Weekend.
Całkiem było fajnie. Sporo rzeczy. Po pierwsze piąteczek. Koncert grupy Indios Bravos, jednym słowem ZAJEBISTY, naprawdę było bardzo bardzo fajnie, raz ze względu na muzykę, dwa ze względu na ludzi. Leśny dzban tez zrobił swoje. Można było trochę inaczej rozegrać czas po koncerciku (jakaś biba czy cuś) bo tak to jeden wieczorek zmarnowany ale cóż… Będą następne ;)
W sobotkę natomiast byłem na musicalu „Metro”. Kurdę… Nie dziwię się, że jest wystawiany już od 15 lat na całym świecie. Genialne widowisko. Światła, aktorzy, muzyka, scena. Piękne. Plus treść. Treść, która siadła mi na sercu…
Jak zwykle zero nauki w weekend. I pytam sam siebie: „Cozzie, zrobisz coś z tym wreszcie?”. I jak zwykle sam sobie odpowiadam: „tak, pomyślę nad tym…”.
Trutusrutu.
jazda do roboty! jebane nieroby! chyba muszę zacząć brać udział w życiu kulturalnym naszego miasta, bo widocznie coś się już zaczyna dziać:P
2006/12/03 at 22:01
W plastiku bo w plastiku, a jednak smakowało ;]
2006/12/06 at 21:52
A zobaczysz, że się uśmiechniesz.
I ja Ci to mówię.
I w tych oczach będzie dało się odczytać radość.
A jak nie to zobaczysz, o!
Najwyżej tej radości się pomoże troszkę.
Zaciągnie się ją… Może troszkę nastraszy.
Ha!
Trzymaj się cieplutko, jasne?
2006/12/10 at 19:39