sny trzymam w głowie, nikomu nie powiem, może tylko Tobie, jeśli we śnie moim… Piękna.


gdzieś.

I wiesz, czasem zadaję sobie pytanie gdzie ja patrzę? Nie mówię o tym codziennym, co za oknem w pokoju, co za szybą w autobusie, jakie piękne drzewo, oh jaka piękna dziewczyna. Na co ja patrzę w swoim życiu?

Sercem patrzę i sercem szukam tych rzeczy, które są dobre i którę mogę mieć blisko siebie.

„to takie nierealne, w tym samochodzie jak w kapsule, jakbyś jechał przez wielkie morze, nie wiesz co przed Tobą co za Tobą, co na boki…” Nie chcę wiedzieć czasem. Wielka mgła, jak koc. Zakrywam oczy.

Dobranoc.


I took a brain in another dimension

Bawiłem się lodem i puszczałem bańki.

Nie pytaj mnie jak jest bo Ci nie odpowiem. Zacząłem studiowanie, mam teraz indeksy na rękach patrzę sobie na plan zajęć, ależ jest lajt to coś zupełnie innego. Oczywiście, zapierdalanie zacznie się, już wiem z jakich egzaminów lekko nie będzie. Ale who cares, gdyby tak nie było to jaki sens byłby wszystkiego, impreza codziennie, ale poco?

Dobrze jest ok, wstaję codziennie około 9-10 w pustym mieszkaniu patrzę na nie swoje ściany, wchłaniam nie swój zapach, myję zęby niedobrą wodą a potem patrzę w okno z papierosem z myślą „czekałeś na to i masz korzystaj”.

Za bardzo się przejmuję. A chciałbym chciałbym…

Inaczej myślałem o tym wieczorze.


ostatnia przygoda

Nic nie będzie już tak samo. Dostaliśmy szansę i na pewno ją wykorzystamy. Mam nadzieję, że to będą fantastyczne 4 dni, które będę pamiętał. I odpocznę. I ucieknę. Znowu, znowu ucieknę.

Oficjalny Trailer:


A umysł mam w strzępach. W kawałeczkach tak pomieszanych, że nie wiem gdzie czego szukać. Tak nie powinno być.

Do zobaczenia w przyszłym tygodiu.


świat.

Nie wiem, bo czasami moje myśli budzą się w innym wymiarze i jakby nie pasują do rzeczywistości. Innym świecie gdzie marzenia przeplatają się ze wspomnieniami, gdzie jest miejsce na nadzieję a wszystko dzieje się bez słów. Moje myśli tam są a ja siedzę otępiały przed ekranem komputera, albo z papierosem w ustach w miejscach gdzie tylko ja wiem, że lubię siedzieć, bo siedzieć lubię tam samemu, bez nikogo i niczego.

W ludzkich sercach przechodzą zmiany, w naszych głowach inne myśli inne priorytety, lecz my sami rzadko się zmieniamy. Doskonalimy, dorastamy, zamieniamy, gubimy buty, szukamy, jesteśmy lub nas niema, głupiejemy, mądrzejemy. My. Ci sami i w środku zawsze tacy sami.

Nie cofnę czasu.

Ludziom zawsze będzie brakować słów na opisanie swoich uczuć.


fully matured finest quality

Wczoraj pomyślałem chciałem napić się Whisky. Stał u mnie Ballantine’s niezmęczony od dłuższego czasu bo okazji nie było. Zaprosiło się kogo trzeba i dawaj.

Może jestem prosty, ale jebać to, to whisky było nie dobre. Nie podeszło mi. Nie lubię drogich alkoholi. Nie lubię drogiej wódki. Wolę otworzyć sobie dobry browarek bez jebania w szklaneczki, lód, drinki z palemką.

No dobra ok, Tequile lubię.

Idzie mój wrzesień, słońce przez chmury.


Everybody in the place (155 and rising)

To była 10 z rańca albo jakoś coś tak w deseń. Papieroski mi się kończyły ale jakoś nie chciało się podnieść dupy kiedy słonko piekło w plecy.

Dobra huj, jakieś bzdurne panny zakosiły mi mieszkanko gdzie chciałem przemieszkać mój pierwszy rok studiów. I weź nie bądź wkurwiony ile czasu zmarnowanego. Kupie sobie namiot i będę koczował pod uniwerkiem.

Ujmijmy to tak. Wszystko mnie w CK wpierdalało ostatnimi czasy i musiałem sobie coś ze sobą zrobić. Jeden wieczór poprawił mi humor co z tego, że film był hujowy, że Lublina nie rozkminiam a drogi są pojebane, że pies zgwałcił mi nogę. Nawijaj do mnie, dobrze się z tym czuję.

Październik. Lublin. Tabula rasa.


brutality.

W średniowieczu, tudzież innych odległych czasach gdy czasami ludzie byli kimś innym niż sprzedajnymi kurwami pewne sprawy dało się załatwić honorowo. Była kobieta, było dwóch mężczyzn, którym na kobiecie zależało jako na przyszłej żonie. Sytuacja konfliktowa. Jeśli panowie dysponowali klasą i nie byli plebsem, pojedynek zazwyczaj rozwiązywał sprawę. Jeden ginał drugi żył i miał kobiete, której pragnął. Oczywiście, jeden z walczących mógł zamiast udawanym honorem wykazać się sprytem i np. zapłacić za sztylet pod żebro swojego oponenta w przeddzień pojedynku. Jakby nie było, sprawę dało rozwiązać się w sposób niezwykle konkretny i przede wszystkim ostateczny.

Żyjemy w świecie obłudy. To co mamy teraz to jedna wielka farsa, ludzie otoczeni ludźmi w większości przypadków idą na oślep. Według trendów, czy według powszechnego mniemania, że żeby być kimś musisz skończyć taką a taką szkołę, takie a takie studia, robić to i to, otaczać się tym i tym. Do pomocy masz wiarę i wszelkie jej przypisy stworzone w takich czasach, że stosowanie się do poleceń wiary jest zupełnie inną ścieżką niż ta którą idzie się aby „być kimś”. I wszyscy myślą, że idą dobrze, bo przecież idą tam gdzie idą wszyscy inni ludzie, co z tego, że równie ślepi jak Ty, ja i wszyscy? Wszyscy wszyscy wszyscy, coś nam nie wychodzi to robimy z siebie męczenników, jak ranimy innych to szukamy sobie wymówki, że to przecież nie my albo, że my nie chcieliśmy, że to nie nasza wina. Codziennego zagubienia nie widać bo „jakoś leci”, świat się kręci, zapierdala, każdy ma przecież jakieś problemy albo jest w jakimś stopniu zły prawda? A jak jednak czujemy, że się gubimy, to pijemy, ćpamy, to się odcinamy od wszystkiego, mamy wszystko w dupie, albo nagle taka lampka jest w głowie „Bóg” i wyciągnięte z kontekstu wersy o tym, że Bóg kocha ludzi i nie pozwoli ich skrzywdzić, i nagle z życiowego chama robi się pobożny i dobry syn czekający na cud.

Nienawidzę tego miejsca, nienawidzę czuć smrodu kłamstwa wypływającego z ludzkich ust, widzieć fałszu odbijającego się w ludzkich oczach. Boli mnie, że tacy są wszyscy, że widzę tylko maski, boli mnie, że kocham niektórych ludzi a tak naprawde nie wiem czy kocham ich czy ich maski. I to, że ja też taki jestem, że też zakładam moje maski aby uczyniś sobie to życie łatwiejszym.

Gdzie są święci?

Czemu iskra dobra znów umarła…


huj.kurwa.dupa.cipa

Polska!

Wróciłem jakiś miesiąc temu wcale nie chcąc się dzielić tymi doświadczeniami na blogu. Ogólnie, wyniki z matury były hujowe, wyjazd do Irlandii to największy bład tego roku, ale huj, jestem studentem UMCS i mnie się to podoba. Wyjebane mam na tych co mówią, że to zła uczelnia itp itd.

Dobra czemu więc piszę skoro nie napisałem słitaśnej notki, że dostałem się na studia? Bo siedzę wkurwiony i nie mam najmniejszej ochoty zasypiać (nawet jakbym próbował to i tak nic to nie da). Słucham ostrej muzyki i denerwuję się, że kolejny raz w pewnym miejscu albo coś zjebałem, albo przeoczyłem. Kurwa mać. Zapowiadały się takie miłe wakacje. To nie. Dziewczęta, pytanie do was. Czy jak chłopak którego praktycznie nie znacie a który was też praktycznie nie zna, zaczyna nagle z wami rozmawiać i wyraźnie chce się z wami zapoznać to myślicie sobie „o jak fajnie! on chce zostać moim kolegą!”? Nie no… To albo jesteście kurewsko naiwne i po prostu nie czaję bazy, albo ja jestem jakiś zjebany i powinienem pierdolnąć sobie w łeb…

Ok, koniec narzekania, troszkę mi ulżyło ale tak naprawdę i TAK MAM WAS W DUPIE. Całe szczęście, w poniedziałek będę miał okazję zatopić swoje smutki w morzu alkoholu wszelkiej maści. Pić, żygać, pić żygać i nic nie pamiętać. Jupi!!! Kolejny CozzFest na horyzoncie!

Jak tylko naprawię tą, *@)$_@(($* 2398304q98(*@)$, wtyczkę do wordpressa to wrzucę wam świeżutkie teledyski jakie moim zdaniem warto obejrzeć!

See Ya, do następnego!