Everybody in the place (155 and rising)

To była 10 z rańca albo jakoś coś tak w deseń. Papieroski mi się kończyły ale jakoś nie chciało się podnieść dupy kiedy słonko piekło w plecy.
Dobra huj, jakieś bzdurne panny zakosiły mi mieszkanko gdzie chciałem przemieszkać mój pierwszy rok studiów. I weź nie bądź wkurwiony ile czasu zmarnowanego. Kupie sobie namiot i będę koczował pod uniwerkiem.
Ujmijmy to tak. Wszystko mnie w CK wpierdalało ostatnimi czasy i musiałem sobie coś ze sobą zrobić. Jeden wieczór poprawił mi humor co z tego, że film był hujowy, że Lublina nie rozkminiam a drogi są pojebane, że pies zgwałcił mi nogę. Nawijaj do mnie, dobrze się z tym czuję.
Październik. Lublin. Tabula rasa.
Oj nawijaj nawijaj;p uciekaj w ten wirtualny świat. Tylko w ten konkretny, a może okaże się bardziej realny niż cokolwiek innego…. A mieszkaniem w Lbl się nie przejmuj. Ciesz się, że nie musisz go szukać w Krk….
2008/08/27 at 20:11
Po 1 dzień śpij u kogoś innego aż sobie mieszkania nie znajdziesz i będzie fajnie :)
2008/08/27 at 20:11
pozdrowienia od ziomka!
2008/08/27 at 20:59
„Październik. Lublin. Tabula rasa.”
na to czekaj. wszystko na nowo. wszystko lepiej.
2008/08/27 at 21:46
Ziomek to dla mnie traumatyczne wspomnienie :D
2008/08/29 at 08:39
ale on Cie pokochał…
2008/08/31 at 11:31