Płonie Babilon, płoną marzenia…
… wszystko się zmienia, ja się nie zmieniam.
Jadę na brudstock. Zawsze chciałem tam pojechać, zawsze chciałem pojechać tam zobaczyć jak to jest, tyle ludzi, różnych ćpunów, skinów, rastamanów, krisznowców, metali. Wolność, brud, muzyka, alkohol, jaranie. Jadę z moimi kumplami których znam od gówniarza, którzy byli w różnych momentach i sytuacjach. Ale ja jadę, żeby uciec żeby mnie wreszcie coś uwolniło, od tej mantry od tego życia przeszłością, od tych marzeń, od tego uczucia które mnie kurwa nie puszcza a ja tak bym chciał bo już nie mam siły, nie mam siły tak dalej egzystować nie mam siły dalej marzyć kiedy wszyscy dookoła mi mówią, że to koniec, że koniec był już dawno, OBUDŹ SIĘ, DOJRZEJ, PRZEJRZYJ NA OCZY! gdzie jest moja bajka no gdzie? czemu moja głowa zagubiła się gdzieś w czasoprzestrzeni, czemu moje serce zatrzymało się gdzieś 5 lat temu, czemu ja kurwa nie potrafię sobie z tym poradzić, czemu kurwa mać ja pierdole NIE UMIEM kiedy tak bardzo bym chciał, żeby było normalnie, żebym żył jak każdy DO PRZODU a nie od papierosa do papierosa szarość smutek kielce ona ja i myśli, i te popierdolone myśli każdego dnia nieważne czy jest dobrze czy nie czy śnieg czy słońce to myśl, że może coś się zmieni. A Ona powiedziała: nie zmieni się Bartek…
Nie wiem w co wierzyć. Co tutaj jest szczęściem? Gdzie szukać mam zrozumienia, jak mam zrozumieć swoją głowę modlę się o to do Boga, tylko o to o nic więcej, nie o Ciebie nie o domek gdzieś i szczęśliwą rodzinę nie o miłość której nie dostaję modlę się o to, żebyś mi Boże dał zrozumieć siebie, żeby w mojej głowie nie było już więcej wojny, żebym siebie samego nie niszczył już więcej siły by nie płakać by nie zamykać oczu na rzeczywistość.
Wrócę inny. Albo mogę nie wracać wcale.