no.perfect
6 dni. Ha. Co to było za 6 dni! Nawet nie warto się rozpisywać, to było niepowtarzalne, kto był ten wie i nie zapomni. Dzięki Ci Szpaq jednak, że byłeś w momentach kiedy miałem dość. Nawet nieświadomie. Skończyło się, koniec niestety ciężki ale poszedłem na ENEMEF do kina i przynajmniej jeszcze w ten sposób, ostatni raz odreagowałem to co mnie wyniszcza. Niema to jak piwko od Felka o 3ciej w nocy na Placu Artystów, o tak…
I wypadałoby powiedzieć „no. it’s perfect” i uśmiechnąć się szeroko.
Heh… Trochę ciężko.
Ciesze się, że fajnie Ci się siedziało. Tylko chujowo, że beze mnie, chujowo, że plany robione od 2 miesięcy poszły sie jebać, że nie dotrzymałeś słowa. Ale co tam, Goodnight and good luck!
2007/01/22 at 22:46
i beze mnie!!! Ty chuju, zdrajco, fajfusie i czarnuchu! Nienawidzę Cię! Umrzyj!
2007/01/25 at 23:07
Oby więcej takich dni:)
2007/02/12 at 14:25