„Ludzi trzeba brać takimi, jacy są, a nie takimi, jacy być powinni” (Franz Schubert)

brutality.

W średniowieczu, tudzież innych odległych czasach gdy czasami ludzie byli kimś innym niż sprzedajnymi kurwami pewne sprawy dało się załatwić honorowo. Była kobieta, było dwóch mężczyzn, którym na kobiecie zależało jako na przyszłej żonie. Sytuacja konfliktowa. Jeśli panowie dysponowali klasą i nie byli plebsem, pojedynek zazwyczaj rozwiązywał sprawę. Jeden ginał drugi żył i miał kobiete, której pragnął. Oczywiście, jeden z walczących mógł zamiast udawanym honorem wykazać się sprytem i np. zapłacić za sztylet pod żebro swojego oponenta w przeddzień pojedynku. Jakby nie było, sprawę dało rozwiązać się w sposób niezwykle konkretny i przede wszystkim ostateczny.

Żyjemy w świecie obłudy. To co mamy teraz to jedna wielka farsa, ludzie otoczeni ludźmi w większości przypadków idą na oślep. Według trendów, czy według powszechnego mniemania, że żeby być kimś musisz skończyć taką a taką szkołę, takie a takie studia, robić to i to, otaczać się tym i tym. Do pomocy masz wiarę i wszelkie jej przypisy stworzone w takich czasach, że stosowanie się do poleceń wiary jest zupełnie inną ścieżką niż ta którą idzie się aby „być kimś”. I wszyscy myślą, że idą dobrze, bo przecież idą tam gdzie idą wszyscy inni ludzie, co z tego, że równie ślepi jak Ty, ja i wszyscy? Wszyscy wszyscy wszyscy, coś nam nie wychodzi to robimy z siebie męczenników, jak ranimy innych to szukamy sobie wymówki, że to przecież nie my albo, że my nie chcieliśmy, że to nie nasza wina. Codziennego zagubienia nie widać bo „jakoś leci”, świat się kręci, zapierdala, każdy ma przecież jakieś problemy albo jest w jakimś stopniu zły prawda? A jak jednak czujemy, że się gubimy, to pijemy, ćpamy, to się odcinamy od wszystkiego, mamy wszystko w dupie, albo nagle taka lampka jest w głowie „Bóg” i wyciągnięte z kontekstu wersy o tym, że Bóg kocha ludzi i nie pozwoli ich skrzywdzić, i nagle z życiowego chama robi się pobożny i dobry syn czekający na cud.

Nienawidzę tego miejsca, nienawidzę czuć smrodu kłamstwa wypływającego z ludzkich ust, widzieć fałszu odbijającego się w ludzkich oczach. Boli mnie, że tacy są wszyscy, że widzę tylko maski, boli mnie, że kocham niektórych ludzi a tak naprawde nie wiem czy kocham ich czy ich maski. I to, że ja też taki jestem, że też zakładam moje maski aby uczyniś sobie to życie łatwiejszym.

Gdzie są święci?

Czemu iskra dobra znów umarła…

2 Responses

  1. kolorofa

    Pozostaje przytulić… trzeba mieć twardą dupę i maskę bo inaczej się w tej dziczy zwanej rzeczywistością nie przeżyje… jakakolwiek próba bycia naturalnym kończy się źle… trzeba się przystosować do środowiska, do jego warunków, niepisanych zasad, nakazów i zakazów… To życie Cię uczy jak żyć… im wcześniej Cię nauczy tym twardszy potem jesteś… Życie jest brutalne… Człowiek wchodzi w brutalny świat, to jest jak skok na głęboką wodę… Nigdy nie wiesz co Cię czeka… Bóg stawia przed ludźmi masę przeszkód, przeciwności, czasem wydaje się, że nasza prosta ludzka dusza tego nie zniesie, że serce nie wytrzyma… ale im się zawsze udaje… choćby nie wiadomo jakie to były zasieki dusza wytrzyma… Czasem jest gorzej, potem jest lepiej… Takie jest życie… nie warto brnąć pod prąd bo traci się energię, czas i pieniądze… lepiej przetrwać, przetrzymać, zacisnąć zęby i żyć, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie nam następny zakręt życia!

    Rada:
    stara prawda żeglarska(data powstania (Świętuch 2008): JEBAĆ TO

    2008/08/17 at 20:33

  2. Miss T.

    Gorzka, ale prawdziwa refleksja.
    Szczerze lubię zaglądać na Twój blog :)

    2008/08/18 at 12:16

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin