Ramy, ramy, tkwimy w ramach. Większość ram narzuca nam społeczeństwo i sytuacje w których się znajdujemy. Jestem Europejczykiem, Polakiem, studentem – tych ram nie odrzucisz, są i już. Dalej inne, sytuacyjne, tu już decydujesz. Ludzie próbują narzucić Ci swoją ramę. Kobiety na ten przykład, Ty tutaj love love i nagle ramą w pysk – „zostańmy przyjaciółmi”. Wkurwiające. Dlatego właśnie, trzeba narzucać swoje ramy. Najpierw samym sobie potem innym. Ale co samym sobie? Mam się zamykać w jakiejś ramce określonego zachowania kiedy przecież chcę być wolny jak ptak?
Ah kurwa, nie pierdol. I tak sobie zarzucasz sam ramy – tego nie zrobię bo mi sumienie nie pozwala, tego nie zrobię bo sobie ktoś coś pomyśli. Myślisz o rzeczach w określony sposób. Wykonujesz czynności w określony sposób. Masz jakiś swój schemat. Pewnie wypracowywany latami. Może nawet myślisz sobie „przecież to mnie definiuje, to jakim człowiekiem jestem jest wypadkową moich myśli i mojego zachowania”. Racja. Niech będzie. Też tak myślę. Dochodzimy do sedna.
REDEFINICJA. Przeczytaj mój poprzedni post. Ale pesymizm. Ale hujoza. Kurwa, istny człowiek problem. No. Właśnie. Taka rama. Rama człowieka porażki. Coś się nie udało to natychmiast dół. Brak motywacji. Niechęć. Apatia. Złe rozwiązania. Bagno i patologia. Czy to się może podobać? Komu?! NIKOMU! Dlatego zredefiniowałem ramy swojego myślenia.
Nie wiem co było czynnikiem inicjującym. To był chyba proces, który zaczął się pewnego kwietniowego przedpołudnia kiedy chodziłem przez 21 minut z głową w chmurze i słuchałem rozważań na temat życia, napisanych przez pana, który mówił mi, że ogólnie bazuje na bajkach z Hawajów. Proste słowa. Prosty przekaz. Wtedy poprawiło mi to cały dzień, ale tylko dzień. Jednak. Zakotwiczyło się. Coś zostało. Potem zwyczajnie, potem majóweczka, a teraz… ENERGIA. Banalnie. Napompowałem się pozytywami i nie mówię tu o prozacu. Pomyślałem – to mogę. I to mogę. To zrobię. I to też. No dobra panie optymisto, a jak nie wyjdzie? – taka myśl, od razu, jak zwykle. Normalnie bym się jej przyczepił. Odrzuciłem. Odrzuciłem możliwość porażki definitywnie pozbywając się tej myśli z mojej głowy. Życie to wojna, walki i potyczki, może i dostanie się ten wpierdol jeszcze nie raz, ale koniec końców, my będziemy zwycięzcami całej tej wojny kiedy na starość wnuk zapyta „dziadku, a opowiesz mi bajkę?”.
Zarzuciłem sobie nową ramę. Bardzo prostą. „Dzisiaj jest pięknie, jutro będzie jeszcze piękniej”. Twarda rama. Wykułem ją z 23 lat porażek. Żaden skurwiel i żadna kurwa nie da rady zdjąć ze mnie tej ramy. I choćby skały srały, obiecuję Ci to, obiecuję to sobie. Zobaczysz.
REDEFINICJA OSOBOWOŚCI


