Perspektywy
Stuknęło mi na karku 21 lat. Właściwie to jeszcze nie, pierwszy września jest dopiero za 2,5 godziny ale to już prawie. Oczko tak zwane, kolejna po 18 duża okazja do świętowania. Nie wiem skąd się to wzięło, czemu oczko, czemu akurat 21. Bo 3×7 a 7 to szczęśliwa cyfra? Nie dociekam.
Wiele osób, w tym moi rodzice, uważa, że będąc studentem, mając ileś tam lat, powinno się już być osobą dojrzałą emocjonalnie, osobą która poważnie myśli nad swoją przyszłością oraz jako tako wie jak żyć. Ja natomiast nie wiem. Nie mam pojęcia jak mam żyć, nie mam pojęcia jaka będzie moja przyszłość, nie potrafię też pracować nad sobą by spełniać zewsząd stawiane mi wymagania. Jestem strasznym frustratem wkurwia mnie wiele rzeczy. Najbardziej w tym wszystkim wkurwia mnie to, że potrzebuję pieniędzy. Że brakuje mi pieniędzy. Że tyle o ile nie klepię biedy to przydałoby się więcej więcej i więcej. Bo samochód co chwila się sypie, bo aktualnie komputer się sypie, bo fajnie by było nie musieć oszczędzać oraz móc pozwolić sobie na więcej przyjemności. Ale skąd ja mam wziąć pieniądze? Od nikogo nie dostanę – rodzice i tak już wystarczająco na mnie harują. Praca – fajnie by było pogodzić pracę ze studiami. Ja póki co nie potrafię sobie poradzić nawet z samym studiowaniem. Studiuję i gówno z tego mam. Oh wiedza. No zajebiście, wiedza wiedza wiedza, fajnie dużo wiedzieć. Ale kurwa, co z tego, że fajnie kiedy wszystkie gazety mówią, że magistrowie po studiach nie mają roboty. Albo mają. Za 1500zł, na kasie w biedronce. To demotywuje. Ha, no niby za dobrą naukę są stypendia. Super, że są. 400zł za średnią 5.0. A na średnią 5.0 trzeba albo konkretnie zapierdalać albo mieć farta. Ja farta nie mam, zawsze byłem pechowcem, a zapierdalać jak mały motorek, nie mieć życia prywatnego tylko po to by dostać 400zł za które nawet mieszkania nie opłacę… Nie, to mnie nie mobilizuje, to mnie demotywuje dodatkowo. Muszę zdać egzamin. Wiem, że muszę. A nawet nie potrafię się za to zabrać.
Wszystko kręci się dookoła kasy. Całe życie współczesnego człowieka. Nie masz kasy – jesteś nikim i wart dosłownie tyle co gówno. Masz kasę możesz wszystko, robić to co chcesz, spełniać marzenia, realizować pasje. Tak wszystko, a jak mi ktoś będzie pierdolił o takich rzeczach jak „wartości niematerialne” to niech spierdala. Bo za pomocą kasy mogę sobie zapewnić też spokój ducha. Tylko muszę ją mieć. A jak to zrobić w tym kraju? Gdzie władza kradnie o oszukuje, i nieważne czy to PiS czy PO, prawica czy lewica. Władza oszukuje, ludzie oszukują. Ludzie kradną bo mogą. Politycy kradną bo mogą. Sądy są niesprawiedliwe, ręka rękę smaruje. Trzeba mieć tylko znajomości – wtedy można nic nie robić jakaś posadka zawsze będzie. Pół biedy, niech sobie rząd kradnie z podatków, tylko nie pozwoli ludziom robić to na co mają ochotę. A tu nie! Chciałbym sobie posadzić krzaka marihuany. Albo dwa lub trzy krzaki. Tak na własny użytek. Byłoby fajnie bo zielsko jest relaksujące. Plus zawsze jakiś zastrzyk gotówki ze sprzedaży znajomym. Ale nie mogę. Bo jakieś kurwy w rządzie tak twierdzą. Że to są narkotyki. Że zło. Pewnie, że zło, zło dla tych pizd, którzy mają kasę od mafii byleby tylko wszystko delegalizować. Mafia zajmuje się nielegalem, im więcej nielegalnych rzeczy tym większa kasa dla mafii. A jak się ma dużo kasy to zawsze można posmarować rękę jakiemuś politykowi. A co.
Może faktycznie jestem do dupy – są przecież ludzie, którzy robią studia, pracują w wakacje, albo pracują i studiują jednocześnie. Jakoś zaliczają te egzaminy, jakoś sobie odkładają kasę. Jakoś to POTRAFIĄ. Ja coraz częściej mam poczucie, że nie potrafię nic – ze studiami krucho, pracować to jeszcze w życiu nie pracowałem więc nie umiem. Smutno mi i źle, narzekam na wszystko, za nic nie potrafię się zabrać. 13 dni do HMSu a ja przez całe wakacje nawet nie ruszyłem tego podręcznika, kiedy wiem, że gdybym sobie powtarzał codziennie jakiś materiał to zdałbym to z palcem w dupie. A nie zrobiłem nic co tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu…
Za dużo myślę za mało robię. Za dużo gadam za mało robię. Ale i tak nie potrafię nic z tym zrobić. 10 osób może mi pierdolić „weź się za siebie, Boże nie marnuj swojego życia!” a po mnie to spływa. Nie wiem czemu. Wracam co chwila myślami do przeszłości, swojej, do któregoś momentu w swoim 21 letnim życiu. I tak sobie siedzę i myślę, jak to kurwa było fajnie, no kurwa było rewelacyjnie ale czemu się skończyło! Bez sensu. Bez sensu, że tak wracam. Przykład taki: wiele dziewczyn mi się podobało, wiele nieskutecznie podrywałem. I bardzo często wracam sobie myślami do nich, i tak myślę „kurwa, no ale ona jest fajna, czemu się nie udało, może by tak spróbować…”. I rozmawiam sobie z nimi, rozmyślam, czy jest jeszcze jakaś szansa… HELOŁ! Normalny człowiek by stwierdził, że to rozdziały zamknięte, o porażkach powinno się zapominać. Ale nieee, nie ja, jestem taki zajebisty, że mogę cały czas myśleć o porażkach i o tym, że a może da się je jeszcze zamienić w sukces. I ta mądra cześć mojej głowy mi podpowiada – nie da się Cozzie, idź do przodu. Szkoda, że moja mądra część uaktywnia się tylko wtedy kiedy o czymś piszę i mówię. A nie wtedy kiedy mam coś robić i prostować swoje życie… I tak wszystko jest do dupy, ciągle zawsze i codziennie a ja boję się, że kiedyś obudzę się bez niczego na ulicy.
nie jestes do dupy.
wiozłes mnie w chuj drogi z wooda do lbn!
2010/08/31 at 22:09
true true, rzeczywistość kopie nas wszystkich po jajach (takich hipotetycznych i „ponad-płciowych”), ja też z niedowierzaniem patrzę jak marnuję czas przed komputerem czy TV, zamiast zacząć robić coś pożytecznego, a potem się dziwię z rezultatów :P ale sądzę że jest nas więcej, dużo więcej – takie pokolenie ludzi „do dupy”, z samymi marzeniami a bez planów dzięki którym można dążyć do realizacji marzeń, so cheer up, u r not alone!
2010/09/02 at 17:29