lipiec.
Cóż. Nic się nie dzieje. Wakacje zaczynają się robić smętne. Norb i FLoyd wyjechali do Anglii i słuch po nich zaginął. Spore grono przyjaciół wyjechało. Jest gorąco ale poza tym nic się nie dzieje. Na szczęście myśl o pewnej osobie już tylko lekko tli się w głowie lecz niestety nie oznacza to, że jest mi lżej. Jakoś nie…
Mam pecha do pogody. Byłem na mazurach pod żaglami to piździło, padał deszcz, średnio 15 stopni. Tyle co wrociłem do domu jest 35. SIK! No ale jakby nie było 2 tygodnie rejsu były piękne. Wiatr i deszcz w oczy, lekkie fale i płyniemy. Co z tego, że wszystko mokre, co z tego, że zimno, co z tego, że liny od żagli tną Ci ręce. To jest to! I wieczór przy ognisku, kiedy cumujesz na dziko w miejscu gdzie niema nikogo oprócz Ciebie. Nowi, śmieszni i sympatycznie ludzie, słabo pożywne jedzenie (2 tygodnie płatków z mlekiem, chleba i konserw, zupek chińskich). W przyszłym roku to powtarzam, oby już sam ze swoimi znajomymi.
Trochę zdjęć robiłem. W sumie to był test E50 czy potrafi zrobić fotki, które jakościowo ujdą. W słońcu tak… W słabym świetle absolutnie nie. Ile było momentów kiedy żałowałem, że musiałem zostawić moje Fuji w domu… No ale proszę, sami sobie zobaczcie:






ladnie ladnie. nie ma to jak odrobina survivalu:) jestem padniety jak szmata po calym tygodniu pracy… bede na poczatku sierpnia.
2007/07/20 at 19:42
mhh survival to? hmm… wole większy hardcor… choć samotne spacerki po lesie pełnym dzikich koni są całkiem ciekawe… ehh cozzier już nas opuszczasz? :P Mazury to moje miejsce, mój dom… oprócz nieba, chmur i cudownych widoków ze spadochronu to wg mnie drugie najpiękniejsze miejsce świata! :D
2007/08/26 at 12:31